DSC_0150W piątek, 8 listopada, w Bajkonurze, odbył się koncert zespołu Mikrokolektyw. Jazzowy duet zaprezentował zgromadzonej publiczności utwory z ostatniej płyty „Absent Minded”. Nie zabrakło również kompozycji z innych albumów grupy.

Muzyka płynąca z głośników od początku wprowadziła mnie w mistyczny nastrój. Wszystko za sprawą nieprzeciętnych umiejętności łączenia dźwięków przez perkusistę Kubę Suchara oraz trębacza Artura Majewskiego. Takie utwory jak „Sonar Toy” czy „Thistle Soup” pozwoliły mi odpłynąć w krainę muzyki pozbawionej oczywistej dla ucha harmonii, w której jedynym elementem spajającym całość jest perkusja, ale też nie zawsze. Jednocześnie, w zagranych tego wieczora kompozycjach, bębny, jak to często bywa, nie pełniły roli służebnej w stosunku do innych instrumentów. Były autonomicznym środkiem artystycznego wyrazu, a momentami wręcz dominowały nad trąbką i elektroniką, która jest chyba najbardziej charakterystycznym elementem brzmienia grupy.

Mocno eksperymentalna muzyka Mikrokolektywu przy pierwszym kontakcie wydaje się czymś na pograniczu zwyczajnego hałasu i przypadkowej twórczości, zwanej jeszcze przez zwyczajną grzeczność sztuką. Jednak w pozornym chaosie, spowodowanym wielością dźwięków i skomplikowaną strukturą utworów, tego wieczora można było zatracić się bez reszty. Na pierwszy plan wybijała się trąbka, której brzmienie i sposób akcentowania przypominały fragmenty utworów z najbardziej awangardowej płyty Milesa Davisa – „Bitches Brew”. Z kolei wykorzystanie przez zespół dodatkowych środków ekspresji takich jak wspomniane już podkłady elektroniczne, metalowe garnki czy pozwijane kable celowo zniekształcające brzmienie urządzeń elektronicznych, dodało muzyce Mikrokolektywu świeżości i przestrzeni. Transowe bębny rodem z afrykańskiej puszczy nawet na moment nie pozwalały zapomnieć, która rasa odpowiada za powstanie pierwotnego jazzu – muzyki czarnej, improwizowanej, a przez to nieprzewidywalnej. Nie przez przypadek zespół nagrywa swoje płyty w Stanach Zjednoczonych – ojczyźnie jazzu, miejscu w którym każdy przejaw muzycznej ekspresji jest akceptowany i ściśle powiązany z założeniami gatunku, który z samej definicji nie jest niczym ograniczony.

DSC_0121

W czasie ponad godzinnego koncertu muzycy w żaden sposób nie komunikowali się z publicznością. Nie padły żadne słowa powitania, zapowiedzi utworów czy komentarzy, dotyczących samej płyty. Na koniec artyści wspomnieli jedynie o możliwości zakupu albumu, ukłonili się i szybko zeszli ze sceny, a uczucie chwilowego powrotu do źródeł muzycznej natury człowieka pozostało we mnie długo po zakończeniu koncertu. Nikt niczego nie musiał tłumaczyć – muzyka obroniła się sama, a informacja o tytułach kompozycji okazała się zupełnie zbędna.

/fot. Joanna Wal

Zobacz także:

Marek Napiórkowski Trio w Bajkonurze (foto)

Forma i Hunted By The Waves w Bajkonurze (foto)

100nka w Bajkonurze (foto)

NieMaTotAmtO w Bajkonurze (foto)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
DSC_0349
Wieże Fabryk w Klubie DOM (foto)
honey_013
Honey w Manufakturze (foto)
IMG_7754
Big Band Jazzowia w Domu Literatury (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*