nieopuszczajmnie

Od 10 czerwca w kinach oglądać można polski film autorki „Solidarnych 2010” Ewy Stankiewicz. W rolach głównych Agnieszka Grochowska i Wojciech Zieliński.

Nakręcony w 2009 rok ukazuje historię Joanny, która dowiadując się o chorobie matki wraca do rodzinnego miasta by walczyć o życie ukochanej osoby. Na jej drodze staje Łukasz – były koszykarz, aktualnie duchowny. Ich drogi się przeplatają bo oboje się nawzajem potrzebują.

Pierwsze co po tym filmie powinno zostać zrobione to odebranie długopisu scenarzyście i schowanie przed nim wszystkiego czym można pisać, by nigdy więcej nie stworzył tak dennych i bezsensownych dialogów. Drugie to spalenie wszystkich taśm na których zarejestrowany jest ten film. Po trzecie przeprosić aktorów że się niepotrzebnie na męczyli (zwłaszcza Daniela Olbrychskiego, który musiał paradować we własnych odchodach). A i po czwarte zwrócić wszystkim kasę za zapłacone bilety do kin.

Nic w tym filmie nie jest spójne. Pojawiają się sceny, które do filmu nic nie wnoszą, a nawet z czasem zaczynamy się zastanawiać o co w ogóle w nich chodziło. Jakieś kobiety przynoszą racuszki, starej prostytutce śnią się główni bohaterowie i zaczyna kierować ich życiem, a wszyscy się na wszystkich rzucają z pięściami. Joanna pada ofiarą oszustwa, gdy zatrudnia do remontu faceta który na majstra nie wygląda, a szukając bliskości ląduje nawet w burdelu. Dodatkowo jesteśmy świadkami tracenia wiary przez duchownego zakochanego w kobiecie którą widział raz czy dwa, a jemu bliska osoba zgarnia sprzed nosa jej matce jedyną partię krwi jaka dotarła do szpitala. Zakon w którym przebywa pełen jest facetów, którzy zapomnieli się wyszumieć za młodu, pełnych agresji, ale i pobożnie modlących się. W szpitalu poznajemy lekarzy i pielęgniarki, którzy są bardziej nie czuli niż drewno i kamień razem wzięte. Zamiast pracować siedzą w pokoju pielęgniarek i czytają gazetki, a dopiero po zauroczeniu się pacjentem jedna z nich idzie skutecznie namówić go do jedzenia. Główna bohaterka zaś walcząc o krew dla matki nawet prześladuje lekarza, za którym wchodzi do męskiej toalety a ten rzuca się na nią i ją gwałci. Ona trochę popłacze, pozbiera zakupy i wróci do domu. Masa wątków z których nic nie wynika, a przede wszystkim nie łączą się w jeden film. Nie wiemy już czy to film o miłości, o stracie czy o upadku kobiety.

Jeden wielki chaos, a film o wiele za długi. Ciągnie się i ciągnie aż mamy wrażenie że reżyserka w ogóle nie wiedziała na czym chce się skupić. Bardzo słabo wyreżyserowane, ale i kiepsko zagrane. Agnieszka Grochowska zachowuje się jak szalona, a Wojciech Zieliński jakby kij połknął. Jedynie Danielowi Olbrychskiemu nic nie możemy zarzucić, który tylko po raz kolejny potwierdził swój talent aktorski.

Jedyne trafnie postawione pytanie w tym filmie to co zrobić gdy odchodzi człowiek, którego kochamy, a nasze odruchy zostają. Idziemy do drugiego pokoju by o coś zapytać, sięgamy po telefon by wybrać numer – ale nikt nie odpowie. Reżyserka, w całym natłoku dziwnych zachowań Joanny, odpowiada nam że lekarstwem jest miłość. Jednak osobiście nie chciałabym być tak leczona jak bohaterka filmu.

Kolejne zmarnowane pieniądze w polskiej kinematografii, kolejny źle zrealizowany pomysł i kolejne stracone godziny z życia odbiorców. Nie, nie i jeszcze raz nie dla tego filmu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
oslo
Oslo, 31 sierpnia – recenzja
czterylwy
Cztery lwy – recenzja
hel
Hel – recenzja
1 Komentarz
  • piotr
    15 czerwca 2011 at 21:20

    proszę poprzestać na zainteresowaniu sportem. mniej męczy głowę a i emocje prostsze.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*