mangleWszyscy kiedyś kończą z kotem – to śmiałe stwierdzenie nie raz można zasłyszeć w rozmowach o starości. Bywa, że to ostatni obiekt uczuć jaki pozostał nam po latach męczących, przemijających kontaktów międzyludzkich.

Manglehorn  to obraz samotnej codzienności starca, wypełniający pustkę listami do Clary. Listami czytanymi w myślach przez cały film, listami, które nigdy nie docierają do nadawcy. Po pozostałym żalu ze złych decyzji za młodu, gorzka pigułka starości zamienia Manglehorna w introwertyka, niezdolnego do zacieśnienia więzi z synem czy urzędniczką Holly, która dostrzega w Angelo kogoś więcej niż towarzysza piątkowych rozmów.

Sceny takie jak Al Pacino siedzący na gałęzi z kotem na rękach czy serenada miłosna w biurze przywołują uśmiech na twarzy. Zostaliśmy przyzwyczajeni do Pacino odgrywających role przywódczych drani z rządzą pieniędzy i władzy, jak w Człowieku z blizną. W pewnym sensie można nawet łączyć ze sobą te dwie role aktora. Brawura za młodu i stabilizacja na starość. Ile razy życie pisze taki scenariusz każdemu z nas. Uczucie, jakim Manglehorn darzy swojego kota to idealny dowód na drzemiącą w nim empatię, którą po latach przejść i zawodów ciężko jest mu odczuwać w stosunku do ludzi.

Nie do takiego kina przyzwyczaił na Al Pacino, jednak warto obejrzeć ten film, aby zobaczyć jak nawet tak „twarde” postaci łagodnieją na starość, aby poświęcać się dla czworonoga.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
whiplash
Whiplash – recenzja
fighter
Fighter – recenzja
nedznicy
Nędznicy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*