Piątek trzynastego. Deszczowy piątek trzynastego. Szarość i ponurość odczuwalna mocniej. Ludzie jakby ostrożniejsi. Na ulicy Piotrkowskiej 282, białe ściany fabryki składają przechodniom osobliwe zaproszenie. TOP 10.
Na dziedzińcu otoczonym czerwonymi i białymi murami Centralnego Muzeum Włókiennictwa ,wytwarzała się zupełnie nieadekwatna do pechowego fatum dnia atmosfera. Przed bramą tłoczyli się roześmiani łodzianie, których witała przemiła czwórka. Po okazaniu biletu, uczestników kierowano w głąb Białej Fabryki, wprost pod scenę. Godzina 21:00 zanosi się na deszcz.

Trzeci z cyklu koncertów Geyer Music Factory, powoli gromadził coraz szerszą publiczność. Robiło się przytulnie. Wiatr szeleścił liśćmi zielonych drzew, w tle grała przyjemna muzyka. Słuchacze krzątali się pomiędzy rzędami czarnych krzeseł, w poszukiwaniu napojów, swojego miejsca lub po prostu dobrego punktu do odbioru koncertu.

Waglewski i Pospieszalski – to ci dwaj niesamowici mężczyźni, w ten dzień, poderwali około sześćset osób w różnym wieku, gwarantując entuzjastyczne wrażenia. „Nieprzewidywalny akustyczny duet” – „układ klasyczny” widnieje w festiwalowym informatorze, i tego faktycznie spodziewało się wielu widzów. Organizatorzy otworzyli wydarzenie witając łódzką publiczność, upomnieniem by nie rejestrowano koncertu, oraz by miast parasolek pokusić się o założenie kaptura. Drobną dygresją Tomasz Gołębiewski, pomysłodawca cyklu, zaprosił na scenę Wojciecha Waglewskiego i Mateusza Pospieszalskiego.

Dobry humor, to jako pierwsze dotarło do odbiorców ze sceny. Z uśmiechem wypowiedziana informacja: „Do pierwszego pioruna lub 74 minuty.” – stała się zapewnieniem. Chwilę później z głośników popłynęła fala dźwięków, skupiając całą uwagę obecnych na scenie.

Kojące brzmienie gitary rozpłynęło się ogarniając przestrzeń. Stanowiło to doskonałe tło dla zdolności Mateusza Pospieszalskiego, który umiejętnie wykorzystywał możliwości połyskujących saksofonów, klarnetu, syntezatora. Loopując swój głos oraz frazy instrumentalne, zapewniał rozmaitość i pełnię brzmienia utworów. Zasłuchani w płynącą dźwięczną energię ludzie coraz bardziej odprężali się, tak samo jak artyści. Mix niskiego, chropowatego, wręcz twardego głosu Wojciecha Waglewskiego z nieprzewidywalnym głosem Mateusza Pospieszalskiego każdorazowo stanowił niespodziankę. Artyści ubogacali swój wykon w zapożyczenia muzyczne z kultur świata. Wpływy muzyki afrykańskiej, żydowskiej, bałkańskiej, odważne improwizacje instrumentalne i wokalne, w efektownym porozumieniu dwóch dojrzałych muzyków, to fundament, na którym oparty był piątkowy koncert. Zaangażowani artyści i zaangażowana publiczność, plus wykonania nieznane znanych kawałków. Kunszt, klasa i zabawa. Nawet pęknięta struna, ani na moment nie utrudniła przebiegu całego performance’u. Podrygujące nogi, tupiące stopy, uśmiechy. Jak gdyby nigdy nic, odśpiewane wspólnie z publicznością po zapowiedzianych 74 minutach kończy koncert.

Artyści ukłonili się w osobliwy sposób i zeszli w rytm głośnego, stojącego aplauzu. Wywołani po raz kolejny na scenę, sami wywołali deszcz. W naturalny sposób, a jakże szczęśliwy, w ten otoczony pechową aurą dzień koncert dobiegł końca. Pogoda pozwoliła komfortowo – jakby to było zaplanowane, przeżyć cudowną, niemal magiczną sytuację w Białej Fabryce w Łodzi.

Fot Rafał Jakuszczonek
Txt Karina Olejniczak

Zobacz także:

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
DSC03948m
Ewa Farna w Manufakturze (foto)
DSC_7343
Bracia Figo Fagot w Scenografii (foto)
051
Letnia Akademia Jazzu: Mirrors. Tribute to Seifert (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*