mrocznecienieTakże Tim Burton co jakiś czas kręci gorsze filmy. Taką produkcją są właśnie Mroczne cienie oparte na serialu telewizyjnym z drugiej połowy lat 60.

Opowieść rozpoczyna się w XVIII wieku. Rodzina Collinsów wraz z synem Barnabasem przybywają do „nowego, wspaniałego świata”. Ich imperium poszerza się. Mijają lata. Dorosły Barnabas (Johnny Depp) łamie serce podstępnej wiedźmie. Jej zemsta jest okrutna, giną jego rodzice i ukochana, a on sam zostaje zamieniony w wampira. Uwięziony przez wieśniaków w trumnie powraca do życia po ponad dwustu latach.  Światem rządzą hipisi i wolna miłość, nic nie jest takie samo – poza wciąż aktywną wiedźmą.

Mroczne cienie to obyczajowo-przygodowe kino z elementami horroru i garstką komedii, w którym zobaczymy całą plejadę gwiazd  znanych z innych realizacji Burtona (m.in. Helenę Bonham Carter). To dość prosta opowiastka oparta na pomyśle zderzenia kilku płaszczyzn – świata sprzed wieków z latami 60. oraz świata magii z przyziemnym światem przetwórstwa rybnego. Niestety całości brakuje tego „czegoś” – oryginalności z której znany jest Burton. Z tego też powodu powstaje dość przeciętne kino familijne z dreszczykiem, idealne jako produkcja puszczana w weekendowym paśmie rodzinnym.

Mroczne cienie to, należy to powtórzyć, nienajlepszy film autorstwa Tima Burtona. Porządnie sklejona opowiastka na pogodne dni. Nic więcej. Poza kilkoma trikami i klimatem znanymi z innych produkcji tego autora trudno doszukiwać się jakiś rewelacji. Ot, po prostu komercyjny przeciętniak. I raczej takie nastawienie powinno przyświecać wszystkim chętnym, którzy chcą iść do kin. Burton na dużym ekranie w tym roku pojawi się jeszcze raz – z animowanym Frankenweenie. I akurat tutaj nasze apetyty powinny być większe – Mroczne cienie to tylko przystawka.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
antman
Ant Man – recenzja
gniewtytanow
Gniew tytanów – recenzja
asterix4
Asterix i Obelix: W służbie jej królewskiej mości – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*