fonovelgoodvibeWedług niepisanej zasady oceny albumów muzycznych, dobra płyta to taka, która zaczyna nam się podobać dopiero po którymś z kolei przesłuchaniu, zaś albumem, który wpada nam w ucho już od pierwszego usłyszenia, z reguły nie warto sobie zaprzątać głowy. Jaki jest zatem Good Vibe?

Po pierwszym przesłuchaniu debiutu Fonovelu miałam co do tej płyty eufemistycznie mówiąc mieszane uczucia. Ale już z każdym kolejnym przesłuchaniem było coraz lepiej, aż w końcu nie mogłam się wręcz od dźwięków Good Vibe uwolnić.

14 zgrabnych, krótkich, (w większości nie przekraczających 3 minuty) utworów, daje nam nieco ponad 40 minut podróży do cudownego dźwiękowego świata. Fonovele znaleźli niezawodny przepis na udaną płytę. Wystarczy wziąć kojące uszy dźwięki klawiszy, równo skrojone odgłosy bębnów, swobodnie galopujące po różnych tempach gitarowe riffy i już. Płyta gotowa. Wisienką na torcie jest wokal Bolewskiego. Świetnie sprawdza się zarówno w balladach, jak i utworach wymagających nieco większej ekspresji. W taki oto łatwy sposób mamy przed sobą lekkostrawne dzieło muzyczne, a nie dźwiękowy zakalec.

Good Vibe to nienachalna pop-elektroniczna propozycja z górnej półki. Urzeka prostotą, a zarazem niebanalnością dźwięków i dobrym wokalem, o który w polskiej muzyce wcale nie tak łatwo. Najbardziej na tej płycie zachwycają klawisze. Odpowiedzialny za ich brzmienie jest Paweł Cieślak, udzielający się na co dzień w projekcie TRYP i do niedawna również w 19 Wiosnach, czyli zespołach, które grają bardzo specyficzną muzykę, zdecydowanie mocniejszą i bardziej agresywną niż Fonovel. Cieślak nie powiela używanych tam schematów i osiąga nowe, będące totalną odskocznią od poprzednich dokonań melodyjne brzmienie.

Na płycie można się doszukać kilku nieśmiałych konotacji muzycznych. W NYT usłyszymy klawisze á la wczesny Maanam. To również bodaj jedyny utwór na krążku, w którym muzykom puszczają hamulce i pozwalają sobie na improwizowany muzyczny zgiełk, który może przyprawić o zawrót głowy, /a mniej wytrwałych nawet o mdłości/. Let me przywołuje w pamięci dokonania klawiszowe Pet Shop Boys z ostatniej płyty. Good Vibe zaś to przybrudzone, mocne riffy, niczym u The Kills.

Good Vibe to spora różnorodność tekstowa. Mamy tu swoisty hymn pedanta, który został wykluczony przez najbliższych z powodu zbyt dużego zamiłowania do porządku (Niemiec), wynurzenia słabego psychicznie, który nie radzi sobie z targającymi nim nałogami i przyzwyczajeniami (Słabości) i oczywiście kilka piosenek o trudach i perypetiach miłosnych (Missed, Passion).

Fonovel wskoczył na polską scenę muzyczną w wielkim stylu. Good Vibe to moim zdaniem jeden z lepszych polskich debiutów fonograficznych tego roku.

Zobacz także:

W ogniu pytań: Radek Bolewski (Fonovel)

Fonovel w Ciągotach i Tęsknotach (foto)

Fonovel w POS-ie (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
DSC_1580_copy
Janusz Radek w Klubie Wytwórnia (foto)
Maciej Balcar w New Yorku (foto)
DSC_1366
Paluch w Lordi’s (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*