ZESPOL_KRZYSZTOF_ZALEWSKI_3Wrócił, choć nigdy nie zniknął. Wciąż był na scenie, tylko trochę z tyłu. Jak sam mówi, uczył się zawodu, bo po „Idolu” do tzw. show biznesu dostał się tylnymi drzwiami z poczuciem, że nie jest rzemieślniczo przygotowany. Wygląda na to, że prawie 9 lat wydawniczej ciszy nie poszło na marne. Właśnie pod skrzydłami wytwórni Kayax wydaje swój drugi krążek „Zelig”. O odczepianiu etykietki chłopaka z talent show, lękach o przeciętności i powrocie na przód sceny rozmawialiśmy z Krzysztofem Zalewskim przy okazji jego koncertu w łódzkiej Wytwórni.

Gdybyś mógł nigdy więcej nie odpowiadać na  pytanie, które pojawia się w co drugim wywiadzie, albo zwyczajnie Cię denerwuje, to byłoby to…

Krzysztof: To proste. Pytanie o Idola. I nie tyle, że ten temat mnie denerwuje, bo jest zrozumiały, ale  tak oczywisty, że mógłbym już tego uniknąć.

Ja w ogóle mam wrażenie, że niechętnie rozmawiasz o tamtym etapie.

Krzysztof: Wiesz, to było 10 lat temu. Ile można rozmawiać na ten temat? Nie mam z tym problemu, tylko nie wiem, czy po tych 10 latach jest to jeszcze w jakiś sposób interesujące.

Ale myślisz, że kiedykolwiek uda Ci się oderwać tę łatkę zwycięzcy Idola?

Krzysztof: Oczywiście, że tak. Potrzeba do tego odrobiny szczęścia i przede wszystkim trochę konsekwencji. Jeżeli będę robił swoje rzeczy wystarczająco długo i konsekwentnie, to za którymś razem w końcu uda się wskoczyć na poziom, nazwijmy to, pewnej popularności, który pozwoli na istnienie takiego tworu jak Krzysztof Zalewski, który regularnie koncertuje i wydaje płyty. Siłą rzeczy ten kontekst Idola będzie coraz bledszy. Ani Dąbrowskiej się udało odkleić etykietkę Idola, Brodce również. Kwestia talentu, szczęścia i konsekwencji.

„Zniknął”, „Wrócił po długiej nieobecności”-  tak media tytułują swoje wzmianki w artykułach o premierze Twojej nowej płyty. Niby w cudzysłowie, ale wciąż odsyła nas to do jakiegoś niebytu, a przecież Ty wciąż byłeś na scenie, tylko trochę bardziej z tyłu. Najpierw Hey, potem Muchy, Brodka.

Krzysztof: Ten drugi plan był trochę z lenistwa, a trochę celowo. Wciąż robiłem swoje piosenki. Mam z tych lat mnóstwo kawałków, które nie weszły na album „Zelig”, ale wtedy nie byłem jeszcze na tyle przekonany, co do swoich rzeczy, żeby bić się o ten pierwszy plan. Miałem też poczucie, że po wygranej w Idolu, gdzie wszyscy włazili mi w tyłek, dostałem się na pierwsze strony gazet  i do tzw. show biznesu tylnymi drzwiami, a nie do końca byłem na to przygotowany w sensie rzemieślniczym. Musiałem więc odbyć tę drogę, żeby zwyczajnie nauczyć się zawodu. Teraz mam poczucie, że jestem absolutnie przygotowanym, kompetentnym napastnikiem.

ZESPOL_KRZYSZTOF_ZALEWSKI_1

„Zelig” dzięki temu, że od jakiegoś czasu jest już do odsłuchu w sieci doczekał się też pierwszych recenzji. „Nowa jakość” i „nowa nadzieja na polskim rynku muzycznym” – określenia, które bardziej pasują do debiutów też się tam pojawiają. Czujesz się tak, jakbyś debiutował na nowo?

Krzysztof: Gram w zespole, który nagrał świetna płytę pod pięknym, absolutnie pasującym do tego tytułem „Notoryczni debiutanci” (Muchy – przyp.red.). Taki mój los, nie ma co deliberować czy to dobrze czy źle, ale trochę tak jest.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że płyta „Zelig” tak naprawdę powstawała jakieś 8 lat.

Krzysztof: Coś tego typu. Piosenki są z różnych lat, choćby „Spaść”, to kawałek z 2006 albo 2007 roku. Tylko to nie tak, że siedziałem przez 8 lat od rana do nocy w studiu i wypociłem 33 minuty muzyki, cały czas robiłem piosenki do szuflady. Na początku nie było wydawcy, więc z Marcinem Borsem (producent – przyp.red.) na zasadach bardziej przyjacielskich  co jakiś czas nagrywaliśmy tu bębenek, tu basówkę do jakiejś piosenki i tak się złożyło, że ktoś w końcu się tym zainteresował. I to dało nam impuls, żeby spiąć tyłki i ostatecznie wybrać tę parę numerów na płytę.

Jesteś świadom, że w większości to jest dość trudny materiał, komercyjnie mało nośny?

Krzysztof: Ja wiem? Dla mnie to są same przeboje, proste piosenki, zwrotka, refren. Z resztą zobaczymy, my po prostu chcemy grać.

Z całą pewnością nośny jest singiel „Jaśniej”. Świetnie napisany, dla mnie materiał do rozbiórki na cytaty, w tym mój ulubiony: „Przeciętności lękam się w ch*j”.  Co dla Ciebie jest przeciętnością w muzyce?

Krzysztof: Nieładnie byłoby, gdybym zaczął wymieniać nazwiska, więc może traktowanie muzyki z wyrachowaniem, cynicznie. Wiadomo, że każdy chce, żeby jego piosenek słuchało jak najwięcej osób i każdy chce być popularny i chce grać stadiony, a nie dla trzech osób w piwnicy i jak ktoś twierdzi inaczej to zwyczajnie kłamie. Przeciętność to niestaranność, brak magii.

A jakiej formy przeciętności Ty się lękasz?

Krzysztof: Lękam się, że będę powielał czyjeś schematy, wejdę w czyjeś buty. W moim odczuciu największą polską przywarą jest zgoda na bylejakość, nie tylko w muzyce. I najbardziej właśnie zgody na przeciętność się boję u siebie. Nie chciałbym nigdy przestać szukać.

Jeśli chodzi o tekst, przekaz tej płyty, to w trakcie koncertu byłam świadkiem pewnej sytuacji. Dwie dość dojrzałe panie prowadziły o Tobie mniej więcej taki dialog: – Ładny chłopak. – I jak ładnie śpiewa. – Tylko ja nie mam pojęcia o czym on śpiewa. Właśnie, o czym śpiewa Krzysztof Zalewski?

Krzysztof: Większość piosenek jest o miłości, trochę o chlaniu, o rozmaitych tęsknotach związanych nie tylko z miłością. A jeśli mam wchodzić głębiej, to przy pracy nad filmem „Historia Roja” miałem okazję wejść w środowisko prawicowe i poznałem wielu fantastycznych ludzi, z którymi świetnie się współpracowało, mimo, że w wielu sytuacjach się z nimi nie zgadzam. Z kolei grałem też kiedyś koncert organizowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego i próby mieliśmy w Krytyce Politycznej, czyli z drugiej mańki. I „Jaśniej” jest tu trochę komentarzem, manifestem społecznym bo boli mnie to, że jako naród nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać. Chciałbym być zaczątkiem nowej siły, która nie traci energii na szukanie wad u oponentów, tylko skupia się na tym, by „dla po nas pokoleń zrobić jaśniej”

Po tak długim czasie stania z tyłu, znów jesteś tym, który skupia najwięcej uwagi. Jako frontman czujesz się na scenie wystarczająco pewnie?

Krzysztof: Ja to lubię, natomiast muszę trochę okrzepnąć. Na razie skupiam się głównie na tym, żeby na scenie nawiązać nić porozumienia z Borsem, Gienią i z Bolkiem (muzycy Zalewskiego – przyp.red.). Jeśli między muzykami jest magia to ludzie też to czują. Generalnie cieszymy się, że mogliśmy pojechać z Kasią Nosowską w trasę, później gramy parę koncertów ze Skubasem i na wiosnę mam nadzieję wjedziemy już pełną parą.

Dziękuję za rozmowę.

/fot. Łukasz Majkowski

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Sebastian_Klim
W ogniu pytań: Sebastian Klim (The Stylacja)
BOKKA_fot._Darek_Ozdoba_small
BOKKA: robimy co chcemy (wywiad)
kaatakilla
Goliash (KaAtaKilla): Kluczem są nasze emocje – wywiad

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*