Into_The_Sun„Iść, ciągle iść w stronę słońca”, tak trzydzieści lat temu śpiewał nam zespół 2 plus 1. Jednak od tamtych czasów na scenie muzycznej sporo się pozmieniało. Washing Machine, na albumie przekornie nazwanym  Into the Sun, wcale ku słońcu nas nie poprowadzi. Wręcz przeciwnie. Na swojej debiutanckiej płycie panowie zabierają nas tam, gdzie jest nie tyle ciepło, co gorąco. Moi państwo, proszę się przygotować: witamy w piekle!

Washing Machine istnieje już 5 lat, a od 4 regularnie koncertuje gromadząc coraz większą rzeszę fanów. Wielu z nich już posiwiało, w nerwach wyczekując debiutu swoich ulubieńców, którzy długo zwodzili słuchaczy co i rusz przesuwając termin premiery krążka z coraz to nowych powodów. I oto jest! Piękna błękitna okładka z lecącym wśród chmur osobnikiem. To właśnie Into the Sun, pierwsze (nie licząc wydanej w limitowanej serii muzyki do filmu Gabinet Doctora Caligari) fonograficzne dziecko The Washing Machine..

Into the Sun to rockowe uderzenie w najczystszej postaci, bez żadnych kompromisów. Piosenki ociekają mocnymi riffami i przeszywającym basem. Emanują nerwową sekcją perkusyjną, a do tego wszystkiego z jednej strony archaicznym, a jednocześnie ponadczasowym dźwiękiem klawiszy. Pralka zaczęła wirować w najlepsze i bardzo trudno będzie ją zatrzymać.

Album otwiera Dead disco. Już na wstępie dostajemy mroczne klawisze, które połączone z niedbałymi, urywanymi gitarami dają porażający efekt. Piosenka idealna do słuchania podczas samotnej, nocnej wędrówki po lesie. Ciary gwarantowane. Później singlowe The Hallow, znów z klawiszami w roli głównej. Tu jednak brzmią zdecydowanie zadziorniej, niczym wciągający wir, który w instrumentalnym apogeum utworu przeradza się w śmiercionośne tornado.

Made a Mistake dosłownie wgniata w mur. Zabawy tempem, wykrzyczany, momentami prawie rapowany wokal powodują, że słuchając tej piosenki trudno usiedzieć w miejscu. W podobnym, choć już nie tak ostrym kimacie utrzymane są Yeah Yeah Yeah i Alright.

Chwilę oddechu między piosenkami z których energia aż kipi daje nam jedyna na płycie ballada –  This is goodbye. Niezwykle przejmująca, z gitarą akustyczną na pierwszym planie i  niesamowicie smutnym tekstem traktującym o rozstaniu.

Pod koniec płyty znów powrót do mrocznego nastroju, ale tym razem zostajemy wprowadzeni w klimat rodem z westernów, a wszystko za sprawą Till I’m dead. Początkowe gitary od razu uruchamiają wyobraźnię i przed oczami (przynajmniej moimi) staje facet w kowbojskim kapeluszu z pistoletem w dłoni, który powoli zmierza w moim kierunku, by niepostrzeżenie strzelić mi w łeb! Grrr… Mają panowie zdolność do wprowadzania nastroju grozy.

Płytę kończy C’mon C’mon, w którym zespół po raz kolejny pokazuje pazurki. Utwór dobry do słuchania w czasie jazdy samochodem. Stopniowe narastanie tempa aż prosi się o wciśnięcie gazu do dechy i wio! Po kilkuminutowej ciszy w C’mon C’mon istna wisienka na torcie, czyli dobrze znane fanom outro, często kończące występy grupy. W utworze słychać echo Musisz stać się Caligarim z płyty filmowej, ale w odmienionej, wyostrzonej wersji, w dodatku zakończone totalnym chaosem instrumentalnym. Zwali z nóg nawet najtwardszych.

Tyle na temat muzyki. Teraz kilka słów o tekstach. Wszystkie wyszły spod ręki wokalisty – Łukasza Drewniaka. Poruszają dwa główne wątki: miłość i po prostu życie. Mamy więc coś o pożądaniu (Want you babe), toksycznym uczuciu, z którego jednak tak trudno zrezygnować (This love is killing us), czy o trudach rozstania (This is goodbye). Z drugiej strony mamy dylematy natury egzystencjalnej. Jest więc tekst o tym, że życie umyka nam przez palce, a wszystko dzieje się zbyt szybko (Dead disco), o chęci rzucenia wszystkiego w diabły i ucieczki jak najdalej (Nothing left to lose), czy wreszcie o tym, że często krok dzieli nas od postradania zmysłów, bo żyjemy w szalonym pędzie i notorycznie brakuje nam chwili wytchnienia (The Hallow).

Washing Machine na Into the Sun pokazali, że w robieniu muzycznego łubudubu na polskiej scenie nie mają sobie równych. Słuchając debiutu Poddębiczan mamy wrażenie jakbyśmy jechali rozpędzonym samochodem bez hamulców. Pralki widać wzięły sobie do serca rady starszych kolegów po fachu i maksymę, że „Nie warto być dobrym chłopcem” dziarsko wcielają w życie.

Zobacz także:

Washing Machine rusza w trasę z “Into The Sun”

Soundedit 2011: The Washing Machine w Lizard Kingu

W ogniu pytań: Krzysiek Drewniak (The Washing Machine)

W ogniu pytań Łukasz Drewniak (The Washing Machine)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
DSC_328903
Soundedit Spotlight w Radio Łódź (foto)
nakr_046
Kariera w Kaliskiej (foto+wideo)
krzak_058
Krzak w Improwizacji (foto+wideo)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*