M._TlokinskiMirosław Tłokiński – legendarny pomocnik występował  w łódzkim klubie w latach 1976-1983 roku, kiedy narodził się „Wielki  Widzew”, a klub rozsławił wówczas polską piłkę w Europie. Na otwarciu nowego stadionu przy al. Piłsudskiego 138 nie zabrakło byłych legend, którzy przyczynili się do osiągnięcia wielkich sukcesów Widzewa Łódź.  

Przemysław Sujka: Jakie wrażenia Pana po zobaczeniu nowego stadionu przy al. Piłsudskiego oraz związanej z nim całej ceremonii i meczu z Motorem Lubawa. 

Mirosław Tłokiński  z boiska popularny „Tłoczek”: – Cała otoczka meczu, stadion oraz żywa struktura jaką byli dziś kibice, to było dla mnie coś wspaniałego i szokującego. To co na tym stadionie zobaczyłem i przeżyłem było to „coś” nadzwyczajnego. Drużyna obecnie jest teraz na szczeblu trzecioligowym, gdzie ma nowoczesny stadion i do tego tylu kibiców, tworzących super atmosferę podczas meczu. To jest mistrzostwo Europy. Jeśli chodzi o grę na murawie, występują tam młodzi walczący zawodnicy, robiący co w ich mocy. Niestety jednak ich  temat piłkarski na tym się kończy.  

Przed meczem większość kibiców oczekiwała od zespołu Widzewa wysokiego wyniku, a ogólnie w spotkaniu o zwycięstwo łatwo nie było…  Jak ocenia Pan obecną drużynę Widzewa i czego brakuje tym zawodnikom, aby mieli  taki „widzewski charakter” jak za Pana czasów…      

– Ruchy człowieka, w tym przypadku piłkarza a zwłaszcza jego twarz, pokazuje wiele rzeczy. Gdybym miał to scharakteryzować od strony psychologicznej, choć nigdy w tym zawodzie nie pracowałem. Mogę powiedzieć, że drużyną w meczu bardziej zmotywowaną i chcąca „coś” pokazać byli goście z Motoru Lubawa. Ponieważ mieli oni trudniejszą sytuację związaną z otwarciem stadionu i grając przy tak dużej widzewskiej publiczności, byli bardziej zmobilizowani. Mimo, że wynik meczu był dla nich niekorzystny. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, zawodnicy z Motoru Lubawa mieli je wielokrotnie słabsze  niż drużyna Widzewa. Na pewno drużyna gości była też słabo przygotowana do meczu. W drugiej połowie dało się zaobserwować jak niektórych zawodników łapały skurcze. Wskazuje to, że trenują oni na bardzo niskim poziomie wytrzymałościowym. Jeśli chodzi o piłkarską technikę, to nawet się nie chce na ten temat wypowiadać. Drużyna Widzewa zaprezentowała się lepiej piłkarsko  i dlatego osiągnęła korzystny wynik meczu. Ogólnie poziom piłkarski zawodników obu drużyn, był bardzo niski… Moja krytyka nie jest obnażania słabości i krytykowania obu zespołów. W czasach kiedy my występowaliśmy na boisku w Widzewie, był to zupełnie inny poziom piłkarski. Nie chciałbym porównywać tych chłopaków do naszych umiejętności, gdyż wszyscy kibice dobrze wiedzą jaka jest to teraz przestrzeń.

Może mi Pan wskazać po tym meczu jednego zawodnika z obu drużyn, po którym może widać było chociaż jakiś blask potencjału  z „widzewskiego charakteru”  z tego  Wielkiego Widzewa…

– Żaden piłkarz, ale aby nie zostać przy stwierdzeniu „żaden”, to powiem, że dwóch bramkarzy z oby dwu drużyn rzucili mi się najbardziej w oczy. Bramkarz Widzewa Patryk Wolański nie miał zbyt wielu okazji do interwencji, ale widać, że jest to chłopak solidny. Jeśli chodzi o golkipera z Motoru Lubawa Damiana Suszczewicza pomimo, że wpuścił dwie bramki wykazał się dużymi umiejętnościami jak na ten poziom rozgrywek.

Porównując obu golkiperów do umiejętności bramkarskich byłej legendy klubu jaki był Józef Młynarczyk, to chyba dalekie… Przestrzeń bardzo ogromna i daleka, do tego co osiągnął w swojej karierze bramkarskiej Józef Młynarczyk

Widział Pan wiele stadionów na świecie. Czy zatem nowy stadion wraz z kibicami Widzewa można  porównać do poziomu europejskiego?

– Odpowiem to w sposób szwajcarski czyli finansowy… Za takie pieniądze tak pięknego, kameralnego i rodzinnego stadionu nie widziałem. Wiadomo, że są większe, lepsze i bardziej kosztowniejsze, ale za taką kwotę jaką zbudowano obiekt przy al. Piłsudskiego, to podziwiam. Podziwiam również  wykonawcę, Prezydent Miasta Łodzi oraz widzewską społeczność, którzy dołożyli swoją cegiełkę do budowy tego obiektu. 

Pana wejście na ten nowy stadion, który został wypełniony kibicami po brzegi, czy dało się odczuć ten Widzew za czasów Pana występów i nie było zazdrości, że takiego obiektu wówczas nie wybudowano?

– Nie raz ludzie mówią, że jeden drugiemu zazdrości. Przyznam się, że zazdrościłem tym chłopcom, że na początku kariery mogą grać na takim pięknym obiekcie. Kiedy ja występowałem nie mieliśmy takich możliwości ze strony władz miasta, aby ówczesny prezes klubu Ludwik Sobolewski mógł wybudować taki obiekt. Z drugiej strony nie zazdroszczę też aż tak bardzo, gdyż gdyby wybudowano taki stadion za naszych czasów to by była 1/3 zapotrzebowania pojemności widzów. Na nasze mecze przychodziło 45 tysięcy kibiców, także ten stadion byłby teraz za mały (śmiech).

Czy w pierwszym meczu III ligi za Pana czasów kiedy był Pan w Widzewie, można by było też taką atmosferę stworzyć jak na meczu otwarcia?

– Aż takiej raczej nie, chodź kibice byli… ale tym czynnikiem motywującym ich do obecności w tak dużej liczbie i stworzenia super atmosfery podczas meczu z Motorem Lubawa, było otwarcie nowego  stadionu. Jakby to był wciąż ten sam stadion – stary z piaskowo-betonowymi trybunami, to zapewne by tak nie zareagowali. Obecnie obiekt Widzewa można porównać do nowoczesnego kina kameralnego i warto do niego iść.

DSC_0679

Obecnie klub występuje na poziomie trzecioligowym, ale ma nowoczesny obiekt. Kiedy Widzew występował w Ekstraklasie i były sukcesy, to wtedy brakowało tak nowoczesnej infrastruktury…

– Powtarzam, że ojcem sukcesu był ówczesny prezes Ludwik Sobolewski. Można powiedzieć, że troszkę za wcześniej się urodził i nie w odpowiednim czasie. Kiedy prezes Sobolewski stworzył ten „Wielki Widzew” i miał pewne możliwości finansowe, to niestety jego cel dalszy i wyższy się już nie udał. Prezesowi Sobolewskiemu, o czym mówił, nie udała się  transformacja z systemu komunistycznego do kapitalizmu i zawodowych klubów. Cała otoczka polityczna i finansowa była w tamtych czasach niesprzyjająca klubowi. O dokonaniach prezesa Sobolewskiego do roku 1983 można byłoby stworzyć film,  zachować jego wiek, młodość i przesunąć to na obecny czas. Zapewne wtedy mielibyśmy drugi europejski Widzew  i to w tak pięknej otoczce.

Może ma Pan jakąś radę  dla obecnych ludzi zarządzających klubem, aby Widzew powrócił do w niedługim czasie do ekstraklasy i rozgrywał mecze w europejskich pucharach… 

– Myślę, że całe to oczekiwanie szybkiego powrotu Widzewa na europejskie salony to na razie jedynie emocjonalne i teoretyczne założenie. W praktyce trzeba trochę inaczej w tym wszystkim działać i stworzyć inne struktury, aby osiągnąć ten cel. Powiem jeszcze coś ciekawego – w życiu są dwa wybory: mamony albo mądrości. Jest takie lekarstwo i to proste, a nazywa się mądrość, czego włodarzom klubu życzę.

Przy okazji ceremonii otwarcia stadionu , mógł Pan spotkać się ze swoimi dawnymi kolegami z boiska..

– Miło było spotkać się ponownie, ale nie mogłem ze wszystkim kolegami porozmawiać… Jedynym miejscem, gdzie spotkaliśmy się wszyscy razem, była boiskowa murawa, ale wtedy byliśmy dla kibiców i mediów. Niestety stworzono taką sytuację, że podczas meczu siedzieliśmy w innych sektorach i byliśmy od siebie oddaleni. W pewnym momencie zebraliśmy się w kilku i siedzieliśmy obok siebie. Szkoda, że nie poświęcono dla nas pomieszczenia, abyśmy byli wszyscy razem w całej grupie byłych piłkarzy. Wówczas byłby to wieczór przepiękny, a tak został lekki niedosyt. 

Czy jeszcze w tym roku będzie Pana można zobaczyć na meczu przy al. Piłsudskiego?

– W tym roku jeszcze z oddalonej Genewy będę chciał zapewne pojawić się na stadionie przy alei Piłsudskiego, gdyż jestem z tym klubem uczuciowo i emocjonalnie związany. Cały czas śledzę losy klubu i wiem co się dzieje.   

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
ks_d_-_legia_warszawa_13_20110830_1947790808
Cracovia – ŁKS Łódź 0:1
ŁKS rozpoczął przygotowania (foto)
ŁKS Łódź – Puszcza Niepołomice 2:0 (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*