Jude to zespół, który na stałe wpisał się do historii polskiej muzyki niezależnej. W trakcie ponad dwudziestoletniej aktywności artystycznej na scenie punk/industrial, wielokrotnie musiał się mierzyć z niezrozumieniem i ignorancją. O walce z dyletantami, koncercie na Festiwalu Łódź Czterech Kultur, najbliższych planach oraz innych aspektach działalności Jude, opowiada lider i wokalista zespołu – Wiktor Skok.

Istniejecie już wiele lat, staliście się pewnego rodzaju legendą.  Co zmieniło się w Jude przez te wszystkie lata?
Tak naprawdę gubię się już w tym, ile lat istniejemy, ile czasu jesteśmy czynni czy też bezczynni… Nigdy nie było mega ważne ile mamy za sobą, czy jesteśmy weteranami, klasykami czy kimkolwiek w tym rodzaju… Zmieniło się w Jude wszystko ale w sumie każdy projekt zaczynamy tak, jakbyśmy byli znikąd… Banałem byłoby mówić że pozostaliśmy tacy sami. Ewoluowaliśmy, tak jak wszystko wokół nas, ale i tak wciąż jesteśmy Jude. Konsekwencja oraz upór – tego na pewno nie można nam odmówić… Jest tak jak dotąd, i tak jak zawsze: my kontra reszta świata. Kultura industrial, antymuzyka, antysztuka, a przede wszystkim antyscena, anty art world. Krytycznie nawet wobec tych, którzy głoszą na wszystkie strony, jak bardzo są przeciw…  Nigdy nie wpasowaliśmy się w formaty zmieniającego się pop świata, nie wskoczyliśmy w jakiś nowy trend. Wybory, których dokonaliśmy jakiś czas temu są wciąż aktualne. Rozwój sytuacji wokół, zarówno tej w najbliższym otoczeniu, jak i w świecie, który poznajemy z mediów oraz z autopsji, tylko potwierdza nasze przeświadczenia. Jako band wciąż musimy walczyć o swoje, dowodzić swojej wartości. Co gorsza, cały czas napotykamy na niczego nie rozumiejących ignorantów, którzy chcieliby zabronić posługiwania się tą nazwą…

Czyli bezustanna walka. Sami przeciwko wszystkim?
Nie inaczej, ale bez zbytniego zanieczyszczania umysłu…  Mimo zmagań z zewnętrznymi przeszkodami, szkodliwymi atakami, ważniejsze są nasze wewnętrzne batalie. Sprawy muzyki, rzemiosła. Walka tak, ale z tworzywem, przeciwnościami materii, własnymi ograniczeniami. Walka o byt, przetrwanie, w najbardziej prozaicznym znaczeniu. Bez względu na to, czy koncertujemy czy nie, i tak regularnie ćwiczymy, wymyślamy jakieś nowe rzeczy… Praca w Jude to dedykacja, być może można to nawet nazwać katorgą. Na to kim jesteśmy, zapracowaliśmy uczciwą, znojną robotą.

Dlaczego nie było was tak długo w Łodzi?
Byliśmy tu non stop. Obecni w różny sposób. Jacek Walczak ze swoimi projektami związanymi z Krav-Maga, Michał Wojewoda z fotografią i video i Michał Fryc z działaniami audiowizualnymi… Wielka część tego co robimy ma ścisły związek z Łodzią. Pierwotnie projektem Jude było oznaczenie granic getta inskrypcjami. Mieliśmy ten pomysł w głębi lat 90. Wreszcie, po wielu perturbacjach i zmianach, udało się go sfinalizować wraz z Centrum Dialogu kilka lat temu. Jude jest w Łodzi cały czas, odmiennie od wielu artystów, nie próbuje stąd uciekać i ukrywać swojego pochodzenia. Napiętnowanie Łodzią jest jak dojmujący stygmat, ale jest także elementem naszej tożsamości. Byt w Łodzi jest nieustanną szkołą życia, uczelnią bez dyplomu, raczej z bolesnymi defektami i kopniakami na plecach. Jude obserwuje, rejestruje, fotografuje, rysuje, ingeruje i zaznacza swoją obecność, oczywiście także hałasuje.

Hasłem Festiwalu Łódź Czterech Kultur jest Bunt. Jak odnosicie się do tego słowa?
Bunt jest chyba słowem nie do końca adekwatnym. Mimo że istotą Jude jest permanentna kontestacja, to najważniejsza była zawsze próba stworzenia czegoś własnego, w opozycji do… Zawsze była to zarówno destrukcja jak i konstrukcja. Tutaj mógłbym zacytować Roberta Brylewskiego z klasycznego wywiadu: “jesteśmy przeciw wszystkiemu, co jest przeciw nam”. Oczywiście, że sensem Jude jest sprzeciw wobec zdrady, kłamstwa, szajsu itd. – w przestrzeni spraw codziennych jak i w makroskali. Nie głosimy tego bez przerwy, jest to wpisane w samą istotę tego przedsięwzięcia. Tego nie da się oczywiście streścić w krótkim wywodzie (śmiech)… Codziennie postrzegasz multum spraw, które budzą natychmiastowy sprzeciw. Jakąś część tego oporu zawieramy oczywiście w Jude. Skoro już pytasz o konkrety, szczególnie uczulony jestem na nowoczesną manipulację słowem, odbierającą znaczenie podstawowym pojęciom, wartościom. Język to pole walki. Występuję przeciwko neo nowomowie, wypaczonemu bełkotowi nowych czasów zakłócającemu komunikację i wypaczającemu wszelkie sensy. Nowomowa nie skończyła się wraz z real socjalizmem i czasami pod tytułem 1984. Kłamstwo, manipulacja, dezinformacja znajduje dzisiaj nowe mutacje w nowym języku mediów, w neo cenzurze. Mimo łagodnych pozorów jest represyjną protezą służącą socjotechnice i doraźnej propagandzie.

Dystansujecie się od hasła Festiwalu? Czy Jude jest więc zespołem buntu czy nie?
Nie da się pominąć tego, że dziś ten tak zwany bunt jest dochodową gałęzią przemysłu kulturalnego. Spacyfikowany, skodyfikowany, bezpieczny i nawet ładny. To jeden z działów popkulturowego supermarketu.  Widniejąca na plakatach festiwalu data 1968 obrosła w mity, nostalgię itd. Z punktu widzenia popkultury i, jak sądzę, także w optyce pomysłodawców Festiwalu, najważniejsze dla 1968 są wydarzenia paryskiego maja, kolorowe protesty na amerykańskich kampusach uniwersyteckich, ruch hippie itd. Nigdy nie czuliśmy żadnego sentymentu wobec tej spuścizny. Jesteśmy dziećmi punkrocka i naiwne utopie lat 60. uznawaliśmy za skończone. Jeśli coś nadawało się do naprawy, to raczej nasze bliskie miejsce (wliczając w to nas samych) a nie globalny system, społeczeństwo i wielki świat. Inwazyjny, nie liczący się z rzeczywistością, pacyfizm oraz nakazowe głoszenie wszechmiłości, plus ideologiczna hegemonia jednej linii poglądowej – te zdobycze lat 60. nie są wcale pozytywne. Oprócz postępu, pozytywnych przemian w sztuce, tak zwane pokolenie 1968 wydało również mocno toksyczne owoce, zatruwające współczesną świadomość i europejską kulturę. W naszej perspektywie dalece ważniejszy jest marzec 1968 w PRL. Na plakatach koncertu Wrong w Fabryce Sztuki, czytelnie odnosimy się do tych faktów. Świadomie umieściliśmy dobrze rozpoznawalne, ikoniczne wręcz zdjęcia autobusów z tzw. „aktywem robotniczym” na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego 8 marca 1968, na innym plakacie pokazaliśmy zrobione z ukrycia, operacyjne zdjęcie SB wiecu pod Biblioteką Uniwersytetu Łódzkiego.  Wydarzenia polskiego marca 1968 nadal wywierają piętno na najnowszej historii i aktualnościach. Sytuacja polityczna w kraju, podziały, głębokie zadry i wstydliwy balast w świadomości Polaków nie pozwalają zapominać o tym wielkim, zbiorowym zatruciu końca lat 60.

Jak chcecie to ukazać czy też wyrazić na koncercie 11.09 w Fabryce Sztuki?
Nie jesteśmy grupą retrospekcji historycznej. Może znane są ci niedawne uliczne inscenizacje demonstracji z lat 80., gdzie przebrani za ZOMO w kaskach z tarczami udają że gonią i pałują młodzież? Takie szopki mogą odbywać się tylko w naszym absurd kraju… Nie gramy muzyki ilustracyjnej. Niczego nie będziemy starali się odtworzyć. Na wypuścimy na scenę impersonatorów Moczara, Gomułki czy Jaruzelskiego bez okularów… (śmiech). Nikt z nas nie był świadkiem tamtych wydarzeń, jednak bolesna pamięć roku 1968 w Polsce na pewno była dla nas ważna, gdy nadawaliśmy nazwę naszemu projektowi. Pamiętam, jak na początku lat 90. oglądaliśmy z przejęciem tajne dotąd filmy pokazujące zamieszki, milicję i pałowanie studentów 8 marca 1968 na Krakowskim Przedmieściu. Starałem się poznać atmosferę epoki końca „małej stabilizacji”. Od polskich filmów z tego okresu, po opowiadania np. Głowackiego, Nowakowskiego czy nawet Brychta. [Artykuł na ten temat można znaleźć tutaj]. W Jude, cały nasz przekaz odnosi się do konfliktów, opozycji sił, wpływu propagandy, manipulacji itd. Koncert zatytułowany Wrong uniwersalizuje w pewien sposób historyczny moment.  A propos, wybór daty koncertu nie był naszym pomysłem i jest chyba przypadkowy…

Jak wygląda dziś skład Jude? Przez zespół zdążyło się już chyba przewinąć wiele osób…
Naprawdę? Chyba jednak nie. Nie możemy porównywać się z 19 Wiosen! Czasem może wymienialiśmy się trochę składem… Mamy raczej stabilny układ. Rotacje personalne mamy za sobą. Od pewnego czasu jest z nami Michał Fryc, znany z projektu Vonsechsundachtzig, który zastąpił poprzedniego basistę Maćka Derfela z Inflexible, Knockdown. Z Frycem zgrywamy się bardzo dobrze, komunikacja i nadawanie na podobnych częstotliwościach jest dla nas niezwykle istotne. Zespół jest organizmem który się zmienia, czasem otwieramy się na współpracę z innymi, czasem wręcz przeciwnie…

Niedawno o Jude i o tobie znów było głośno za sprawą wielkiej dyskusji na Facebook…

Afera tylko pośrednio wiąże się z Jude… Ale skoro nasz band został tam wprost zaatakowany, odzew był obowiązkowy. Nie mam wiele do dodania do tego co opublikowałem na Facebooku w otwartym liście. Zostałem zmuszony do takiej odpowiedzi i nie uważam aby znalazło się tam coś, czego nie powinienem upublicznić. Komuś może wydawać się, że kalumnie i bomby w internecie są istotniejsze od prawdziwego, codziennego doświadczenia. Funkcjonuję w normalnym życiu, net a tym bardziej Facebook, jest jedynie aneksem. Realne działanie liczy się bardziej niż bezowocne awantury w „mediach społecznościowych”… Co do tej szitburzy, nie będę udawał że nic o niej nie wiem. Nie będę także puszył się, że mnie to wcale nie obchodzi. Ale tak szczerze… Nawet nie miałem jeszcze czasu poczytać tych komentarzy… Myślę, że część uczestników kampanii nienawiści już za jakiś czas będzie się wstydzić tego, co napisała… Reakcje stadne, partyjna mentalność i zbiorowa histeria nie sprzyjają trzeźwemu oglądowi… Nie jest to pierwsza nagonka na moją osobę czy Jude. Czegokolwiek bym tam nie przeczytał, cokolwiek by mnie nie spotkało, i tak muszę żyć i działać, mimo tak wielkiej ilości chętnych by widzieć mnie już w grobie… Spójrz, ile negatywnych rzeczy już powiedziałem. Pardon, ale nie da się tego uniknąć… Obserwując nasz kraj, ten wybuchowy ładunek wzajemnej niechęci, wojen wszystkich ze wszystkimi, próbuję zachowywać zdrowe proporcje i naturalną miarę rzeczy.  Nie wiąże się to z jakąś ślepą, uśmiechniętą anestezją. Przedkładam jednak konstruktywny program nad defetyzm i rezygnację. Dlatego właśnie jestem w Łodzi, dlatego działam w swoim mieście. Taki program minimum  usiłuję realizować wraz z przyjaciółmi choćby w klubie DOM na OFF Piotrkowska.

Co planuje zespół Jude w najbliższych miesiącach?
Praca w toku. I wszystko jak powyżej. Nasz wydawca Requiem Records proponuje nam kolejne po Ultimate Obedience wydawnictwo retrospektywne. Prawdopodobnie będzie to powrót do kasety Sickness Bag, którą wydaliśmy w mikronakładzie około 1999 roku. Niedawno opublikowaliśmy ten materiał w videostream na YouTube. Sfinalizujemy wysiłki, aby wszystko ukazało się w końcu na winylu. Bardziej niż powroty do przeszłości interesuje nas rejestracja nowego materiału. Krok do przodu w ekspozycji naszego wyrazu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
czeslawspiewa
Czesław Śpiewa w EMPIK Manufaktura (foto+wideo)
No More i Alles zagrają w klubie DOM
Michalski_1
W ogniu pytań: Jakub Michalski (The Stylacja)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*