deko11Jesienną, trzecią już edycję niezwykle popularnego w Polsce programu TVN „Mam talent” zdominowali wokaliści. Swojego czasu krążył zabawny żart, aby finałowy odcinek show wyemitować w radiu. Jurorom po cichu zarzucano, że za bardzo skupili się na muzykach, pomijając inne talenty.

   
Fascynacje Chylińskiej, Wojewódzkiego i Foremniak daje się jednak obronić – na castingach znaleźli naprawdę świetne głosy i osobowości. Reszta była już w rękach telewidzów, którzy z zapałem wysyłali głosy na swoich faworytów.

Kiedy kończy się czas antenowy, a kamery są wyłączane, trzeba wrócić do rzeczywistości. Początkującemu wokaliście przychodzi się zmierzyć ze studiem nagraniowym, kąśliwymi recenzjami krytyków, no i z samą publicznością, na prawdziwych koncertach. Tu nie ma reżyserii, charakteryzacji, nie ma oszukiwania – liczy się artysta, jego przekaz i reakcja widowni.

Póki co, najwięcej kuponów spośród wszystkich finalistów „Mam talent” odciął srebrny medalista trzeciej edycji, Kamil Bednarek. Jego uśmiech (fizjonomia pewnie też) rozgrzały serca tysięcy dziewcząt, a płyta wydana z grupą StarGuardMuffin sprzedała się na pniu. Jak w konfrontacji z radosnym reggae rodem ze słonecznej Jamajki radzą sobie inni tryumfatorzy TVN-owskiego hitu?

Łodzianie mieli szansę sprawdzić to na własnych uszach w piątkowy wieczór w Dekompresji. Zainteresowanie koncertem „Noc talentów” przerosło moje oczekiwania – jeszcze godzinę po otwarciu drzwi klubu kolejka chętnych sięgała chodnika przy ul. Limanowskiego. Impreza rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem, ale sam koncert zrekompensował nam przymusowe stanie w mżawce.

Jako pierwszy na scenie pojawił się Piotrek Lisiecki – mój faworyt finału trzeciej edycji „Mam talent”. Siedemnastoletni chłopak, uczący się w IX LO i Szkole muzycznej II st. im. F. Chopina w Gdańsku, urzekł jurorów i widzów niesłychaną skromnością, ale przede wszystkim świetnymi interpretacjami „Jolene” Dolly Parton, „The hidden heart” KT Tunstall i „Ain’t no sunshine”. Panie zachwyciła jego wspaniała barwa głosu i smutne, ale piękne oczy. Podczas półgodzinnego recitalu Piotrek zaśpiewał piosenki z „Mam talent”, ale także własne kompozycje. Interesująco wypadło też zmierzenie się z utworem Martyny Jakubowicz „Kiedy będę starą kobietą”. Lisiecki wypadł nieźle, pytanie tylko, czy aż taka skromność nie będzie barierą w rozwoju kariery? Czekamy na rozwinięcie skrzydeł i więcej odwagi!

 
deko13
  
Po Piotrku mikrofon przechwyciła Sabina Jeszka. 22- letnia rybniczanka studiuje obecnie na Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach na kierunku Turystyka i rekreacja. Ponadto jest instruktorką w klubie fitness. Nie dość, że piękna, to jeszcze utalentowana – na scenie Dekompresji wyglądała świetnie i świetnie śpiewała. W programie ujęła wykonaniami „Stand up for love” Destyny’s Child i „Listen” Beyonce, w piątek dorzuciła od siebie jeszcze m.in. „Firework” Katy Perry i „I wanna dance with somebody” Whitney Houston. Wyszło fajnie, szkoda tylko, że muzyka leciała z taśmy. Sabina nie dorobiła się jeszcze własnego zespołu, ale to początek jej drogi zawodowej, więc wszystko przed nią.

Największym zaskoczeniem były dla mnie dwa ostanie występy. Kasia Sochacka weszła na scenę z zespołem i zaczęli bardzo rockowo. Mimo że najbardziej zapamiętałem finałową, bardzo intymną i nastrojową interpretację piosenki „Angel” Sary McLachlan, Kasia udowodniła, że w repertuarze z pazurem odnajduje się rewelacyjnie. Szczególnie było widać to podczas dwóch ostatnich numerów – „Sic!” Hey i rockowej wersji „Venus”. Skromna blondynka z Pradła zmienia się wtedy w prawdziwego demona scenicznego. Oby tak dalej!

 
 deko12
   
Wisienką na torcie był koncert Pawła Ejzenberga z zespołem Komp. O tym występie można napisać wiele, ale omówię go w trzech epitetach – rewelacyjny, energetyczny i świetny muzycznie. Czego w nim nie było – „Dani California” Red Hot Chilli Peppers, „Beat it” Michaela Jacksona, „Let’s it started” The Black Eyed Peas, “Are you gonna be my girl” i wiele innych. Paweł uwielbia swoich fanów, a oni odwdzięczają się mu tym samym. Ejzenberg ma w sobie tyle energii, ze gdyby podłączyć do niego łódzkie tramwaje, nigdy nie mielibyśmy już problemów z zanikiem napięcia.

Wykonawcy w koncercie „Noc talentów” pokazali, że widzowie mieli ucho, głosując właśnie na nich. Pytanie, jak potoczy się ich dalsza kariera. Miejmy nadzieję, że nie staną się tak zmanierowani jak niektórzy rodzimi celebryci. A dla nas kolejna okazja do odkrywania młodych talentów już wiosną – wtedy też wystartują w telewizji trzy nowe formaty muzyczne. A „Mam talent” wróci do nas na jesieni.

 
Mam TalentMam Talent Mam Talent Mam Talent
Mam TalentMam Talent Mam TalentMam Talent Mam Talent
Mam Talent Mam Talent Mam TalentMam Talent
Mam Talent Mam Talent Mam TalentMam Talent
Mam Talent Mam Talent Mam Talent
 
Zobacz także:

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
13482973_1259813230709315_5078617542363762206_o
The Gospel Time zwycięzcą Łódź Miastem Talentów (foto)
IMG_0157
DOMOFFON Festiwal – dzień pierwszy (foto)
DSC_0477
Sinfonia Varsovia w Wytwórni (foto)
2 komentarze
  • Andrzej
    15 stycznia 2011 at 12:55

    pfff imieniu chciałem powiedzieć tak to jest jak na szybko się pisze …

  • Andrzej
    15 stycznia 2011 at 12:54

    błąd w nazwisku autora jest ^^^

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*