L.Stadt_N._MichalecW ogniu pytań to nowa plastrowa rubryka, w której łódzcy muzycy będą odpowiadać na serię takich samych pytań, związanych głównie z muzyką, ale nie tylko. Jako pierwszy odpowiedzi zgodził się udzielić frontman zespołu L.Stadt – Łukasz Lach.

Łukasz Lach zaczynał jako lider grupy Puzzle, z którą w 1994 roku zdobył jedną z głównych nagród ostatniego festiwalu w Jarocinie. Następnie został gitarzystą założonego w 1997 roku zespołu L.O.27, którego debiutancka płyta Mogę wszystko osiągnęła status złotej. Był również członkiem zespołu Magdy Femme, a do niedawna też Hedone. Obecnie udziela się w eksperymentalno-elektronicznym projekcie Almost Dead Celebrities, a przede wszystkim jest wokalistą i gitarzystą zespołu L.Stadt. Grupa sprytnie łączy oldschoolowe brzmienia inspirowane amerykańską muzyką z lat 60tych z nowoczesnymi motywami elektronicznymi. W rezultacie powstaje wybuchowa mieszanka, która powoduje, że L.Stadt stanowią jedną z najciekawszych propozycji muzycznych na polskim rynku. W grudniu ubiegłego roku ukazał się ich drugi, niezwykle udany album, zatytułowany EL.P.

W dzieciństwie chciałem zostać… Papieżem. Odprawiałem msze dla najbliższych.

Ksywka z lat szkolnych… Lachu.

Zespół/artysta, którego nałogowo słuchałem jako nastolatek… The Beatles – od nich zaczęła się miłość do tego czasu i tej muzyki. Poza tym słuchałem dużo rock’n rolla i Dylana.

O tym, że muzyka będzie moim pomysłem na życie przekonałem się… kiedy w wieku czterech lub pięciu lat obejrzałem film „Yesterday” Radosława Piwowarskiego.

Jeśli nie wyszłoby mi z muzyką, to zapewne dziś zajmowałbym się… krytyką muzyczną.

Podróżując w busie podczas trasy koncertowej czas najchętniej spędzam… kiedyś popijając i popalając przez okienko. Teraz zostało gadulstwo i sen.

joomplu:21988

Mój sposób na przedkoncertowy stres… Mamy swoje tajemne rytuały i coaching. Zawsze inny i prawie zawsze skuteczny.

Najdziwniejsze zdarzenie, które przytrafiło mi się podczas koncertu… Dziwne było, że na jednym pamiętnym koncercie nie przewróciłem się – podtrzymał mnie statyw. Innym razem wyjątkowo często pękały mi struny ale to było przyjemne ograniczenie, bo prowokowało do innej gry. Skończyłem koncert na trzech strunach.

W wywiadach najbardziej nie lubię być pytany o… to jak się poznaliśmy.

Muzyczne przeżycie, które zapamiętam na długo… Mam ich kilka. Na pewno moje spotkanie z Dylanem w jego garderobie, przed koncertem w Krakowie w 1994 roku. Poza tym pierwszy koncert L.Stadt w Stanach i koncert na Coke’u w 2010. Cudowny również był czas, kiedy w końcu (!) wydaliśmy pierwszą płytę. Uwielbiam też moment, kiedy nowy utwór pojawia się na koncertowej setliście… Ale nie przeżuwam przeszłości. Lubię ‘Teraz’.

Płyta od której przez długi czas nie potrafiłem się uwolnić… „Berlin” mnie trzyma.

Moje muzyczne guru… chyba ciągle Dylan.

W kobietach najbardziej pociąga mnie… styl.

Mój sprawdzony sposób na zaimponowanie kobiecie… Nie mam. Improwizuję.

Gdybym przez jeden dzień mógł być kobietą to chciałbym być… Kim Basinger – byłabym żoną Aleca Baldwina.

W ludziach najbardziej irytują mnie… uprzedzenia.

Cecha, którą cenię u innych, a której sam nie posiadam… wrodzona pracowitość.

Nie mógłbym żyć bez… lata.

Nigdy nie potrafię sobie odmówić… Okazało się, że potrafię sobie odmawiać, więc chyba nie ma takiej rzeczy.

Kiedy mam wszystkiego dosyć to… śmieję się wszystkiemu w twarz, albo śpię.

Danie/słodycz, którym potrafię się delektować bez końca… mięso.

Łódzki klub, który ma w sobie to coś… Owoce i Warzywa, bo choć jeszcze tam nie byłem, to słyszałem o nim tyle dobrego, że to moje ukochane miejsce.

/fot. Natalia Michalec

Zobacz także:

Spotkanie z L.Stadt w Manufakturze (foto)

L.Stadt – EL.P (recenzja)

L.Stadt i D4D w Kaliskiej (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_2903
Bednarek: spełniłem wszystkie swoje marzenia… (wywiad)
fonovel_20101208_1577403629
W ogniu pytań: Radek Bolewski (Fonovel)
18042013_100
Magnificent Muttley: Nie chcemy się chować za alternatywą (wywiad)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*