niemozliweNiemożliwe to hiszpańsko-brytyjska mieszanka filmowa. Na poziomie obrazu i aktorstwa zdaje to efekt. Tylko dlaczego w opowieści z czasem przeważa mdłe przyzwyczajenie znane z amerykańskiej kinematografii?

Reżyser – Juan Antonio Bayona. Autor scenariusza – Sergio G. Sánchez. Operator – Oscar Faura. Wspólnie zrealizowali znany polskim widzom Sierociniec. W rolach głównych Naomi Watts, Ewan McGregor oraz młody Tom Holland. Nominacje do Oscara, Złotych Globów i Nagród Goya. Zapowiada się ciekawie.

Niemożliwie opowiada o pięcioosobowej rodzinie, która spędza święta Bożego Narodzenia w Tajlandii. Mamy 2004 rok – nadciąga kataklizm, tsunami. Rajski świat zamienia się w postapokaliptyczne bagno. To co najbardziej wciąga, to niezwykłe zdjęcia oraz często wprost werystyczne sytuacje i obrazy. Bohaterowie połamani, zakrwawieni przedzierają się przez gąszcze martwych ciał w poszukiwaniu innych członków rodziny. Wszędobylski chaos – brak podstawowej opieki zdrowotnej, problemy z komunikacją, różnice kulturowe.  Juan Antonio Bayona bardzo szybko wprowadza widza w stan „niemożliwości”, niestety z każdą minutą opowieść siada i coraz bardziej zamienia się w mdły melodramat.

I właśnie to najbardziej drażni. Gdy wydawać by się mogło, że „katharsis” u widza nadejdzie – wszystko spłaszcza się i ogranicza do tego, że rodzina próbuje się znaleźć. Zwroty akcji ograniczają się do jednego motywu – wydaje się, że ktoś umarł, ale za każdym razem okazuje się, że nie. Dziwnie wyglądają sceny, gdzie syn z ojcem bezskutecznie próbują odnaleźć się w jednym szpitalu, gdy jeden chodzi po pierwszym piętrze, a drugi znajduje się na parterze. Motyw wprost z przedwojennych komedii. Szkoda. Widać, iż w produkcję „wpompowano” sporą gotówkę. Kilkuminutowa scena walki z tsunami naprawdę zapiera dech w piersiach, a obraz powstałego świata może doprowadzić do „gęsiej skórki”. To jednak nic, gdy w chwilach kulminacji całość zamienia się w hollywoodzką opowiastkę zrealizowaną przez niehollywoodzkich (jeszcze) twórców. Podstawą dramatu powinno być wspomniane katharsis. Tutaj go w żaden sposób nie przeżyjemy.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zostanzemna
Zostań ze mną – recenzja
nigdyniejest
Nigdy nie jest za późno – recenzja
ksiazepersji
Książę Persji: Piaski Czasu – recenzja
3 komentarze
  • 31 marca 2013 at 17:05

    Film to wzruszająca opowieść i wiele emocji. Fascynacja, strach, ból, radość, zdziwienie. Elementy, w których rodzina była w tym samym szpitalu i omijała się nasilają tylko emocje.. Mamy okazję poczuć się tak jak ci ludzie. Walkę o oddech przebywając w wzburzonej wodzie, smutek po stracie rodziny i radość po odzyskaniu najbliższych. Przez cały film nie mogli być w wodzie, bo to byłoby bez sensu. Dlatego też są pokazane elementy, w których rodzina się nawzajem szuka. I tak mieli wielkie szczęście, że przeżyli, bo była pewna, że najmłodsi chłopcy zginęli. Moim zdaniem muzyka, zdjęcia i scenariusz są naprawdę dobre. Niektórym trudno wcielić się w rolę głównych bohaterów i krytykują chłodno. Mogliby jeszcze przez sekundkę pomyśleć, zrozumieć o co w tym filmie chodziło. Może o to, że niemożliwe stało się możliwe, rodzina po ciężkich próbach, wylanych łzach, w końcu się odnajduje, że mogli zginąć. I ile mieli szczęścia, którego innym zabrakło…

  • eryk
    17 marca 2013 at 18:00

    a ja przeżyłem katharsis!
    I mnie się baardzo podobalo!

  • ola
    3 lutego 2013 at 01:05

    A mi się bardzo podobało
    😆

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*