mojrowerO Moim rowerze już od jakiegoś czasu jest głośno – spoty i reklamy zapraszają nas na film, który ma ukazać relacje między trzema pokoleniami mężczyzn: dziadkiem – synem (który jest także ojcem) – wnukiem. Jest to lekkie kino, które wbrew zapowiedziom dość powierzchownie ujmuje powyższy temat.

Punktem wyjścia opowieści, jest odejście od Włodka (Michał Urbaniak) jego żony (a także matki i babki; w tej roli Anna Nehrebecka). Powód jest prosty – pokochała innego, odnalazła spokój i szczęście. Powoduje to lawinę wypadków, w rezultacie których najstarszy z trzech bohaterów ląduje w szpitalu, a do Polski (a dokładniej – do Łodzi) przylatuje rzeczony syn Paweł (Artur Żmijewski, który w tej roli odcina się od ojca Mateusza) oraz wnuczek Maciek (Krzysztof Chodorowski) obaj z zagranicy i obaj z różnych krajów. Okazuje się, że wszyscy panowie od dawna nie mieli okazji się zobaczyć, a to, co mają wspólnie przeżyć bardzo ich do siebie zbliży.

Wspólna podróż stanowi pogłębienie łączących ich problemów. Największym z nich jest oschłość każdego ojca względem każdego syna (jak to zwykle bywa, dziadek i wnuczek są sobie najbliżsi). Powtarza się schemat wycofanego ojca, który w stosunku do dziecka jest szorstki  i surowy.

Te parę dni, które ze sobą spędzą, obfituje w docinki, złośliwości, a także w dość znaczące wydarzenia (których naprawdę jest za dużo jak na półtorej godziny!), które koniec końców skłaniają mężczyzn do refleksji nad tym, dokąd doprowadzili relacje z najbliższymi, ale przede wszystkim zmuszają do spojrzenia w głąb siebie. Każdy z nich ma zrozumieć, jak powiela wyuczone zachowania, a tym samym jak odcina się od rodzicielsko – dziecięcej miłości. Warto przy tym wspomnieć o malutkiej roli Teresy Szmigielówny, która pojawia się tylko na chwilę, by w rozmowie z Pawłem wygłosić znamienną sentencję, chyba najważniejszą dla całego filmu.

Cała opowieść snuta jest dość szybko, lecz przez nagromadzenie dość poważnych wypadków ociera się o komiksowość. Film odbiera się w taki sposób, jak gdyby do zrozumienia ważnych rzeczy potrzebne były tylko wielkie i niespodziewane zwroty akcji, a przecież czasem do największej w życiu zmiany wystarczy mała rzecz, błahostka. Nie doszukałam się tu głębszej analizy relacji ojciec – syn, na którą liczyłam, lecz jeśli ktoś po prostu chce zobaczyć lekką komedię z morałem w tle, to jak najbardziej ją tu znajdzie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pitbull2
Pitbull. Nowe porządki – recenzja
podrozeguliwera
Podróże Guliwera 3D – recenzja
miedzyswiatami
Między światami – recenzja
7 komentarzy
  • voytek
    16 marca 2013 at 17:54

    Alfred Hitchcock powiedział, „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Film „Mój rower” zaczyna się nudną sceną, potem długo, długo są napisy (nie wiem czemu tak długo), no a potem jest już tylko gorzej. Ogromna szkoda dla polskie kinematografii! Takich rzeczy nie powinno się robić i pokazywać w miejscach publicznych!

  • Paweldml
    14 marca 2013 at 23:59

    Film super. W recenzji prawdą jest jedynie to, że recenzentka faktycznie nic z jego przesłania nie zrozumiała.

  • naprawdę kobieta!!!!
    16 lutego 2013 at 21:54

    Naprawdę ŚWIETNY FILM!!! Trochę się popłakałam… nie dla amatorów filmów American Pie…

  • Iza
    8 grudnia 2012 at 14:29

    Robercie, jestem kobietą. Moja przyjaciółka, która film oglądała też jest kobietą.
    Odebralysmy go podobnie. Bardzo, bardzo na plus.
    W tym filmie występują głównie mężczyźni, ale to nie jest film tylko o mężczyznach i męskich sprawach, to film przede w wszystkim o bardzo trudnych relacjach rodzic- dziecko ( bez względu na płeć).
    Może więc „zły” odbiór filmu przez znajome ci kobiety nie jest efektem ich płci, ale zależny był od rodzaju wrażliwości, może doświadczeń życiowych… może jeszcze innych kwestii

  • RobertE34
    8 grudnia 2012 at 00:25

    Film jest niezwykły, ale chyba trzeba być mężczyzną, żeby go zrozumieć. Zauważyłem, że głównie recenzje pisane przez kobiety, oskarżają film o prostotę i małostkowość, podczas gdy mężczyźni cenią go znacznie wyżej. Mówi się, że to mężczyźni nie rozumieją kobiet, ale ze zrozumieniem w przeciwną stronę jest równie, lub nawet dużo trudniej…

  • Iza
    29 listopada 2012 at 06:43

    w życiu różnie bywa.
    Nie wiem ile masz lat, ale powiem Ci, że czasem życie zaczyna przypominać brazylijską telenowelę. Z tą tylko różnicą, ze to my występujemy w roli głównej, chociaż może nie do końca się nam to podoba.
    A do zrozumienia pewnych spraw, czasem wystarczy niewielki impuls, a czasem potrzebna jest lawina.
    Tak więc historia przedstawiona przez Trzaskalskiego, jak najbardziej prawdopodobna,

  • kasia87
    24 listopada 2012 at 21:37

    recenzja prawie tak błyskotliwa jak film

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*