niesamowityspidermanPodobno każde pokolenie musi mieć swojego Spider-Mana. Musi? Wcale nie, ale producenci tak sobie wymyślili. I zrobili.

Po rezygnacji z kręcenia czwartej części przez Sama Raimiego i odejściu głównych gwiazd Spider-Mana wytwórnia postanowiła mocno „odświeżyć” bohatera. I tak ponownie widzimy narodziny Człowieka-Pająka, nieco innego, od tego co do tej pory znaliśmy.

Już wizualnie nowy Spider różni się od komiksowego pierwowzoru i swojego filmowego poprzednika. To nie typowy,zgarbiony kujon, a raczej kolejne wcielenie Edwarda znanego Sagi Zmierzch (podobieństwo fryzur zapewne zamierzone). Także w szkole nie jest takim popychadłem, za jakiego powinnyśmy go uważać. „Kręgosłup” nie rośnie mu wraz z ugryzieniem przez radioaktywnego pająka, a ma go od samego początku. Skąd taka zmiana – ano takie czasy, bycie inteligentem obecnie nie jest tak passe, jak kiedyś, a znajomość matematyki to teraz wabik na kobiety – dziwne prawda? Dlatego w świecie hipsterów Pająk – ciapa nie przeszedłby.

Właśnie – kobiety. W nowym Spider-Manie bohater zakochuje się w Gwen Stacy. I od razu atakuje. To nie skromne zaloty z udziałem MJ, to ostra „jazda” i podryw. Na całego. Pytanie czy takiego Petera Parkera pokocha publiczność? Kto zna komiksowy pierwowzór i ma swoje lata – niekoniecznie.

Spider-Man Stana Lee pokazywał, jak trudno w szkole typowemu kujonowi. Jak odtrącony chłopak może zostać superbohaterem. Nie brakowało także dużej dawki humoru. W Niesamowitym Spider-Manie Marca Webba dowcipu nie zaznanym. To mroczna opowieść o walce z Lizardem (Jaszczurem) czyli dr Connorsem. I tu kolejne zdziwienie – w nowej opowieści o Peterze jego rodzice nie byli szpiegami, a naukowcami.

Taki różnić pomiędzy najnowszą ekranizacją a komiksem jest niestety jeszcze wiele, co wcale filmowi na złe nie musi wyjść.  Opowieść o Parkerze bez dawki dowcipu, to jednak już nie stara, dobra opowieść o Pająką. Spider-Man to nie Batman, tu nie musi (i nie powinno)  być wszystko na serio i wszystko mrocznie. Plus za Emmę Stone w roli Gwen Stacy, minus, za jej farbowane włosy.  Gdyby nie Sam Raimi obraz ten można by ocenić nieco lepiej. Tak uznaję go za dość poprawną zabawę z superbohaterem. I nic więcej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
imagine
Imagine – recenzja
wszystkiekobiety
Wszystkie kobiety Mateusza — recenzja
Zabilem_moja_matke
Zabiłem moją matkę – recenzja
1 Komentarz
  • 14 lipca 2012 at 11:27

    „Taki różnić pomiędzy najnowszej ekranizacji a komiksem jest niestety jeszcze wiele, co wcale filmowi na złe nie musi wyjść.” Robicie świetną robotę w tym serwisie, ale moglibyście przykładać nieco większą uwagę do poprawności pisowni. W końcu to nie jest tekst na 10 stron, a „spell check” zajmuje parę sekund.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*