JUDE_-_STATZespół Jude, garściami czerpiący z przepastnych zasobów industrialnej Łodzi, na swojej piątej płycie „Stat”, konsekwentnie serwuje gorzki obraz sromotnej rzeczywistości, niezmiennie stawiając opór dominacji ludzkiego motłochu.

„Stat” umiejętnie rozbudza pragnienie autozniszczenia, które finalnie eksploduje, przybierając formę pożaru trawiącego wszelkie inne czynniki psychiczne.

Nowy album Jude – łódzkich speców od muzycznego łomotu – jest niespełna półgodzinną porcją masakrujących dźwięków, które bezlitośnie sponiewierają psychikę. Fascynaci muzycznego maltretowania poczują się nie tylko dopieszczeni, ale i solidnie wyniszczeni. Zachwyceni potęgą dźwiękowych tortur wydobywających się ze „Stat”, wybaczą muzykom nawet to, że na nowy album kazali im czekać blisko 11 lat!

Niektórym może się wydawać, że jak na pełnowymiarowe wydawnictwo, 30 minut to niewiele, jednak w tym przypadku, to optymalna długość. Przez dwadzieścia kilka minut „Stat” doskonale poradzi sobie z totalnym upodleniem słuchacza. Kilka kawałków więcej spowodowałoby nic innego, jak destrukcyjny przesyt.

Nie sposób przykleić Jude jednej etykiety określającej wykonywany przez zespół gatunek muzyczny. Na „Stat”  noise miesza się z jeszcze większym noise, a industrial z hardcore. Jedno jest pewne: jak trudno jednoznacznie sklasyfikować tę muzykę, tak równie trudno ją znieść. Muzycy: prowadzący gitarzysta Jacek Walczak i sekcja rytmiczna: basista Maciej Derfel (znany z kilku innych łódzkich grup hardcore) oraz pałker Michał Wojewoda – egzekwują swój hałas bez chwili litości. Mimo wszechobecnej na „Stat” apoteozy bruityzmu, pośród sterty hałasu udaje się odnaleźć kawałki melodii, momentami całkiem przyjemnej, ale niepozbawionej, rzecz jasna solidnej warstwy chropowatości.

joomplu:93512

Teksty, wykrzykiwane nieakceptującym sprzeciwu, potężnym głosem Wiktora Skoka, to przerażający opis współczesnej ludzkości. Wydziera się z nich obraz egzystencji w ciągłym poczuciu dyskomfortu, przeciwko której wprawdzie można się buntować, ale jak się okazuje, jest to zupełnie bezowocne i z góry skazane na porażkę. Ludzie są emocjonalnymi wrakami. Każdy człowiek jest obciążony piętnem, nie do udźwignięcia. Jedyne, co pozostaje, to pozbawione żalu pogodzenie się z nieuniknionym upadkiem.

Na „Stat” warto było czekać ponad dekadę. Piąta płyta Jude to w każdym, najdrobniejszym detalu do bólu autentyczny pejzaż egzystencjalnej jałowizny. Muzyczna esencja spajająca w sobie wszystko, co w życiu najgorsze, od przeróżnych potworności, bólu i poniżenia, po traumy, obsesje i prześladowania. To album, który z łatwością zmiażdży i obedrze z godności każdego, kto zdecyduje się go przesłuchać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
_MG_2350
4GET w Iron Horse (foto)
psychocukier
Psychocukier akustycznie w Improwizacji (foto)
DSC_0080
Sjón w Bombonierce (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*