Podre_stopem_znowu_odywaj_w_polskiej_tradycjiZnajomi pukali się w głowę. Kolejne treki, Inka? Trzecia para w tym sezonie… Nasze pokolenie nie ma szans pamiętać, jak to wszystko się zaczynało: kolejki po bilety, rozkwitający PRL, podjazdowa wojna z recenzentami i walka z systemem. Możemy jednak słuchać i – dzięki temu – myśleć.

Do gitary ciągnęło mnie zawsze: dwa razy nawet dostałam się do szkoły muzycznej, nigdy jednak nie miałam wystarczającej determinacji woli i ilości czasu, by faktycznie poznać ten instrument. Moja przygoda z Yapą zaczęła się prozaicznie, wiele lat temu, chyba gdy miałam 15, albo 16 lat, zerwał ze mną chłopak. Inna epoka, ale było mi strasznie przykro. Działo się to w okolicach marca – przyjaciel patrząc na moją smutną twarz zaproponował, że sprawi mi przyjemność i na pewno rozweseli. Znajomy znajomego pracował przy organizacji festiwalu Yapa, który miał się odbyć za tydzień. Zgodziłam się, nie mając w sumie nic lepszego do roboty. I się zaczęło! Klimat, który tam poznałam, na zawsze odmienił moje życie. Kochałam góry od pierwszych kolonii w wieku szczenięcym, ale nie przypuszczałam nawet, że piosenki, które wychowawcy  śpiewali nam przy ognisku (jak „Moi przyjaciele”) mają autorów – ba! – są nawet inne, lepsze i ciekawsze od tych. Nareszcie poznałam kogoś, kto tak samo jak ja ostatnie pieniądze z kieszonkowego wydawał na bilety pociągowe i w zupełnie nie odpowiednich do tego butach – ruszał w góry. Już nie chodziło o piosenkę, teraz ważniejsi stali się ludzie, z którymi wymieniałam na górskim szlaku krótkie pozdrowienia, by potem spotkać się w schronisku czy bacówce i zdzierać sobie gardła do białego rana.

dzcy_realizatorzy_dwiku_i_obrazu_byli_chyba_na_kadym_festiwalu

Łódzcy realizatorzy dźwięku i obrazu byli chyba na każdym festiwalu

Przygoda z łódzkim festiwalem trwa do dziś, zgodnie z oryginalną myślą Łukasza Nowaka styczeń – luty – Yapa – kwiecień. Teraz trochę mądrzejsza, staram się robić zdjęcia, by pokazać, że coś poza mass kulturą jest w Polsce żywe. W tym roku jednak poświęciłam wszystkie pieniądze i czas, jakim dysponowałam, by zobaczyć, jak to jest żyć wśród takich ludzi. Mogłam sobie na to pozwolić dzięki luksusowi znajomości z niektórymi muzykami, a na pewno z lwią częścią publiczności, w której towarzystwie tak długo przebywałam. Chciałam poczuć na własnej skórze klimat gór nieznanych mi od tej strony i postaram się opisać magię letnich festiwali piosenki turystycznej moimi oczami: zupełnie nieobiektywną przygodę, która dała mi mnóstwo radości i wiele nauczyła o sobie. Nie wszystkie sytuacje zostały uwiecznione na fotografiach, niestety, więc nie zawsze będzie to udokumentowane obrazem.

Impreza_burzowa_-_Nocnik_2012

Impreza burzowa – Nocnik 2012

Lato zaczęłam od łęczyckiego Nocnika – niestety koszty, jakie musi ponosić ‘wolny strzelec’, nie pozwoliły mi na wyjazd na wcześniejszą Bazunę. Nic to jednak! Słyszałam dość pozytywnych opinii, by się tam wybrać mimo wszystko w przyszłym roku.

Znacie ludzi, dorosłych i odpowiedzialnych, którzy na słowa „Idziemy do więzienia!” zaczynają się śmiać i wymachiwać rękami? Miałam szczęście być wśród nich. Cały bagaż pozytywnych emocji, jakie włożyć musiał w organizację Nocnika Maciek Baranowski i jego przyjaciele, musiał być ogromny. Ale dało to tak cudowne efekty – magia tamtejszego zamku nocą zapiera dech w piersi, a jednym z najmilszych wspomnień było nieoczekiwane spotkanie laureata ówczesnego konkursu, który grał na gitarze swojej przyjaciółce. Publicznie, na rynku – zaraz rozwinęła się rozmowa,  posypały się gratulacje, później zaś dalsze śpiewanie. Jak dzień długi, tak miło mijał czas. Koncert w nocy, przerwany w środku imprezy z powodu burzy – czy to dla tych ludzi był jakiś problem? Skądże znowu, część rozsiadła się w namiocie i mimo braku prądu zarządziła niezapomniane śpiewanki, część (w tym ja) rozpoczęła hulanki w strugach deszczu, uprzednio tylko oddając pod opiekę sprzęt elektroniczny. Ile zespołów przychodzi Wam na myśl, które moglibyście ściągnąć ze sceny o 6 rano? Spotkałam się z tym zjawiskiem w Łęczycy – wyłączono już prąd, ale Grzmiąca Półlitrówa i ta część publiki, która pozostała pod sceną, nie poddała się. Grupa zeszła z podestu i rozpoczęła recital nie tylko swoich utworów, ale i ogólnie znanych piosenek. Wszystko znowu za sprawą burzy, która przesunęła znacząco godziny występów. Śpiewy niosły się murami, a wszystko wydawało się tak nierzeczywiste, że aż baśniowe. Jak z opowieści, które mogliby opowiedzieć nam rodzice, gdyby tylko chcieli.

Mariusz_Kamper_na_piewankach_Muszyna-Zockie_gocinnie_Cezary_gitara_oraz_Izolda_skrzypce

Mariusz Kamper na Śpiewankach Muszyna-Złockie, gościnnie Cezary (gitara) oraz Izolda (skrzypce)

Ciszaków, headliner’a tamtejszego programu już chyba nikomu przedstawiać nie muszę, o czym przekonałam się ostatnio w Muszynie :).

Apolinary_POlek_na_piewankach_Muszyna-Zockie

Apolinary POlek na Śpiewankach Muszyna-Złockie

Następny przystanek: Kropka! Z tym miejscem związana jestem sentymentem, jako że z pobliskim schroniskiem górskim łączą mnie szczególne wspomnienia, te dobre i te złe. Odbywa się to w niskim paśmie gór Opawskich (Biskupia Kopa ma bodaj 891 m. n.p.m. – chociaż mogę się mylić) i jest najwyższym szczytem po polskiej stronie. Polecam po festiwalu wybrać się w pasmo Jesenik, malownicze góry z Pradziadem, dumnie górującym ponad głowami.

Grupa_Bohema_na_Kropce_-_urodzinowy_tort

Grupa Bohema na Kropce – urodzinowy tort

I znowu ogromna praca, włożona w organizację przez ludzi, którzy za cel postawili sobie animację lokalnej kultury – skuteczną z resztą. Program był trochę mniej turystyczny – Stanisława Soykę, czy Piotra Bukartyka trudno wpisać w nurt tradycyjnej muzyki de facto schroniskowej, choć ich piosenki nadal są tam żywe i dzielnie wyśpiewywane przez kolejne pokolenia. Bardziej liryczne i poetyckie, choć znów mało turystyczne spotkanie z Grupą Bohema pozostawiło niedosyt ich twórczości. Na szczęście doszła do mnie wieść o udostępnieniu w całości nagranego przez nich materiału za darmo, dla tych, którzy „lajkną” ich stronę. Świetna inicjatywa, która po ostatnich aferach z różnymi portalami jest miłą odskocznią. Urządzając prywatę mam po cichu nadzieję, że doczekamy się również nagrania „Wyprawy”, która stała się dla mnie hymnem tych wakacji, a poznanym na Przeglądzie Kultury Studenckiej we Wrocławiu w zeszłym roku. No i zapomniałabym o Na Bani! Ich żywiołowy koncert, wręcz walka na scenie pomiędzy skrzypcami (Izold) i gitarą (Bart) stworzyła takie napięcie i entuzjazm wśród publiczności, że trudno to opisać. Trochę marketingu: w te wakacje wydana została kolejna płytka zespołu, złożona z trzynastu nowych i starych piosenek – zachwyca! Brocken to chyba moja ulubiona kompozycja, wyśpiewana przez Izoldę takim głosem, że aż przysłowiowe ciary przechodzą po plecach. Popularna fraza (bodaj z Yapy, ale rąk nie dam sobie uciąć) Więcej skrzypców! nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Nie_Po_Drodze_podczas_prby_przed_wystpem_na_Kropce

Nie Po Drodze podczas próby przed występem na Kropce

Tu właśnie jest miejsce na przedstawienie niemłodego już zespołu, ale debiutującego na scenach przeglądów w całej Polsce – Nie Po Drodze z Suwałk. Staram się zachować jakiś obręb obiektywizmu, by ocenić ich dotychczasową pracę i wiem, że są świetni. Po Kropce spotkałam się z recenzją, która niesłusznie oceniła ich jako nie zasługujących na trzecie miejsce w konkursie PUCH’u (Przegląd Utworów z Charakterem dla niewtajemniczonych 🙂 ). Prywatnie zdziwiłam się, że dostali tylko taką lokatę: ich piosenki są połączeniem tradycyjnej muzyki turystycznej z wpływami wschodnimi, jak to na rodowitych Suwałczan przystało. „Wojenny” to jeden z lepszych utworów, jakie dane mi było poznać w tym sezonie. Pozostaje tylko trzymać kciuki i liczyć na to, że podobnie jak ja, więcej ludzi doceni ich potencjał. Obiecuję w imieniu swoim i przynajmniej kilkorga znanych ludziów, że zawsze będziemy w pierwszym rzędzie najgłośniej bić brawo, o ile czas i miejsce się złożą!

Gdybym rzeczywiście chciała, zespół po zespole, opisać swoje odczucia związane z muzyką, musiałabym temu reportażowi poświęcić nie kilka stron, a całą książkę. Niestety nie mam luksusu posiadanie nieograniczonego czasu, a i na ten tekst poświęciłam tylko kilka godzin po tygodniach zbierania wrażeń.

Kolejni cudowni ludzie, Huncwoci i Na Odległość. Warto – to mało powiedziane. Prywatnie cudowni ludzie, na deskach świetni artyści, wyrastający na godnych następców Yapowych ‘dinozaurów’. Polecam zapoznanie się z ich utworami, które na pewno gdzieś w sieci krążą, choćby dla zaspokojenia ciekawości.

Zbyszek_Stefaski_podczas_Giedy_Piosenki_Turystycznej_w_Szklarskiej_Porbie_

Zbyszek Stefański podczas Giełdy Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie

Chwila wytchnienia, trochę w góry, na szlaki, trochę trzeba pobyć w Łodzi, pańszczyznę odrobić wobec szefa – i okazuje się, że czas na Giełdę w Szklarskiej Porębie. Tam również mnie wcześniej nie było, chociaż Karkonosze schodziłam już jakiś czas temu. Następne pozytywne zaskoczenie: O, Daszek! O, Sówka! O, Marek! Sporo Was tam na scenie było! Innych również, ale nie wiem na ile mogę wskazywać personalnie na przemiłe niespodzianki. Inaczej niż na Kropce, pomimo gór wkoło, ale i tak ten sam mianownik. Nie wiem, może to coś w powietrzu? Chociaż, jak nauczyłam się od cudownej osoby z Suwałk, to ludzie tworzą klimat. Pod tym zdaniem podpisuję się teraz całą swoją wiedzą.

Daszek_i_Sowa_na_Nocniku_-_czyli_Jacek_Daszyski_i_Dorota_Kuziela._Pomidzy_wystpami_nie_ma_czasu_na_rywalizacj

Daszek i Sowa na Nocniku – czyli Jacek Daszyński i Dorota Kuziela. Pomiędzy występami nie ma czasu na rywalizację

I teraz szybko – szybko. Po Giełdzie dalej góry, a tam na stopie Pan, który jest dobrym znajomym Soyki z czasów studenckich. Opowiadał nam, jak to wódkę się pod namiotami piło i śpiewało do rana. Cóż, zbyt wiele się w tym temacie nie zmieniło. Po Karkonoszach, spontanicznie – Beskid Sądecki! Baza namiotowa należąca do SKPB Łódź i Śpiewanki w Muszynie-Złockiem. Jak to opisać? Jak się wgryźć, by oddać połowę magii tamtejszej sceny, oświetlonej wyłącznie przez świece, pod którą siedziało się pomimo zimna wkradającego się pod ciepłe ubrania? Trudno tak – muzycy pokazali klasę, zamiast odsłuchu mając poukładane lusterka (stąd też zamiast akustyków, ta część publiczności, która widziała ów fakt, wzywała optyków).  Tutaj warto było posłuchać (poza oczywistymi gwiazdami – Apolinarego Polka, Mariusza Kampera, czy też Na Bani w poszerzonym o gości specjalnych składzie) nowych głosów, takich jak Miejskie Darcie Pierza, rodem z Łodzi.

Czonkowie_SKPB_d_maj_cakiem_nieze_poczucie_humoru

Członkowie SKPB Łódź mają całkiem niezłe poczucie humoru

Zdecydowanie zbyt szybko minął tam czas – nie dla tych jednak, którzy zdecydowali się pozostać chwilę dłużej. Poza gitarzystami ostało się kilkoro śpiewaczek i wyjców, więc – Śpiewanki! Nareszcie nie Przekrzykiwanki. Baśniowym momentem było wydobycie z czeluści plecaka baniek mydlanych i puszczanie ich pod wiatą. Podczas gdy gitarzysta dzielnie śpiewał piosenki z repertuaru Myśli Rozczochranych Wiatrem Zapisanych, dziewczęta z Polany przystroiły nocny świat dziesiątkami kulek mieniących się w blasku płomieni.

Och! Właśnie: Polana! Na ten Przegląd nie udało mi się dotrzeć z powodu obowiązków służbowych, jednak już teraz wiem, że podobnie jak Bazuna, zebrała świetne recenzje pośród publiczności i proforma zaklepałam miejsce w przyszłorocznym kalendarzu wyjazdów. Na razie trochę tajemniczo, ale po ostatnich rozmowach i planach programowych wiem, że warto!

Muzyka_dawno_opucia_festiwalowe_mury._Nocnik_2012

Muzyka dawno opuściła festiwalowe mury. Nocnik 2012

Cóż więc jest niezwykłego w tym wszystkim? Z tradycji bieszczadzkich zakapiorów, yapowych kolejek i giełdowych ognisk wyrosła nam nowa gałąź kultury. Taka, w której może odnaleźć się każdy wędrowiec. Taka, w której nie ma miejsca na makijaż, nakładanie masek i grę pozorów, a szczerość i radość życia, wynikającą ze zwykłej rzeczy: tu i teraz jesteśmy razem. W przeddzień festiwalu kończącego moją letnią przygodę z górami, czyli bieszczadzkim Rozsypańcem, pozdrawiam wszystkich napotkanych na szlakach ludzi, dla których „droga sama w sobie jest celem”. Do zobaczenia się z Wami w Cisnej!

/pisane 15 sierpnia br.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Magister_Ninja
Magister Ninja w RAP ONE SHOT TV
DSC_1917
Mikromusic Orkiestra w OHM (foto)
Piotrkowska Kameralnie: Wojciech Kaczmarek & Bogna Band (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*