18042013_100Było bardzo zabawnie, ale momentami też bardzo poważnie. Najważniejsze, że szczerze. W tym co mówią i w tym co grają słychać autentyczność. Przyznano im kiedyś nagrodę, za międzynarodowy potencjał, bez fałszywej skromności dają do zrozumienia, że zgadzają się z tym werdyktem. Czyje komplementy sprawiają im największą radochę, dlaczego sprawa masteringu ich debiutu narobiła takiego zamieszania i skąd na okładce ich EPki wzięła się gwiazda disco polo? O tym wszystkim rozmawiałam z zespołem Magnificent Muttley przed koncertem w Scenografii.

Panowie, poczytałam sobie parę wywiadów z Wami i wychodzi na to, że nie lubicie szufladek, nie lubicie porównań, nie lubicie popu. Co Wy w ogóle lubicie?

Kuba: Z tym popem to akurat skrót myślowy. Nie lubimy nowego popu, typu Miley Cyrus. A dobry pop to na przykład jest Monika Brodka, którą bardzo lubię, szczególnie na żywo. To w kwestii popu, ale to fakt, nie lubimy wielu rzeczy i nie chodzi tylko o muzykę.

Krzysiek: Bardziej o to, że popkultura jest potwornie zła, to co jest teraz na topie, to co jest puszczane i grane jest totalnie do dupy. Wydaje mi się, że w tym temacie się akurat zgadzamy, ale też nie jesteśmy hejterami.

A propos porównań. Miałam ostatnio bardzo ciekawy wywiad ze Skubasem, który bardzo stanowczo i odważnie powiedział „ Nasza muzyka w Polsce nie jest zbyt oryginalna. Zawsze możesz polskiego artystę odnieść do zagranicznego «pierwowzoru» ”. Coś czuję, że Wy się z tym nie zgodzicie.

Krzysiek: Wszystko można odnieść do wszystkiego jak się bardzo chce. Uważam, że teza sama w sobie jest głupia.

Olek: Ale było też vice versa. Czesław Niemen i jego „Dziwny jest ten świat” i James Brown i „This is a man’s world”. Okazuje się, że pierwowzór był Niemena i powstał dwa lata wcześniej. Oczywiście, można tak gadać i jest w tym dużo prawdy, jesteśmy krajem, który jest zakochany w Zachodzie i w Ameryce i dużo zespołów szuka tam wzorców . Ale trudno się nie opierać na dobrych zespołach jak choćby Red Hot Chilli Peppers czy Queens of the Stone Age.

Wróćmy do początków. Świetnie przyjęty debiut w 2012 i EPka z 2013 roku, ale na koncie macie jeszcze EPkę z 2010, którą mam wrażenie niektórzy pomijają, z Wami włącznie.

Kuba: Bo nie ma o czym gadać. (śmiech) To byłą EPka nagrana bardzo szybko, zaraz po powstaniu zespołu i były to wstępne wersje utworów, które znalazły się potem na naszym debiucie. Była bardzo słaba.

Krzysiek: Chcieliśmy jak najszybciej zarejestrować materiał, by zacząć jakkolwiek funkcjonować i żeby nie mieć tylko nagrań z pierwszego koncertu, które jak wiadomo są do dupy. Trzeba też pamiętać, że to nie było wydawnictwo oficjalne.

Powiedzieliście kiedyś, że niekoniecznie chcecie pozostać zespołem undergroundowym, ale po prostu stać się popularną kapelą rockową, To zrozumiałe. A skoro jesteśmy w Łodzi, to mam taki łódzki przykład na czasie. Jest taka kapela, która dawno temu też chciała się wyrwać z undergroundu, a aktualnie ich wokalista zajął fotel jurorski w programie Must Be The Music w telewizji ze słoneczkiem. Chyba nie o taką popularność Wam chodzi?

Kuba: W naszym przypadku to jest chyba coś innego.

Olek: To na pewno jest coś innego. (śmiech)

Kuba: Chodzi o to, że nie chcemy być zespołem, który ma pozostać w ukryciu i nigdy nie zarobić ani grosza. Tylko chcemy, żeby ta muzyka była w mediach, żeby ludzie jej słuchali, żeby było dużo koncertów i nie mówimy tu tylko o swoim zespole, ale o gatunku, czyli rocku, bo tak powinno być, muzyka rockowa powinna w końcu wrócić do łask. Nie chcemy się chować za alternatywą. Mieliśmy propozycję od pewnego programu, który wynajduje młode talenty, pokazuje w telewizji, dobrze komentuje ich występy, ale odmówiliśmy.

Krzysiek: Ja uważam, że to nie jest do końca nasza decyzja czy my chcemy za wszelką cenę pozostać w undergroundzie, czy za wszelką cenę przejść do mainstream’u. Nie zrobimy nic wbrew naszej woli, żeby zmienić nasz status. To jest bardzo kwestia naszego podejścia, które mówi, że my robiąc to co robimy nie mamy nic przeciwko, żeby dostrzegła to szersza publiczność i żeby tak zaczęła wyglądać popkultura. I też nie chodzi o to, żebyśmy my w niej królowali, tylko żeby wróciła muzyka rockowa tak jak to było w latach 70. i latach 90.

Fantastyczne recenzje dziennikarzy to jedno, to że fani się jarają to drugie, ale Wy macie też ogromne wsparcie innych muzyków. Choćby od moich ulubionych Much, chłopki mocno Was propsują.

Kuba: Szczerze mówiąc jeszcze parę lata temu w życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Tomka Skórkę poznaliśmy już w Jarocinie w 2011 roku (Magnificent Muttley otrzymał wtedy przyznawaną przez Instytut Adama Mickiewicza nagrodę Border Breaker, jako najlepszy, potencjalny “produkt eksportowy” – przyp.red.), gdzie był odpowiedzialny za scenę konkursową. To strasznie miłe, gdy takie osoby jak właśnie Tomek czy Michał Wiraszko nagle Cię doceniają i się jarają tym i Ci pomagają. Mówi się o tym, że inni muzycy to loża szyderców, okazuje się, że nie musi tak być. Ostatnio poznaliśmy też, osobiście mogę powiedzieć, że jest to jeden z moich największych idoli na polskiej scenie, Jacka Szymkiewicza, czyli Budynia z Pogodno, który nie dość, że jest super gościem, to jeszcze okazało się, że bardzo lubi naszą muzykę. To naprawdę dużo daje.

A wydawałoby się, że muzycy są próżni, że raczej wolą być chwaleni niż sami chwalą.

Olek: No właśnie nie. A już totalnie zajebiste jest to, gdy na jakimś festiwalu po koncercie podchodzi do Ciebie dźwiękowiec i mówi: „ Świetny koncert, dzięki chłopaki”.

Kuba: Dokładnie. Komplementy od ekipy scenicznej, to jest chyba najwyższy poziom wdzięczności muzycznej.

To teraz Wy kogoś pochwalcie. Wasza EPka Little Giant znalazła się chyba we wszystkich zestawieniach najlepszych polskich EPek 2013 roku. A Wam jakaś przypadła do gustu?

Krzysiek: Jest taka jedna, EPka Misii Furtak. Świetna.

Kuba: Z EPek ciężko mi wybierać, bo już nie pamiętam, co było Epką, a co nie, ale tak generalnie jest mnóstwo dobrych projektów, choćby zespół Drekoty, Muchy oczywiście.

Krzysiek: Ampacity, 1926 i Stara Rzeka.

Chyba czas porozmawiać o nowej płycie. Przy debiucie mieliście taką fajną ciekawostkę – mastering odbył się w Stanach. Przy okazji promocji pytano Was potem, bodajże w Czwórce: Dlaczego akurat Stany, czy nie dało się tego zrobić w Polsce, czy coś Wam tu nie odpowiadało? Powiedzieliście, że właściwie nie macie porównania. Z kolei EPkę zmasterowano już w u nas. To teraz macie już porównanie. To ma jakieś przełożenie na nową płytę?

Krzysiek: Wiesz co, ciężko powiedzieć, bo musielibyśmy mieć dokładnie ten sam materiał oddany w różne miejsca i wtedy mielibyśmy prawdziwe porównanie. Przy pierwszej płycie nie chodziło nam o to, żeby za wszelką cenę mieć mastering ze Stanów, tylko żeby nagrany materiał był wykończony najlepiej jak to tylko możliwe.

Kuba: A to wszystko było wtedy robione za nasze prywatne pieniądze.

Krzysiek: I to nie tak, że znaleźliśmy w necie stronę www.amerykanskimastering.com, tylko od znajomych dostaliśmy namiary na kilka dobrych firm, które się tym zajmują i okazało się, że cenowo nie jest dużo drożej niż w Polsce, postanowiliśmy zaryzykować i się opłaciło.

Olek: Przy okazji EPki już była cała ekipa. Nagrywał nas Marcin Gajko, mastering zrobił Leszek Kamiński i to też jest ważne, że to duet, który pracuje na zasadzie miks robiony pod mastering, więc wciąż trudno nam porównać płytę do EPki. Ale śmieszna sprawa, że temat masteringu ze Stanów stał się główną informacją na temat tej płyty, oprócz tego, ze jesteśmy polskimi Red Hotami.

Krzysiek: To jest w ogóle śmieszne, że jeśli robisz mastering w Stanach, to tutaj myślą: A dlaczego nie w Polsce? Co jest takiego złego w Polsce, że strzeliliście focha i wysłaliście płytę do Ameryki? Bezsensu. Pozbądźmy się raz na zawsze p***nych kompleksów, to jest wybór taki sam jak każdy inny. Jeżeli koleś od 20 lat zajmuje się muzyką rockową i robi to na światowym poziomie…

Kuba: I w dobrej cenie.

Krzysiek: …to czemu nie skorzystać z jego usług. Nie padliśmy przed nim na kolana, żeby nam to zrobił, tylko daliśmy mu hajs i on to zrobił. Krótka piłka. Przepraszam, uniosłem się. Ale szczerze, nie chodzi o Twoje pytanie, tylko cała ta otoczka wokół tego mnie trochę wk***ia. To się rozciąga nawet na szersze tematy, dlaczego nie śpiewamy po polsku, dlaczego oddaliśmy mastering do Stanów i tak naprawdę nikt nie myśli o tym że, niech teraz zabrzmię hardcorowo i arogancko, wpisujemy się w grupę kilkunastu czy kilkudziesięciu zajebistych polskich zespołów, które mają międzynarodowy potencjał.

Olek: Patrz, ale nikt się nie oburza na to, że ktoś ma amerykański instrument. Jako polski zespół powinniśmy używać polskich instrumentów.

Kuba: I zawsze występować w biało-czerwonych barwach.

Chyba powoli idziemy w ekstremum.

Krzysiek: Bo z jednej strony wszyscy chcą, żeby polskie zespoły reprezentowały światowy poziom, a z drugiej strony wszystkie polskie zespoły reprezentujące światowy poziom są ściągane do parteru, bo nie odmawiają paciorków przed wielkim ołtarzem polskiej muzyki rozrywkowej i nie odwołują się do historii.

To teraz może coś miłego. Okładka Waszej EPki też została wyróżniona, a dokładnie otrzymała tytuł Cover Awarts 2013 od multimedialnego studia Drobczyk+Kopaniszyn. W uzasadnieniu m.in. można przeczytać, że okładka nie aspiruje do czegoś bardzo profesjonalnego i nie ma hipsterskiej napinki. Generalnie domyślam się, że zrobiliście ją po prostu dla beki, tylko skąd się wziął ten Martyniuk? (Zbigniew Martyniuk, wokalista discopolowego zespołu Akcent – przyp.red.)

Kuba: Uważam, że historia tej okładki jest niesamowita. (śmiech) Byliśmy kiedyś w pewnym warszawskim klubie, który w ogóle nie ma nic wspólnego z disco polo. I wisiał tam plakat zespołu Akcent ze zdjęciem Martyniuka i kilka osób zaczęło już ewidentnie ozdabiać ten plakat, bo miał dorobione szminką usta, wypalone papierosem oczy i nową fryzurę. Zrobiliśmy zdjęcie i stwierdziliśmy, że to zajebisty pomysł na okładkę. Potem zgadaliśmy się z Tymkiem Jezierskim, który nam tę okładkę wykonał, w sumie najpierw chcieliśmy bardzo mocno bazować na tym zdjęciu z klubu, ale Tymek wziął po prostu zdjęcie Martyniuka i nałożył na to te dziwaczne mazy.

Z jedna płytą i jedną EPką na koncie zagraliście już chyba na wszystkich, powiedzmy, najważniejszych festiwalach w Polsce: Jarocin, Coke Live Music Festival, OFF Festival, Open’er Festival. Zostało coś jeszcze?

Kuba: Orange Warsaw Festival, bo w tym roku grają Queens of the Stone Age.

A poza granicami? Coś ze sfery marzeń?

Kuba: Oczywiście naszym marzeniem jest zagrać na festiwalu Coachella, na Rock am Ring i na tych wszystkich europejskich i nieeuropejskich festiwalach. Z jednej strony podobno jesteśmy za cienkie Bolki, bo wydaliśmy tylko jedną płyte i EPkę, ale z drugiej strony mamy jakiś tam potencjał i warto byłoby to sprawdzić.

Na koniec zostawiłam sobie pytania w ramach mojego eksperymentu. W skrócie: pytam artystów o tematy, które wywołują już u nich ziewnięcie lub odwrotnie podnoszą ciśnienie, bo na przykład ile razy można pytać o pomysł na nazwę zespołu.

Olek: Jezus. Jak Ty nas rozumiesz.

Kuba: No właśnie. Ile razy można pytać skąd się wzięła nazwa? Wystarczy to wpisać w Google. To znaczy, ja nie mam tego etapu, żeby się obrazić na kogoś, że mnie o to zapyta, bo nie czuję się niewiadomo kim, ale się trochę dziwię.

Krzysiek: Mnie potwornie wk***ia pytanie o to dlaczego śpiewamy po angielsku.

Olek: Śmieszna jest taka prawidłowość, że im bardziej znana osoba nas przepytuje, tym chce od nas usłyszeć bardziej podstawowe informacje, żeby móc pokazać nas szerszej publiczności. A przecież równie dobrze można to napisać w opisie do wywiadu. Mam podobnie jak Kuba, głupio jest mi się denerwować na takie pytania, ale jest to męczące. Jak za 10 lat nas zapytają skąd nazwa…

Kuba: …to wtedy się obrazimy.(śmiech)

Trochę też niektórzy już przynudzają z tymi porównaniami do Red Hotów i najśmieszniejsze: że Wasza muzyka jest stylizowana na brzmienie starego rocka.

Kuba: Wszystko co robimy jest tak wystylizowane na oldschool, że to jest aż nie do wytrzymania.

Olek: Właśnie, jest ta wielka kosa, że chcemy być w mainstream’ie, a ludzie, którzy nas o to pytają sami już na wstępie używają sformułowań, które do tej popkultury się odwołują.

W prawie każdym wywiadzie pada też pytanie o to skąd u Was na koncertach taki przekrój wiekowy, bo to takie niezwykłe, że na Wasze koncerty przychodzą starsi panowie. A właśnie wciąż przychodzą?

Olek: Na ostatnim koncercie były trzy starsze osoby, a dwa koncerty temu pięć, także coś się zmienia.

Krzysiek: Odezwiemy się jak wyciągniemy średnią z trzech lat.

Kuba: Będzie podsumowanie w Excelu.

Krzysiek: Od teraz będziemy stemplować ludzi na wejściu ich datą urodzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz także:

Magnificent Muttley w Łodzi Kaliskiej (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
little_white_lies_20120520_1525891158
Little White Lies – wywiad (wideo)
kmoklm
2’Loan – rock z Łodzi (wideo)
Szymon_Winiewski
W ogniu pytań: Szymon Wiśniewski (Alegorya)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*