Pod koniec 2017 roku ukazała się ich debiutancka, pełnowymiarowa płyta. Teraz, po dwóch latach milczenia, wracają z premierowym materiałem. Mowa o Vonsechsundachtzig, duecie Eweliny Masztanowicz i Michała Fryca. Następca znakomitego debiutu to zaledwie pięcioutworowa, ale niezwykle intensywna w odbiorze epka, zatytułowana „Wasteland”.

Swoją debiutancką płytą, Vonsechsundachtzig udowodnili, że nie boją się wysoko zawieszać muzycznych poprzeczek. Na pierwszym albumie, artyści zaserwowali słuchaczom pełną brudnych odmian elektronikę, naszpikowaną industrialnymi naleciałościami. Premierowe wydawnictwo duetu – „Wasteland” – to kontynuacja tego, co łódzkiemu projektowi wychodzi najlepiej, czyli szerzenia postapokaliptycznej wizji świata. Tym razem, Vonsechsundachtzig używa do tego celu zwięzłych, acz dosadnych tekstów, a wszystko na tle mocnych, industrialno-noise’owych dźwięków, w których – mimo przytłaczającego klimatu – nie zabrakło ponurej, aczkolwiek przynoszącej ulgę w postaci szczątkowej melodyjności, elektroniki.

„Wasteland” to niespełna 16 minut muzyki, które już od pierwszych sekund nieśmiało, a jednocześnie dość sugestywnie, wprowadza słuchacza w przyjemnie niepokojący nastrój. Wszystko za sprawą wysokich, drażniących dźwięków, które towarzyszą nam – w mniejszym lub większym stopniu – aż do samego końca. Muzycy nigdy nie trzymali się sztywnych ram żadnego z gatunków. Na nowym wydawnictwie, udało im się znaleźć idealny balans między przytłaczającym hałasem, a dającą ukojenie, szorstką, aczkolwiek przyjemną melodią. Na nowej epce można usłyszeć dość intrygujące połączenie power electronics, industrialu i noise’u z deep electro.

Teledysk do utworu Hot Stench promujący epkę Wasteland

W przeciwieństwie do debiutanckiej płyty (pisaliśmy o niej tutaj), na której można było usłyszeć głosy obojga artystów, na „Wasteland” znalazły się jedynie wokale Eweliny Masztanowicz. Mimo rezygnacji z przeraźliwych wrzasków Michała Fryca, muzykom bez trudu udało się osiągnąć pozbawiony szans na lepsze jutro nastrój. Hipnotyczne, półszeptane wersy są na tyle sugestywne, że natychmiast osadzają słuchaczy w beznadziei rzeczywistości, przepełnionej śmiercią i wszechogarniającym zniszczeniem. Wokal Eweliny przywołuje na myśl utracone nadzieje i bezsilność. Zderzając się z dosadną muzyką, która balansuje na granicy ciszy i hałasu, tworzy kontrastowy zestaw, który doskonale sprawdziłby się w roli soundtracku do filmu utrzymanego w postapokaliptycznym klimacie.

Nową propozycję od Vonsechsundachtzig można śmiało umieścić na półce obok albumów, które ukazały się pod szyldem niemieckiego wydawnictwa Galakthorrö. To wytwórnia założona przez muzyków znakomitego projektu Haus Arafna, która skupia artystów z pogranicza takich gatunków, jak industrial, noise, power electronics, experimental czy minimal. Na „Wasteland”, łódzki duet łączy subtelne emanowanie hałasem, (jak Herz Jühning, na debiutanckiej płycie „Miasma”) z nieśmiałym dążeniem do gorzkiej melodii, wyłaniającej się z ponurych dźwięków (podobnie, jak robili to Tanz Ohne Musik).

Za pośrednictwem nowego wydawnictwa, Vonsechsundachtzig udowodnili, że w temacie post-industrialnych dźwięków mają jeszcze sporo do powiedzenia. „Wasteland” z pewnością zaspokoi głodnych nieoczywistych dźwięków słuchaczy, ale nie na długo. Miejmy nadzieję, że Vonsechsundachtzig nie poprzestanie tworzyć i w niedługim czasie przedstawi kolejną, muzyczną propozycję, wyciągniętą wprost z postapokaliptycznej rzeczywistości.

“Wasteland” można posłuchać i kupić – w wersji cyfrowej lub na cd – tutaj:
https://vonsechsundachtzig.bandcamp.com/album/wasteland.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
19012013_117
NA’IM – kolędy na nowo (foto)
004
4. LDZ Music Festival (foto)
IMG_1678
Donatan i Cleo w EMPIKu (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*