nedznicyJeden z najpoważniejszych kandydatów do Oscarów. Nędznicy – Les Miserables to typowy film festiwalowy – wizualnie przepiękny, nieźle zagrany, zauważalnie bogato zrealizowany, jednak skierowany nie do końca do przeciętnego widza.

Ponieważ nie jest to pierwsza adaptacja powieści Victora Hugo nie ma co rozpisywać się wokół fabuły. Mimo, że Jean Valjean (Hugh Jackman) zostaje wypuszczony na wolność nie jest wolnym człowiekiem. Udaje mu się rozpocząć nowe życie, jednak cały czas na jego tropie jest Javert (Russell Crowe). W tle pojawia się Fantine (Anne Hathaway), której na łożu śmierci Valjean przysięga opieką nad Cosette. A w tle zmiany i kolejne społeczne rewolucje we Francji.

Należy wytłumaczyć, że Nędznicy Toma Hoopera to nie tyle ekranizacja tekstu Hugo, a przeniesienie na ekran musicalu, który święcił przez wiele lat triumfy na Broadwayu. I głównie z tego powodu film niekoniecznie spodoba się „przeciętnemu odbiorcy”. Dwie i pół godziny praktycznie samego śpiewu, nawet w trakcie najdrobniejszych dialogów. Na szczęście bohaterowie nie tańczą, toteż można powiedzieć, że to produkcja bardziej operowa. Do tego należy się przyzwyczaić, jednak jak już się to zrobi, można orzec, że Nędznicy to majstersztyk w praktycznie każdym calu.

Od strony wizualnej już pierwsza scena z udziałem topiącego się okrętu zapiera dech w piersiach, chociaż czasami, w kolejnych scenach, widać, że twórcy wspomogli się efektami specjalnymi. Od strony aktorskiej obraz kradną nie Jackman, Crowe czy nawet nagradzana Hathaway, a duet Sacha Baron Cohen (Thénardier) oraz  Helena Bonham Carter (Madame Thénardier) postacie żywcem wyjęte z burtonowskich opowieści. I właśnie ten element absurdu i groteski to kolejny plus tej produkcji.

Niektórym może niekoniecznie podobać się lewicowy oddźwięk filmu oraz wspomniana powyżej forma przedstawienia. Należy jednak oddać twórcom, że stworzyli prawdziwie monumentalne dzieło. I nawet z samej ciekawości warto się na ten obraz wybrać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
probyognia
Więzień labiryntu: próby ognia – recenzja
wiezykrwi
Więzy krwi – recenzja
trzybillboardy22
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri – recenzja
4 komentarze
  • Mika.
    1 kwietnia 2013 at 10:20

    Oglądając Nędzników 5-krtonie się rozpłakałam…
    Naprawdę piękny film.
    Nie doceniają go po prostu ci nie wierzący, którym chrześcijaństwo przeszkadza, czy tym którzy nie lubią po prostu filmów festiwalowych, gdzie aktorzy przez cały czas śpiewają.

  • Ela
    31 stycznia 2013 at 21:18

    Jak rozumiem, śpiew a raczej pienia na trzech nutach to zamierzona konwencja. H. Jackman i A.Hathaway nie powinni „śpiewać” ponieważ ich mimika jest okropna! Choć aktorów bardzo lubię, to role wybitnie nie dla nich. Całość – knot jakich mało!!! Literacki oryginał to wprawdzie klasa B, ale aż tak sknocić? Broni się duet H. Bonham-Carter i S.B. Cohen, także pacholę grające Gavroche’a.
    Temat owszem, jest ponadczasowy. Tło filmowe niczym żałosna teatralna dekoracja, cała reszta na poziomie rodzimego disco polo. Żenuje i śmieszy.

  • kaska
    31 stycznia 2013 at 18:10

    Prawdopodobnie to prawda, że film nie spodoba się przeciętnemu widzowi. Nie spodoba mu się śpiewanie, być może uzna, że za mało się dzieje na ekranie czy zbyt powoli. Taki zawsze się do czegoś przyczepi i będzie ziewać na najlepszych filmach. Dla mnie to był majstersztyk. Wzruszyłam się setki razy do łez chodź zazwyczaj jestem twarda. Na koniec chciałam zacząć szlochac i z trudem się powstrzymałam, bo przecież nie byłam sama na sali 😉 idealnie oddane uczucia bohaterów i podejrzewam, że zwykły dialog by tego nie ukazał, co ukazał śpiew własnie. Ani przez chwilę się nie nudziłam. Polecam wszystkim, którzy lubią głębokie kino i filmy psychologiczne. Polecam wszystkim, którzy kierują bądź chcą się kierować w życiu ideałami. Dzisiejszy świat nie jest łaskawy dla idealistów, a film uderza w ten czuły punkt moim zdaniem, ale nie tylko w ten 🙂 Obejrzyjcie koniecznie. Tym razme nikt nie wychodził z sali od razu po wyskoczeniu literek. Co najmniej 5 min ciszy w bezruchu.

  • zdkoski
    30 stycznia 2013 at 15:11

    Mnie się film nie podobał. Monotonny, powolny w narracji, b.mierny wokalnie, dłużyzny nieprzeciętne, uproszczona i uboga, poza kilkoma fragmentami, realizacja. Sfilmowana operea bez, no prawie, wykorzystania w pełni możliwości sztuki filmowej… Nie polecam. 🙁 🙁

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*