DSC07238W czwartek, 11 kwietnia, na scenie łódzkiej Wytwórni wystąpił Piotr Rogucki, który wraz z Andrzejem i Marcinem Szczypiorskimi zaprezentował swoją solową twórczość z albumów Loki – wizja dźwięku oraz 95-2003.

Prezentacja ta nie posiadała banalnego charakteru: wspólnie z artystą, za pomocą magii słów, głębi dźwięków, obrazu i świateł, wyruszyliśmy w podróż brukiem naszego miasta. Wbrew pozorom wędrówka ta, trwająca półtorej godziny odniosła nas do innej czasoprzestrzeni – znacznie barwnej, uduchowionej, z której stworzyliśmy własną, szczęśliwszą rzeczywistość. Na szczęście nie zakończyła się ona wraz z ostatnim wykonanym utworem, ponieważ niezwykłość koncertu przeniosła się następnie do wspólnych rozmów, wymiany wrażeń, a przede wszystkim do naszych domów. W jaki sposób Piotr Rogucki wprowadził nas w ten stan?

Przede wszystkim znaczącą rolę odegrały nowe aranżacje utworów artysty, w znacznym stopniu różniące się do tych znanych z albumów. Osiągnięto to dzięki ciekawym i nowym brzmieniom, które wciągnęły słuchaczy w swoją otchłań, przepełnioną znaczeniem oraz obrazem wyśpiewanych słów. Te dwa ogniwa: dźwięk i słowo zostały wzajemnie wypełnione, przestrzennie się dopełniając. Oprócz wspaniałej instrumentacji panów Szczypiorskich, wielką pracę wykonał sam Piotr Rogucki, który po dziesięciu latach przerwy powrócił do gry na gitarze.

joomplu:51615

Drugą przyczyną zgody na wspólnie odbytą podróż był obraz, na który składały się animacje, współgrające z wyśpiewywaną historią, jak i momentem naszej wyprawy, oraz światła i lampy, nadające niebagatelny klimat wędrówki: ciepło barw, rytm, dopełnienie snu na jawie.

Właśnie: to była jawa, czy sen? Myślę, że stan pośredni. Piotr Rogucki, niejako nasz przewodnik na chwilę zatrzymywał naszą wspólną podróż, by pomóc nam zinterpretować pewne sensy oraz pomóc naszej percepcji, ażeby za moment ponownie nasze zmysły mogły delektować się wykreowanym światem.

Każdy słuchacz Piotra Roguckiego wie, że nie należy się po nim spodziewać powierzchowności oraz szablonowości. Dlatego sądzę, że nikt nie wyszedł z koncertu zawiedziony, zaś otrzymał od artysty to, co jest najcenniejsze – piękno sztuki, wiarę we własne możliwości, zmysłowość rzeczywistości.


RELACJA PIOTRA WASILEWSKIEGO:

W miniony czwartek Piotr Rogucki wystąpił w swoim rodzinnym mieście. Na potrzeby kwietniowej trasy przygotował wiele atrakcji – zarówno dla ucha, jak i oka.

Mała sala klubu Wytwórnia pozytywnie nastrajała swoim przytulnym klimatem. Z zaproszenia na koncert skorzystało wielu fanów. Miejsc siedzących przygotowanych przez organizatorów zdecydowanie zabrakło. Piotr Rogucki zaprosił do współpracy dwóch multiinstrumentalistów – Andrzeja i Marcina Szczypiorskich, którzy urozmaicili koncert takimi instrumentami jak bas, instrumenty perkusyjne oraz wiolonczela i  marimba. Główny bohater wieczoru chwycił natomiast po gitarę akustyczną po dziesięcioletniej przerwie. Przygotowane przez niego aranżacje niczym już nie przypominają utworów granych przed dołączeniem do zespołu Coma. Znacznie różnią się też od kompozycji Mariana Wróblewskiego. Trzecie wcielenie Piotra Roguckiego w jego karierze solowej oraz liczne projekty z Comą (koncerty symfoniczne, akustyczne, płyty anglojęzyczne) pokazują, iż jest to artysta ciągle głodny. Prawdopodobnie Rogucki mógłby już odcinać kupony od swojej sławy i nagrywać ciągle te same płyty. Muzyka jest jednak dla niego podróżą o czym opowiadał podczas czwartkowego wieczoru.

Nie potrafię sobie wyobrazić jak wyglądają koncerty Roguckiego w innych miastach niż Łódź. Występ w rodzinnym mieście jest bardzo specyficzny, ponieważ bez wiedzy o miejscu, w którym mieszka muzyk trudno jest zrozumieć w pełni jego przesłanie. Anegdoty dotyczyły m.in. żwirowni na Stokach imitującej góry oraz nagich kobiet z ostatniej strony Expressu Ilustrowanego („Czy Łódź nie ma nic innego do zaoferowania?”).  Nie do końca zaplanowana opowieść urzekała szczerością, szczególnie podczas dedykacji „Zosi” dla niedawno narodzonej córeczki. Dodatkowe wrażenia gwarantowała niemal teatralna oprawa koncertu. Począwszy od zgrywającej się z muzyką gry świateł, przez projekcje video (bardzo często obsceniczne), a na makijażu muzyków skończywszy. Wszystko to sprawiło, że wieczór był naprawdę magiczny. Piotr Rogucki wybitnym gitarzystą nie jest, zwłaszcza gdy musi równocześnie grać i śpiewać. Wsparty odpowiednim sprzętem oraz dwoma multiinstrumentalistami przygotował jednak widowisko muzyczne na wysokim poziomie.

Prawie dwugodzinny koncert został gorąco przyjęty przez łódzkich fanów. Dzięki temu Piotr Rogucki bisował dwukrotnie. Na szczęście ponure i mocno ironiczne opowieści artysty zakończyła piękna puenta –„Życia w Łodzi nie zamieniłbym na życie w żadnym innym miejscu”. Koncert zakończyła „Wizja dźwięku”, w której Piotr Rogucki zapewnia, iż nawet z brzydkiej codzienności można zlepić swój świat.

/fot. Paulina Majewska

Zobacz także:

Coma w Wytwórni (foto)

Jarmark Wojewódzki 2011: Coma, L.Stadt i inni (foto+wideo)

Piotr Rogucki w Klubie Wytwórnia (foto)

Coma akustycznie w Wytwórni (foto)

Coma w Wytwórni (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
tsaalien
TSA akustycznie – 25-lecie Fan Clubu “Alien” (foto)
DSCF4528
Zapaska w Z innej beczki (foto)
IMG_9596
Haydamaky i Festicultores na Targowej (foto+wideo)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*