DSC00048

Uwielbiam rosół mojej mamy, włoską pizzę, meksykańskie chili, francuski quische i japońskie sushi. Smakuję, próbuję i potrafię znaleźć coś dla siebie w każdej kuchni świata, a jednak, kiedy mam ochotę na coś wyjątkowego wybieram kuchnię indyjską.

Jest coś niesamowitego w sposobie przygotowania potrawy. Przyprawy są tak dobrane, że nawet mała ilość potrafi nasycić wielkie apetyty. Symfonia smaku, koloru, zapachu i tekstury sprawia, że posiłek pochłaniamy wszystkimi zmysłami.

W Łodzi powstało kilka całkiem niezłych restauracji, ale są one przygotowane raczej dla turystów w duchu bollywoodzkiego kiczu. Często wypędzają mnie jeszcze przed deserem, ponieważ tak, jak uwielbiam jedzenie, tak nie mogę strawić indyjskiej muzyki, która straszliwie bije po uszach.

Gorszą słyszałam jedynie w chińskich bufetach, w których to ścieżkę dźwiękową do posiłku stanowią szlagiery Britney Spears grane na syntezatorze.

Jeśli więc tak samo jak ja macie wrażliwe ucho i również tego organu używacie przy posiłku, a macie ochotę na kulinarną podróż do Indii, zapraszam do wspólnego gotowania!

DSC00028

Tak samo jak obiad ma swoją kolejność, tak i ja przedstawię te pyszności od początku, czyli od bardzo popularnej indyjskiej przystawki – Samosa.

Samosy to trójkątne pierożki nadziewane aromatycznymi warzywami, serem bądź mięsem, smażone w głębokim tłuszczu, które podaje się z łagodnym miętowo- jogurtowym sosem.

Europejczycy znają je z Indii a tak naprawdę przyrządzane są w całej południowej Azji, aż po Afrykę. Pierwsze wzmianki odnotowane przez irańskiego historyka pochodzą już z X wieku, potem XIII i XIV-sto wieczne księgi wspominają o ucztach, podczas których zajadano się samosami. Do dziś, nieustannie popularne, przygotowywane są tradycyjnie w domach, jak również stanowią indyjski fast-food sprzedawane w ulicznych budkach. To niesamowite, jak wiele potraw zachowało się przez wieki do naszych czasów, podczas gdy w Polsce dziwnym powojennym trafem indyki, dziki i rydze zamieniliśmy na mielone, schabowe i borowikową z torebki. Wyobrażacie sobie pieczyste z Rzacholeckiego lasu sprzedawane na łódzkich skwerkach?

Ten pomysł zostawiam na kolejne tygodnie a dziś proponuję trochę smażenia, przyprawiania, ugniatania, wałkowania, lepienia i znów smażenia. Jeśli dla kogoś brzmi to jak ciężka praca, zapewniam, że aromat i smak wynagrodzą kuchenne znoje.

Składniki:

Ciasto:

225gram mąki

2 łyżeczki soli

2 łyżki oleju

80ml ciepłej wody

Farsz mięsny:

500gr mięsa mielonego (wołowego lub wołowo- wieprzowego)

1 cebula

2 ząbki czosnku

1 mała papryczka chili

1 łyżka kurkumy

1 łyżeczka mielonego kminku

1 łyżeczka kolendry

2 łyżeczki imbiru (najlepiej świeżego)

50ml siekanej mięty (najlepiej świeżej)

sok z jednej cytryny

2 łyżki oleju

1 łyżeczka słodkiej papryki

1 łyżeczka curry

sól, pieprz

Farsz wegetariański:

2 duże ziemniaki

½ filiżanki zielonego

groszku

2 papryczki chili

2 łyżeczki startego imbiru

1 łyżeczka mielonego kminku

1 łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka kolendry

1 łyżeczka garam masali

1 łyżeczka mango w proszku

2 łyżeczki oleju

Sos:

100ml naturalnego jogurty

50 ml śmietany 15%

pół ząbka czosnku

pół garści siekanej mięty

sól, pieprz, słodka papryka do smaku

Zaczynam od ugotowania ziemniaków, które powinny być na wpół twarde. Kiedy ziemniaki tańczą na wodzie zabieram się za przygotowanie ciasta.

Mąkę i sól mieszam ze sobą w małej misce, robię dziurkę na środku i do tak uformowanego kopca nalewam olej i trochę wody.

Mieszam i wlewam powoli resztę wody ugniatając mączną masę aż do wyrobienia ciasta. Przykrywam je ściereczką i odkładam do odpoczęcia na około 30minut.

W tym czasie przygotowuję dwa farsze. Są one banalnie proste do przyrządzenia. Na dwie rozgrzane łyżki oleju wrzucam drobno posiekaną cebulkę, dodaję czosnek i przyprawy.

Mieszam wszystko smażąc do miękkości na dużym ogniu (około 2minuty). Dodaję rozdrobnione mięso i brązowię obtaczając w przyprawach. Dodaje drobno posiekane chili i starty imbir.

Usmażony farsz zdejmuję z ognia, wyciskam sok z cytryny, posypuję zieloną miętą i mieszam jeszcze raz dokładnie. Odstawiam do przestudzenia.

Na drugiej patelni rozgrzewam kolejne 2 łyżki oleju, dorzucam kminek i zielony groszek. Smażę chwilę intensywnie mieszając i dodaję resztę przypraw, drobno posiekane chili i starty imbir. Mieszam i dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki.

Obtaczam ziemniaki w aromatycznej masie i próbuję doprawiając w razie potrzeby solą, pieprzem itp. Smażę około 4-5 minut intensywnie mieszając.

Po tym czasie zdejmuję z ognia i odstawiam do przestygnięcia. Kuchnia pachnie orientem, nozdrza nasycają się pysznościami, a ja ćwiczę już hart ducha, aby nie wyjeść farszu przed ulepieniem pierożków.

Kiedy mięso i ziemniaki odpoczywają na patelni dzielę ciasto na 8 równych części. Podsypuję deskę odrobiną mąki (dodaję najmniej jak to możliwe, aby ciasto się nie kleiło), rozkładam ósmą część ciasta i formuję z niej cienkie kółko.

Jeśli nie macie jeszcze wprawy w tworzeniu idealnych krągłości za pomocą wałka można pomóc sobie nieco wykrawając kształt nożem.

Przecinam kółko na pół i formuje rożek zlepiając dwie ścianki wodą (patrz. rysunki poniżej), do rożka nakładam 2 łyżki farszu i zalepiam ciasto za pomocą wody (patrz rys. poniżej). W ten sam sposób lepię kolejne pierożki, aż do wyczerpania zapasów.

Na dużej patelni rozgrzewam sporą ilość oleju roślinnego (tak, aby zakrył połowę płasko leżącego pierożka). Na rozgrzany olej wrzucam po kolei samosy  i smażę z dwóch stron na złoty kolor. Samosy podaję na gorąco z chłodzącym sosem.

Do miseczki nalewam 100ml jogurtu naturalnego i 50ml gęstej śmietany. Dodaje sól, pieprz, pół ząbka czosnku i szczyptę papryki. Dosypuję pół garści mięty i dokładnie mieszam.

Dla dekoracji posypuję wszystko siekanym szczypiorkiem i serwuję ze świeżymi warzywami (pomidor, sałata, ogórek, oliwki itp.)

DSC00032

Wiem, że połowa entuzjastów odpadła na wyliczaniu dodawanych przypraw, więc szybko napiszę, że wszystkie są do kupienia przy Piotrkowskiej 82, dodatkowo ci, którzy znają mnie osobiście mogą liczyć na mini pakiety startowe, a resztę zachęcam do poszerzenia oferty stojaczka z przyprawami o te egzotyczne specjały. Można je dostać w większości na wagę, nie są drogie i będą często używane w kolejnych orientalnych propozycjach. Jeśli to was nie przekonuje, dodam, że widziałam w internecie purytańskie wersje samosów przygotowywanych jedynie z kminkiem, chili, solą i pieprzem 🙂

Smacznego !!!

I pamiętajcie, że jedzenie smakuje lepiej, jeśli dzielicie się nim z innymi!

Samosy Samosy Samosy
Samosy Samosy Samosy
Samosy Samosy Samosy
Samosy Samosy Samosy

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
glowne_targ_food
Wrześniowy Łódź Street Food Festival! (foto)
karta3a
31. edycja Wampiriady
DSC00137
Łódź na widelcu: Pieczona kaczka z pomarańczami i tymiankiem
8 komentarzy
  • Niesiak
    14 stycznia 2011 at 07:23

    Hmm. Może dla niektórych ta muzyka trochę wkurzająca, ale po prostu pasuje do tego miejsca:) (Piotrkowska 69) Atmosfera przyjazna, odprężająca. A ja wiem o dwóch Ganeshach, a jakie są jeszcze tego typu miejsca w Łodzi?

  • Marlenka
    3 września 2010 at 09:58

    Zrobilam wczoraj na obiad i wyszly przepyszne!!!! moze nie tak kształtne jak te..ale nastepnym razem beda idealne:) Pozdrawiam i dziekuje za przepis!!!

  • Justyna
    1 września 2010 at 18:06

    Osobiście próbowałam i są fantastyczne 🙂

  • Martek
    31 sierpnia 2010 at 14:48

    chceeeeee…kiedy przyjezdzasz??:)))

  • Izabela
    31 sierpnia 2010 at 10:34

    Zjadłabym, zjadła, 🙂

  • eli
    30 sierpnia 2010 at 19:00

    Przepycha, juz mi slinka cieknie na klawiature:) Zawijam rekawy i lepie!!!!! Napisze jak wyszlo! A przepis i zdjecie jak zwykle pierwsza klasa!!! Pozdrawiam:)

  • Asiek
    30 sierpnia 2010 at 17:16

    ja chcę do Małgosiiiiii !!!!!!!!!!!!!!

  • Arcadious
    30 sierpnia 2010 at 12:21

    Farsz mięsny równie wymagający co wegetariański – sprawiedliwie! Jutro wyprawa po przyprawy i zobaczymy 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*