niechzyjaantypodyPortret ziemskiego uniwersalizmu malowany nasyconymi barwami, zdobny w fascynujące krajobrazy, ale pozbawiony bazy intelektualnej – tak można określić najnowszy film Viktora Kossakovskiego pt. Niech żyją Antypody.

Kossakovsky zabiera widza w niesamowita podróż na krańce ziemi. Podczas 104 minut projekcji odwiedzamy Argentynę i Chiny, Rosję i Chile, Hawaje i Bostwanę oraz Hiszpanię i Nową Zelandię. To tytułowe antypody – miejsca położone dokładnie naprzeciwko siebie, po drugiej stronie ziemskiej średnicy.

W filmie nie doszukamy się wartkiej akcji, rozbudowanych dialogów ani portretów psychologicznych bohaterów. To opowieść skupiająca się na przyrodzie i jej różnorodności, a nie na człowieku. Człowiek jest tu obserwatorem, który uczy się żyć w zgodzie z odwiecznymi prawami, bo jest zbyt słaby i kruchy, by narzucić swoje. Za to natura zachwyca i jednocześnie przeraża swoją potęgą i stałością. Możemy niemal dosłownie poczuć jak trzęsie się skorupa ziemska przed wybuchem wulkanu, przyjrzeć się ugorom spulchnianym przez pracujące kobiety, skrzydłom owadów czy chropowatej skórze słonia.

Zdjęcia zostały wybrane z niezwykłą precyzją. Kossakovskiemu udaje się uchwycić to, co ulotne, oddać magię chwili, podejrzeć proces tworzenia. Zachwyca widza do utraty tchu, ale także serwuje mu obrazki przygnębiające i turpistyczne. Można odnieść wrażenie, że film ma konwencję modlitwy pochwalnej dla świata. Surowe krajobrazy, maksymalny realizm i sugestywne zbliżenia zyskują wymiar niemal mistyczny. Wrażenia dopełnia warstwa symboliczna: szybujący orzeł i martwy wieloryb to metafory z jednej strony wolności i siły tworzenia, a z drugiej nieuniknionego przemijania.

https://www.youtube.com/watch?v=o2jjuqk3EOc

Linię narracyjną w filmie stanowi muzyka. To ona prowadzi widza i uwypukla istotne momenty. Regionalne brzmienia przeplatają się z klasyką, uzupełnioną muzyką gregoriańską. Osobną rolę odgrywa cisza – jest „wybrzmieniem” i dopełnieniem dla ukazywanych zdjęć. Razi natomiast sposób montażu i nagminne odwracanie perspektywy. Reżyser w co drugiej scenie przypomina, że portretowane przez niego miejsca to antypody, wykorzystując proste chwyty graficzne. Przejścia skośne lub góra – dół są zbyt natrętne i oczywiste, odbierają widzowi pole do wyobraźni.

O czym jest Niech żyją Antypody? O uniwersalizmie wbrew szerokości geograficznej, o harmonii i jedności mimo różnic. Kossakovsky zestawia obrazki, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak zdają się idealnie dopasowywać. Jeśli ktoś jednak liczy na intelektualne zagadki i subtelne niedopowiedzenia, może się zawieść. Efekt wizualny niewątpliwie zachwyca, ale filmowi brak głębi. Nie odkrywa nic nowego, nie przemianowuje światopoglądu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
ksiazepersji
Książę Persji: Piaski Czasu – recenzja
dziewczynazekstraklasy
Dziewczyna z ekstraklasy – recenzja
pierwszyraz
Pierwszy raz – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*