skubas_20131216_1381600815O dziennikarzach muzycznych złośliwie mówi się, że to sfrustrowani muzycy, którym się nie udało. Jemu nie udało się zostać dziennikarzem. I całe szczęście. Album „Wilczełyko” okrzyknięto najlepszym debiutem 2012 roku. O tekstach, które czasem rodzą się w bólach, melodiach, które przychodzą same, presji kolejnej płyty, poważnych życiowych zmianach w nowym roku rozmawiałam ze Skubasem przy okazji jego koncertu w łódzkiej Scenografii.

Ładnie nam się złożyło. Kończysz trasę, kończy się rok. Pokusisz się o podsumowanie swojego?

To był bardzo ważny rok. W zasadzie już pod koniec 2012 roku zaczęły się spore zmiany. Płyta, dużo dobrych koncertów, znaczna mniejszość tych złych, w grudniu przygarnąłem suczkę, w kwietniu dowiedziałem się, że będę miał potomka, dużo powodów do szczęścia.

Jesteś znany z tego, że nieobce są Ci przeróżne style muzyczne. Muzykę często poddaje się jednoznacznym klasyfikacjom, a Ty podkreślasz, że z biegiem czasu zmieniają się Twoje zainteresowania muzyczne. Zmieniły się od ostatniej płyty?

Ja po prostu chciałbym pisać piosenki. Melodyjne, proste, emocjonalne. A czy to będzie folkowe, grunge’owe czy rockowe, to nie ma aż takiego wielkiego znaczenia. Przy pierwszej płycie podobało mi się określenie miejski folk, czy elementy folku w grunge’owej odsłonie. Chciałbym też zacząć grać z innymi instrumentami, przydałoby się banjo czy mandolina, ale może dzięki temu jest to bardziej surowe, mocniejsze, momentami psychodeliczne.

Pytam o to, co Cię aktualnie inspiruje, bo chcę zacząć temat kolejnej płyty. Czujesz presję udanego debiutu?

Wiesz co, presja jest, ale gdybym się tym przejmował, to kolejną płytę zrobiłbym za trzy lata. Nie chcę iść w ślady Edyty Bartosiewicz. Kompozycje już powstały, niektóre nawet w okresie pracy nad „Wilczymłykiem” i są to dobre kompozycje, proste piosenki. Wszystko, co mam, jest w moim głosie, gitarze, tekście, pomyśle. Nie mam takich warunków, żeby siedzieć przez dwa lata i dłubać, co nie znaczy, że płyta jest robiona po łebkach.

No właśnie, z jednej strony presja, a z drugiej masz chyba pewien luksus, bo jako debiutant podpisałeś z wytwórnią (Kayax – przyp.red.) kontrakt od razu na dwie płyty. Taka pewność ułatwia pracę czy raczej gdzieś tam straszy widmo deadline’ów?

W tego rodzaju muzyce deadline nie jest aż tak restrykcyjny. Manager wytwórni jest dosyć tolerancyjny, w przypadku, gdy coś nie idzie w pracy, nie ma zasady czarne-białe. Ja robię muzykę korzenną, brudną, zachrypniętą. To nie muzyka komercyjna, gdzie wydanie singla ma przysporzyć wytwórni mega wielkich wpływów.

A strona techniczna. Ciekawostką „Wilczegołyka” był fakt, że duża część tej płyty została zarejestrowana w domowych warunkach. Chcesz utrzymać ten klimat?

Tak, ta płyta będzie podobna. Ze względu na to, że wiele rzeczy nagrywanych w domu ma tę iskrę, która jest czasem ważniejsza niż super studyjne brzmienie.

Łatwiej Ci przychodzi komponowanie czy pisanie tekstów?

Tekściarzem nie jestem dobrym, za to melodie wychodzą mi ot tak. A przez to, że pisze tekst do gotowej muzyki, to czasem mam z tym problem. Dlatego też zgłaszam się po teksty do innych ludzi, zależy mi, żeby było to dobre, a nie na siłę napisane przeze mnie, tylko dlatego, by udowodnić komuś, że potrafię. Być może nie potrafię pisać aż tak dobrze, być może nie czuję się w tym mocny, a być może potrafię, ale trochę jestem leniem. Zrobić melodię to czasem chwila, kilka minut, nad tekstem potrafię siedzieć kilka dni i nic z tego nie wychodzi. Nie lubię tej części pracy. Na pewno chciałbym zmniejszyć liczbę anglojęzycznych piosenek, mimo że kocham śpiewać po angielsku, ale satysfakcję daje mi, gdy ludzie śpiewają słowa albo mogą się z tekstem utożsamić. Angielski trochę przykrywa ten przekaz.

Krzysztof Zalewski, zresztą Twój kolega z trasy, napisał ostatnie takie słowa: „Czego najbardziej się boisz? Przeciętności lękam się w chuj” To chyba suma wszystkich strachów każdego artysty. Podpisałbyś się pod tym jako muzyk?

Owszem, ale wydaje mi się, że mi to mi nie grozi.

Wyczytałam, że chciałeś zostać dziennikarzem muzycznym…

I nawet skończyłem dziennikarstwo. Zrobiłem to, tak szczerze mówiąc, dla mojej mamy, która nie chciała, żebym rzucał szkołę. Ale to były luźne studia, dużo mnie to nie kosztowało. Na prawie bym się nie utrzymał.

A wciąż śledzisz rynek muzyczny? Bo chciałam na koniec porozmawiać z Tobą o aktualnościach. Pod koniec 2012 roku „Wilczełyko” okrzyknięto jednym z najlepszych debiutów, teraz przeróżne rankingi podsumowują rok 2013. Masz jakiegoś faworyta?

Niestety, trochę przestałem to wszystko śledzić , ale mam pewne obserwacje dotyczące mówienia czy pisania o muzyce w ogóle. Kiedyś, jak byłem młodszy, dlatego chciałem zostać dziennikarzem muzycznym, bo każdej kupionej kasety czy płyty słuchałem dogłębnie, rzetelnie, do momentu, kiedy mogłem stwierdzić, że coś nie jest dla mnie. A teraz słucha się muzyki trochę na zasadzie „a, to po angielsku”, „a to po polsku”, „a, to słabe”, „a, nuda”. Nie lubię tego, ja musiałem wysłuchać albumu wiele, wiele razy i wtedy powiedzieć tak albo nie.

A ta nasza obsesja Zachodu. Kto pierwszy w końcu podbije zagraniczny rynek. Myślisz, że kiedykolwiek komuś się uda?

Szanse są bardzo małe. Nawet Smolik, z którym współpracuję, który jest poważniejszym producentem na rynku, nie był w stanie zaistnieć na Zachodzie. Być może jest to kwestia kontaktów, ale problem tkwi w tym, ze nasza muzyka w Polsce nie jest zbyt oryginalna. Zawsze możesz polskiego artystę odnieść do zagranicznego „pierwowzoru”.

Na koniec zostawiłam pytanie, które powstało pod wpływem oklepanych wywiadów, nieprzygotowanych dziennikarzy i pytań w stylu „Skąd pomysł na nazwę zespołu?”. Staram się zadawać je każdemu artyście, z którym rozmawiam, tak w ramach pewnego eksperymentu. Gdybyś mógł wybrać jedno pytanie, które wyjątkowo Cię zirytowało?

Chyba „Dlaczego ‘Wilczełyko’”? Dotychczas nie miałem pytań w stylu: „Co chciałeś przekazać w piosence…?”, a podejrzewam, że to byłoby dość irytujące. Częste pytania o przeszłość muzyczną też są w porządku, bo z tego chyba powinienem się spowiadać, bo jest to część mojej drogi. A jakie Ty byś wytypowała?

Dlaczego tak długo kazałeś czekać na płytę?

A! Tak, to jest wyjątkowo wkur***jące pytanie. Ale na nie mam świetną i krótką odpowiedź: Bo tak.

Dziękuję za rozmowę.

/fot. A. Andrzejczak

Zobacz także:

Skubas w Scenografii (foto)

Pamięci Bogusława Meca (foto)


PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Krzysztof_Napiorkowski-1
Krzysztof Napiórkowski: Poezja jest uniwersalnym językiem – wywiad
Wojtek_Czyszczo
W ogniu pytań: Wojciech Czyszczoń (Bruno Schulz, Już Nie Żyjesz)
Damian_Nakielski_Lemon_Dog
W ogniu pytań: Damian Nakielski (Lemon Dog)
1 Komentarz
  • 18 grudnia 2013 at 16:55

    Dobry wywiad Dadziu! 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*