Szymon_WiniewskiW dzisiejszej odsłonie W ogniu pytań gość wyjątkowy. Nie tylko muzyk, ale również organizator koncertów. Zapraszamy do lektury kwestionariusza wypełnionego przez Szymona Wiśniewskiego – wokalistę zespołu Alegorya.

Szymon Wiśniewski, zanim trafił do Alegoryi, przewinął się przez kilka zespołów prezentujących najróżniejsze style muzyczne. Śpiewał m.in. w nieistniejącej już, blues-rockowej grupie The Cada. Wiosną 2010 roku dołączył do zespołu Alegorya. Muzycy określają swój styl jako post hardcore z elementami hard rocka. W styczniu tego roku, zespół zagrał koncert w klubie Luka, by uczcić pięciolecie istnienia grupy. Występ oglądała ponad trzystuosobowa publiczność.

Szymona można posłuchać również podczas solowych, akustycznych występów przy okazji różnych miejskich imprez. Zdarza mu się też gościnnie “użyczać” swego głosu innym składom. W styczniu ubiegłego roku nagrał dwa utwory z hip-hopowym projektem Front Zjednoczenia, gdzie wystąpił jako jedyny rockman, u boku ośmiu (!) raperów. Zagrał z nimi również dwa koncerty. Przyjaźń ze składem Rebelia ESM zaowocowała zaproszeniem Szymona do zaśpiewania refrenu w jednym z utworów z najnowszej płyty zespołu, która niebawem powinna ujrzeć światło dzienne.

Oprócz spełniania się w roli wokalisty, Szymon zajmuje się również organizacją koncertów. Jest pomysłodawcą Cherry Night – cyklu koncertów, którego celem jest promocja zespołów z województwa łódzkiego. Razem z Marcinem Bałczewskim, co roku organizuje też Łódzką Noc Muzyki.

W dzieciństwie chciałem zostać… Najbardziej ciągnęło mnie do gwiazd – chciałem zostać astronautą, a potem astronomem. Często przesiadywałem w nocy na balkonie wypatrując meteorytów. Zresztą nadal to robię. Po prostu zawsze lubiłem marzyć.

Ksywka z lat szkolnych… Wiśnia, z dość oczywistych powodów.

Zespół/artysta, którego nałogowo słuchałem jako nastolatek… Oj, dużo tego było. Przeszedłem dość silną metamorfozę. Od muzyki klasycznej, przez hip-hop, na rocku kończąc. Moje gusta kształtowała przede wszystkim polska muzyka. Słuchałem dość sporo Czesława Niemena, Pidżamy Porno, Dżemu i paru mniej znanych polskich kapel. Jeśli chodzi o artystów zagranicznych to Electric Light Orchestra, Procol Harum, Jethro Tull.

O tym, że muzyka będzie moim pomysłem na życie zdecydowałem… w połowie liceum, kiedy to kupiłem sobie moją pierwszą gitarę elektryczną – starego Defila Astera. Mam go do dziś.

Jeśli nie wyszłoby mi z muzyką to zapewne dziś zajmowałbym się… organizowaniem koncertów. Zresztą bez względu na wszystko i tak to robię.

Podróżując w busie podczas trasy koncertowej czas najchętniej spędzam… rozmawiając i żartując z chłopakami z zespołu. Jesteśmy jak rodzina. W skrajnych przypadkach – śpiąc 😉

Mój sposób na przedkoncertowy stres… Chwila odosobnienia i modlitwy.

joomplu:31183Najdziwniejsze zdarzenie, które przytrafiło mi się podczas koncertu… Kiedyś, gdy zeszliśmy ze sceny po zagraniu bisów, wszedł do nas na backstage niezbyt trzeźwy człowiek, który stwierdził, iż załatwi nam kolejne wyjście przed publiczność tego wieczoru. Niewiele myśląc stanął przed mikrofonem i zaczął śpiewać kościelną pieśń Salve Regina (oczywiście w polskim tłumaczeniu), niemiłosiernie zawodząc. Gdy skończył, powiedział: „Jeśli chcecie usłyszeć lepszy występ od mojego, to chłopaki z Alegoryi na pewno tu wrócą”, po czym zadowolony z siebie zaprosił nas na scenę. Pamiętam też, jak w czerwcu 2010 roku dostaliśmy propozycję zagrania na stadionie Metalowca podczas festynu zorganizowanego z okazji Dnia Dziecka połączonego z Dniem Ojca. Nieświadomi w co się pakujemy, zgodziliśmy się dość szybko. Na miejscu okazało się, że nie dość, że gramy bez nagłośnienia, to jeszcze na „scenie” zrobionej z kilku chybotliwych desek. W trakcie występu podskoczyłem (jak to mam w zwyczaju) i chwilę po wylądowaniu usłyszałem hałas za sobą. Okazało się, że gdy tylko znalazłem się znów na scenie, nasz perkusista został wyrzucony do góry pod wpływem mojego nacisku – zgodnie z zasadami dźwigni dwustronnej. Na szczęście nic szczególnego mu się nie stało i mogliśmy grać dalej. Co więcej – organizator zapomniał nas poinformować, że festyn ten był organizowany dla młodszych dzieci. Konsekwencją tego był widok grupki dzieciaków w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, które (ze zrozumiałą złością) zatykały uszy twierdząc, że gramy „za głośno”. Cóż – brak wyczucia gustów potencjalnej publiczności u organizatorów imprez czasem mnie przeraża.

Ciekawa anegdotka z fan(k)ami w tle, wzięta z życia koncertowego mojego zespołu… Takich historii było kilka. Gdy jechaliśmy na koncert do Warszawy, do naszego perkusisty zaczęła wydzwaniać pewna nastolatka twierdząc, że jest z nim w ciąży. Oczywiście ani się nigdy nie spotkali, ani wcześniej nie rozmawiali. Pamiętam też, jak po koncercie w Chodczu przybiegła do mnie grupa nowych fanów prosząc o autografy i robiąc sobie ze mną zdjęcia. Czułem się jak słynny miś w Zakopanem.

W wywiadach najbardziej nie lubię być pytany o… sprawy osobiste, które nie powinny w żadnym stopniu obchodzić nikogo poza mną.

Muzyczne przeżycie, które zapamiętam na długo… Jeśli chodzi o nasze koncerty, to piąte urodziny Alegoryi na długo pozostaną w mojej pamięci. Ponad trzystuosobowa publiczność stworzyła niesamowitą atmosferę, świetnie się bawiąc razem z nami. Odbiegając od mojego zespołu – jednymi z większych muzycznych przeżyć były dla mnie po pierwsze – zeszłoroczny koncert zespołu Papa Roach w warszawskiej Stodole, po drugie – nieco wcześniejszy koncert zespołu A-ha w łódzkiej Atlas Arenie i po trzecie – jeszcze wcześniejszy koncert kapeli Scott Henderson Gang w nieistniejącej już Morphinie. Nie zapomnę też nigdy mojego przypadkowego występu we francuskiej wiosce Bardos, gdzie gościnnie zaśpiewałem z lokalnym zespołem cover Knockin’ on Heaven’s Door podczas obchodów dni tej miejscowości.

Płyta od której przez długi czas nie potrafiłem się uwolnić… Szczerze mówiąc ostatnio nie było takiej. Dawniej pojawiały się winyle, których słuchałem nałogowo, ale było to na tyle dawno, że nie mogę sobie przypomnieć tytułów. Wiem, że na pewno wśród artystów był Czesław Niemen.

joomplu:31182

Moje muzyczne guru… Zdecydowanie Chris Cornell. Poza tym również intrygują mnie głosy takich wokalistów, jak Jacoby Shaddix czy Chester Bennington.

W kobietach najbardziej pociąga mnie… inteligencja, umiejętność podtrzymywania rozmowy, posiadanie pasji i dążenie do samorealizacji.

Mój sprawdzony sposób na zaimponowanie kobiecie… Staram się po prostu być sobą.

Gdybym przez jeden dzień mógł być kobietą to chciałbym być… Królową Elżbietą. Z ciekawości bycia jednocześnie głową państwa i Kościoła.

W ludziach najbardziej irytuje mnie… Brak wyobraźni i niedotrzymywanie danego słowa.

Cecha, którą cenię u innych, a której sam nie posiadam… Czasem brak mi wyczucia sytuacji. Nie zawsze umiem też szybko ripostować.

Nie mógłbym żyć bez… Mojej Kobiety.

Nigdy nie potrafię sobie odmówić… złapania za gryf i brzdąkania na gitarze (niejednokrotnie połączonego ze śpiewaniem improwizowanych tekstów).

Kiedy mam wszystkiego dosyć to… łapię za gryf i brzdąkam na gitarze (niejednokrotnie łącząc to ze śpiewaniem improwizowanych tekstów) 😉

Chciałbym w sobie zmienić /w wyglądzie lub charakterze/… Akceptuję siebie takiego, jakim jestem. Może czasem powinienem być bardziej punktualny.

Danie/słodycz, którym potrafię się delektować bez końca… Blok (takie ciasto), truskawki, spaghetti (lub inny makaron w smacznym sosie).

Łódzki klub, który ma w sobie to coś… Oczywiście Luka. Niesamowity klimat, duża, wygodna scena… Poza tym mam spory sentyment do tego miejsca. To tam najczęściej można mnie spotkać. Pojawiam się czasem również w Improwizacji i Bukowinie.

Będąc w Łodzi koniecznie trzeba odwiedzić… Księży Młyn, Park Źródliska i Łagiewniki. Warto też zajrzeć na nasz koncert 😉

/fot. Łukasz Jakubiak

Zobacz także inne wywiady z serii ‘W ogniu pytań’

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
papamusta
Papa Musta & The MenElse – ekipa z żelaza (wywiad)
laaaa
W ogniu pytań: Karol Stolarek (Bruno Schulz)
Jude. W opozycji do wszystkiego. Wywiad z Wiktorem Skokiem

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*