najdluzszaAdaptacje filmowe wciąż cieszą się olbrzymią popularnością. Często można odnieść wrażenie, że na przykład taki Stephen King nie pisze swoich dzieł dla czytelników, lecz dla scenarzystów. Podobnie rzecz ma się z Nicholasem Sparksem – amerykańskim pisarzem, niezwykle popularnym także po drugiej stronie wielkiej wody. Drugi z wyżej wymienionych napisał jakieś osiemnaście romansideł, z czego aż dziesięć zostało sfilmowanych. Skąd to wiem?! Z wikipedii i uwierzcie mi – sam jestem w szoku, że amerykański przemysł filmowy pakuje kasę w tego typu produkcje. Z drugiej strony włożone środki finansowe zwracają się z szybkością światła, więc… „Najdłuższa podróż” to najnowsza adaptacja książki Sparksa.

Jeśli nie znacie struktur powieści jednego z ulubionych pisarzy Ameryki, zdradzę jedynie tyle, że autor nie wysila się zbytnio i od zawsze opowiada tą samą historię. „Najdłuższa podróż” opisuje relację dwóch par, których losy nieoczekiwanie się splatają. Słowo 'nieoczekiwanie’ należy brać w tym przypadku za antonim.

Najnowszy film George’a Tillmana Jr. to typowy melodramat, który ani na chwilę nie wychodzi poza sztywne ramy gatunku. Wszystko jest tu kolorowe, wesołe i proste, żeby nie powiedzieć banalne. Aktorzy nie mieli skomplikowanego zadania. Na uwagę zasługuje jedynie Scott Eastwood. Jego rola jest oszczędna, jednak mimo to charyzmatyczna i ciekawa. Ojciec aktora (ten Clint Eastwood) może nie będzie pałać z zachwytu nad tym, w czym zagrał jego syn, ale na pewno doceni starania.



   
Główna bohaterka – Sophia Danko, grana przez Britt Robertson to zderzenie Rachel McAdams z filmu „Pamiętnik” i Jennifer Lawrence bez formy. Kolejną wadą jest nadmierny patos, który bije z siłą wodospadu. Reżyser pozwala widzom zalać się łzami, po czym momentalnie odejść od melancholijnej atmosfery i ponownie wprowadzić nas w wesoły, bajkowy nastrój. Poszczególne sekwencje przewidujemy na pięć minut przed ich faktyczną projekcją. Jeśli czytelnicy powieści Sparksa i wytrawni widzowie mieli przyjemność obcować z wcześniejszymi ekranizacjami wyżej wymienionego autora, na pewno nie będą zaskoczeni rozwojem wydarzeń w „Najdłuższej podróży”.
   
Pomimo fabularnych uproszczeń, braku oryginalności i szablonowego przekazu obraz George’a Tillmana Jr. ogląda się wyjątkowo dobrze. Największym, a raczej jedynym plusem są sekwencje na rodeo, w których Luke Collins, grany przez młodego Eastwooda buntownik, ujeżdża byki na rodeo. Jeśli jeździec utrzyma się na rozwścieczonym byku przez osiem sekund – wygrywa turniej. Właśnie tyle potrzeba aby zachwycić się lub kompletnie zawieść „Najdłuższą podróżą”, która wbrew tytułowi wcale nie jest taka długa. Fani ekranizacji Nicholasa Sparksa będą usatysfakcjonowani najnowszym obrazem, natomiast osoby oczekujące czegoś więcej, niż „zagraj to jeszcze raz, Sam” mogą śmiało udać się na pokaz rodeo.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
valhalla
Valhalla: Mroczny wojownik – recenzja
whiplash
Whiplash – recenzja
sekretsaszy
Sekret Saszy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*