murDariusz Glazer szerszej publiczności dotychczas znany był, jako scenarzysta. Wespół z Marcinem Wroną współtworzył m.in. historię Chrztu. Teraz debiutuje w roli reżysera – jego Mur można oglądać w kinach studyjnych w całej Polsce.

Mariusz (Tomasz Schuchardt) mieszka w szarym blokowisku z matką (Aleksandra Konieczna), z którą delikatnie mówiąc nie potrafi się porozumieć. Chłopak za wszelką cenę chce wyrwać się z tego ponurego świata – robi, co może, by zebrać pieniądze i wyprowadzić się do lepszej rzeczywistości. Gdy wydaje mu się, że wreszcie dopiął swego, los zaczyna z niego drwić. Mariusz staje przed wyborami, które zaburzają jego życiowe plany.

Dariusz Glazer sięgnął po trudny temat – przedstawia socjologiczny obraz Polski, podzielonej na dwa landy: biednych i bogatych. Jego bohater remontując mieszkania prominentów chciałby tak, jak oni żyć w luksusowym apartamentowcu, w sąsiedztwie zamożnych osób. Odkłada każdy grosz, haruje za dwóch, często ima się nielegalnych zajęć (np. handluje narkotykami) – wszystko po to, by dogonić marzenia. Chce przeskoczyć tytułowy Mur. Za nim znajduje się jednak cyniczna i schorowana matka wymagająca pomocy. Mimo niechęci i odrazy do przeszłości, bohater Glazera musi balansować na granicy dwóch światów. W żadnym z nich nie do końca może się on odnaleźć. W szarościach blokowisk ma już wyrobioną reputację wśród sąsiadów, gdzie każdy patrzy mu na ręce, z kolei w tym teoretycznie lepszym świecie jest anonimowy i może zaczynać od „zera”, jednak przypadkowi ludzie zamykają mu drzwi przed nosem – Mur nie do przejścia.
 
Każdy, kto choć raz zetknął się z historią proponowaną przez Glazera, wie, że jego bohaterowie nie mają w życiu łatwo i każdorazowo muszą podejmować trudne decyzje. Tak było w jego krótkometrażowym debiucie Podróż, w którym główna bohaterka stanęła przed wyborem między rodzinnymi pieleszami, a lepszymi zarobkami w funtach szterlingach. Tak jest również w przypadku jego pierwszego  fabularnego dziecka. Dylematy się zmieniły, ale punkt wyjścia wciąż pozostaje taki sam – życiowa droga, w której żadne z wyjść nie daje pełnej satysfakcji. Co jeszcze łączy wszystkich bohaterów tego reżysera? Osadza on ich w szarej rzeczywistości, w której aura sprawia, że najchętniej podcięliby sobie żyły.

Twórca obrazuje największe mankamenty realiów współczesnej Polski, od bezdusznej biurokracji po sprywatyzowaną służbę zdrowia. Szkoda tylko, że w parze z atmosferą nie idzie wartość merytoryczna jego wywodu. Glazer sięga po sprawdzone przepisy i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że już na starcie podpowiada widzowi, jaki finał będą miały prezentowane przezeń historyjki.  Trudno nie dopisać sobie zakończenia do romansu głównego bohatera z samotną matką (Marta Nieradkiewicz) pochodzącą z dobrego domu. Relacje z rodzicielką również nie są szczególnie rozbudowane. Tylko w kiepskich wyciskaczach łez tego typu opowieści kończą się na kwestii: „i żyli długo i szczęśliwie”. Być może to zbyt daleko idący wniosek, ale w przypadku kontaktu na linii Mariusz – matka można odnaleźć dość przewrotną inspirację hanekowską Miłością – czerpanie od najlepszych jak widać nie zawsze gwarantuje sukces.

Mur podobnie jak remontowane przez Mariusza mieszkania wymaga poprawek, jego fundamentem jest silna, acz minimalistyczna rola Tomasza Schuchardta. Szkoda tylko, że przez powierzchowną fabułę trudno nawiązać bliższy kontakt z jego bohaterem. Reżyser teoretycznie zaprasza nas do swojego świata – zostawia otwarte drzwi wyposażone w mechanizm zwalniający, nie podaje jednak kodu do domofonu. Co jeśli w ostatniej chwili ktoś nam je zabarykaduje, albo nie zdążymy się przez nie prześliznąć? Pozostaje nam tylko zaglądanie do środka przez furtkę, płot, lub okno. W trakcie seansu na pewno nie możemy czuć się jak sąsiedzi, raczej, jak anonimowi podglądacze, pragnący poznać codzienność prezentowanych postaci. Nie szczególnie im kibicujemy, o krytyce również nie ma mowy – przepełnia nas ambiwalencja.  Gdy tak czekamy i patrzymy, ktoś wreszcie otwiera drzwi, wskakujemy do środka, lecz właśnie w tym momencie na ekranie pojawia się czarna plansza z napisami końcowymi – pozostaje niedosyt.

Obraz Dariusza Glazera miał zadatki na coś więcej, niż tylko poprawny dramat z zacięciem społecznym. Gdyby reżyser dał więcej przestrzeni swoim bohaterom, a przez to pozwolił widzom wejść do filmowego świata, mógłby naprawdę wiele zyskać. W konsekwencji jednak wybudował Mur oparty na kliszach – każda próba przeskoczenia nad nim kończy się dość bolesnym upadkiem.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jazdanakrawedzi
Jazda na krawędzi – recenzja
gratajemnic
Grę tajemnic – recenzja
dyktator
Dyktator – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*