Matka Teresa od kotów – recenzja

matkateresaodkotow„Zbrodnia to niesłychana”…synowie zabiają matkę. Na początku filmu dowiadujemy się już prawie wszystkiego i od pierwszych minut zadajemy sobie pytanie: dlaczego?

  
Fabuła „Matki Teresy od kotów” wciąga widza w pętle wydarzeń, cofamy się do zwyczajnego, codziennego, monotonnego życia. A złem okazuje się Artur (Mateusz Kościukiewicz), który namawia swojego brata do współudziału w morderstwie własnej matki. Jak wiele może się zmienić w naszym życiu przez trzynaście miesięcy, od przepięknych chwil na łonie przyrody do rodzinnej tragedii.

Czy do końca można uznać za zwyczajną rodzinę zilustrowanych bohaterów? Ojciec wrócił z misji w Afganistanie i nie do końca potrafi spełnić rolę głowy rodziny. Nikt nie reaguje oprócz Teresy na niewłaściwe zachowanie starszego syna, który niszczy całą rodzinę, a przede wszystkim sprowadza na złą drogę młodszego brata Marcina (Filip Garbacz). Złym duchem rodziny jest niewątpliwe Artur, który wprowadza napięcie i sytuacje konfliktowe.  Patrząc na niego przez pryzmat tych kilku miesięcy dostrzegamy w nim agresję, niespokojne, dziwne, irracjonalne zachowanie.

Artur żyje w innym wyimaginowanym, stworzonym przez siebie świecie, w który wciąga swojego młodszego brata. Konsekwencje są nie do odwrócenia, mimo, że obiecał bratu, że wszystko będzie dobrze, pada nawet stwierdzenie na początku tejże produkcji „to tylko gra”. To nie był film, to nie była gra, nic już nie będzie takie jak przedtem. Nie ma możliwości odwrotu.

Film oparty na faktach tym bardziej przemawia do naszej świadomości i wywołuję nasze oburzenie. Nazwałabym całą projekcję, jednoznacznie jako wizje całej naszej polskości. Nikt nie reaguje w porę na złe zachowanie Artura, każdy przymyka oko, aż nie dojdzie do nieszczęścia. W całyej produkcji naszą sympatię budzi przede wszystkim Teresa (Ewa Skibińska), która jest wzorem do naśladowania. Pracuje od świtu do zmierzchu goniąc za klientami sprzedając ubezpieczenia, poza tym  wzrusza widza fakt, iż przygarnia wszystkie błąkające się po okolicy koty.

W filmie warto zwrócić uwagę na dobra muzykę i mistrzowską grę aktorską. W oczach Artura granego przez Mateusza Kościukiewicza dostrzegamy oznaki diabelskości. Przez całą projekcję widzimy w nim młodego, nieuporządkowanego, rozbitego emocjonalnie człowieka. Przyjemnie na ekranie zobaczyć choć w epizodycznej roli, Ewę Szykulską (Krystyna, przyjaciółka Teresy).

 

3 komentarze do “Matka Teresa od kotów – recenzja

  • 19 września 2010 o 22:23
    Bezpośredni odnośnik

    „Nikt nie reaguje w porę na złe zachowanie Artura,” to nie złe zachowanie, to objawy choroby psychicznej.

    Odpowiedz
  • 20 września 2010 o 05:34
    Bezpośredni odnośnik

    „W oczach Artura granego przez Mateusza Kościukiewicza dostrzegamy oznaki diabelskości. Przez całą projekcję widzimy w nim młodego, nieuporządkowanego, rozbitego emocjonalnie człowieka.” Nie chciałam używać zbyt mocnych słów, i oceniać jednoznacznie bohatera, ale można zgodzić się z komentarzem Ewy, że u Artura widoczne były objawy choroby psychicznej.

    Odpowiedz
  • 19 listopada 2014 o 16:20
    Bezpośredni odnośnik

    Rozbawilo mnie zdanie w tym opisie zdanie- ,,jest wzorem do nasladowania,pracuje od switu do zmierzchu,goniąc, 😥 To jakas kpina z poskich matek,pewnie pisal to ktos z prowincji i starej daty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy