Na_zawsze_Laurence

Tym, którzy posądzają Xaviera Dolana o francuską pretensjonalność, odpowiadam, że  ten specyficzny rodzaj pięknej pretensjonalności przez niego praktykowanej jest pożądany zawsze i wszędzie.

Kanadyjczyk zaszczycił widzów trzecim filmem w swym dorobku. Tym razem sam nie wciela się w jedną z głównych postaci, ale wynagradza tę stratę wydłużeniem filmu do ponad dwóch i pół godziny. I nie są to bynajmniej puste i wyciągane na siłę minuty. Jest natomiast kompozycja charakterystycznych dla Dolana kadrów, estetycznie dopracowanych ujęć, idealnych do oprawienia i powieszenia na ścianie. A wszystko nasycone piękną muzyką i feerią barw, synestezją.

Xavier znów bawi się w opowiadanie historii miłosnej, jednak, jak to w jego wypadku bywa, nic nie może być tak piękne, jakim wydawało się na początku. Rzeczywistość jest grząskim, zdradzieckim gruntem, który w najmniej oczekiwanym momencie rozstępuje się pomiędzy twoimi gołymi stopami, odsłaniając wielką czarną dziurę. Można dać się pochłonąć albo przeciwstawić, walczyć.

I poniekąd tak właśnie można by opisać Na zawsze Laurence, w którym to piękny i intensywny związek staje przed nieoczekiwaną (właściwie z jednej strony) nowością – Laurence pragnie zamienić się w przedstawicielkę płci pięknej. Tylko jak z tym ma się skonfrontować Fred, jego partnerka? Czy uczucia i relacje międzyludzkie są jak wypisujące się długopisy? Czy kiedy wszechświat uderza cię w twarz kulisz się pokornie pod łóżkiem czy plujesz mu w twarz? Czy banalne i nieskomplikowane drogi ucieczki zapewniają upragnione spełnienie? Da się w ogóle uciec? Szczególnie, jeśli próbujesz uciec od samego siebie?

Na zawsze Laurence nieco różni się od wcześniejszych tworów Dolana. Jest tu więcej blichtru i splendoru, okazałości i celebrowania chwil na ekranie. Każdy element i gest jest specjalnie ukazany, wystawiony na piedestał. Może to wywoływać zarzuty o nienaturalność, wręcz sztuczność, ale właśnie ta maniera, ta poza nadaje obrazowi filmowemu odpowiedniego wyrazu i głębi, potęguje jego przekaz.

Nie pozostaje nic więcej jak kochać Xaviera Dolana miłością dozgonną.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
igrzyska
Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia – recenzja
seksnarkotykiipodatki
Seks, narkotyki i podatki – recenzja
uncle
Kryptonim U.N.C.L.E. – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*