mojaulicaPamiętam pierwszą wizytę w Manufakturze, wraz z moją mamą, która rozglądając się po nowo wybudowanym kompleksie powiedziała – Wciąż mam przed oczami ludzi, pracujących w tych halach, regularny stukot maszyn… Do tamtego momentu nie docierała do mnie w pełni historia tego miejsca, a przede wszystkim ludzi z nim związanych. Zaś po obejrzeniu dokumentalnego filmu Marcina Latałły Moja ulica, następna wizyta w Manufakturze już nigdy nie będzie taka sama.

W Mojej ulicy poznajemy rodzinę Furmańczyków, mieszkających przy ulicy Ogrodowej 26 w Łodzi – naprzeciwko dawnej fabryki Izraela Poznańskiego, w której pracowało pięć pokoleń tej łódzkiej rodziny. Ich życie diametralnie się zmieniło, gdy po upadku komunizmu w 1989 roku fabryki – będące podstawowym źródłem utrzymania, upadły. Pozostawieni na łaskę nieprzyjaznej im rzeczywistości, musieli stawić czoła nowym czasom.

W filmie Latałły niezwykle ważnym bohaterem jest historia – jej wpływ na nowe pokolenie, a zarazem jej nierozerwalność z przeszłością. Marek, po utracie pracy w fabryce nie jest w stanie podjąć innej, poza murami tej XIX-wiecznej. Mówi – Zostałem zburzony, tak jak ta fabryka.

Jego matka, również pracownica zakładów Poltex, chciałaby jeszcze raz, choć na jeden dzień zająć swoje stanowisko pracy. Niezwykle wymowne są jej słowa wypowiedziane do wnuczka, stojąc tuż przed placem wielkiej budowy, iż nie przyjdzie on tutaj do pracy, ale po rozrywkę…

Zmieniająca się historia i czas, dzieje się tuż za oknami domu Furmańczyków. Nawet zamknięcie w domowych czterech ścianach nie daje ucieczki tej świadomości. Prywatnym rozmowom towarzyszy ciągły łoskot oraz harmider, toczących się robót, których skutkiem będzie powstanie nowego imperium pod miejsce starego, czyli Manufaktury. Stanie się ona mostem pomiędzy współczesnością a przeszłością, starszym pokoleniem bohaterów Mojej ulicy, którzy wraz z wybiciem fabrycznego zegara rozpoczynali kolejny dzień pracy a  rodzącymi się potomkami, którzy przyjdą do Manufaktury w celach rozrywkowych.

Wychodząc z kina po obejrzeniu Mojej ulicy nie ma się ochoty zmieniać świata, powiedzieć: Jutro zacznę wszystko od nowa. Jest to film, który zmienia świadomość łodzianina, związaną z historią jego miasta oraz rodziny. Dlatego moja kolejna wizyta w Manufakturze bądź spacer ulicą Ogrodową będzie miał inny smak, a przede wszystkim – sens.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
sds
Sklep dla samobójców – recenzja
czlowiekzhawru
Człowiek z Hawru – recenzja
marmaduke
Marmaduke – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*