macondoŻyjemy w kraju, w którym mężczyzna, mając 25 lat, wciąż mieszka z rodzicami, a jego sytuacja zawodowa jest stale niepewna. Dotyczy to także kobiet, jednak z uwagi na fakt, iż głównym bohaterem jest jedenastoletni chłopiec, termin 'mężczyzna’ celowo został użyty jako pierwszy.

Osobą, która oprowadza nas po swoim świecie jest Ramasan – jedenastoletni  emigrant z Czeczeni. Mieszka z matką i dwiema młodszymi siostrami – Iman i Rosą. Z powodu braku ojca chłopiec niezależnie od siebie został „głową rodziny”. Objawia się to między innymi w tym, że samodzielnie robi duże zakupy, każdego dnia odprowadza swoje siostry ze szkoły, pilnuje ich na placu zabaw, a w momencie, kiedy matka zostawia garnek na gazie, nasz bohater w porę reaguje. Sytuacja zmienia się, gdy w życiu Ramasana pojawia się Isa – człowiek, który przyjaźnił się z ojcem chłopca i w dodatku widział jego śmierć na polu walki. Z czasem pomiędzy mężczyzną a matką chłopca nawiązuje się relacja, co automatycznie skłania Ramasana do pewnego wycofania się, a w konsekwencji konfliktu z prawem.

Reżyserem, a raczej reżyserką obrazu jest debiutantka – Sudabeh Mortezai, która skupia się tylko i wyłącznie na chłopcu, jego doświadczeniach, jego bólu, jego radości. W filmie nie ma momentu, najkrótszej sceny, w której nie pojawiłby się nasz jedenastoletni bohater. Kamera wręcz dyszy za jego plecami, śledzi każdy jego ruch, ale wydaje się, że Ramasan pozwala nam zobaczyć to, co chce, żebyśmy zobaczyli.

W obrazie Mortezai najlepszy wątek stanowi relacja Ramasana z Isą. Panowie zaprzyjaźniają się, razem majsterkują, rozmawiają jak równy z równym. W momencie, w którym Isa „wprowadza się” w życie Aminat – matki chłopca, Ramasan reaguje agresywnie na mężczyznę, bo to w końcu on jest panem domu, on dba o dobro i bezpieczeństwo najbliższych i nigdy nie pozwoli na to, aby jego obowiązki przejął ktoś obcy.   

Przeczytałem wiele pochlebnych opinii na temat „Macondo”, jednak tempo filmu, jego nazbyt kameralna aura spowodowały, że mógłby skończyć się pół godziny wcześniej. Z góry uprzedzę, iż nie jestem zwolennikiem blockbusterów i efektownych produkcji, ale to, co zobaczyłem od połowy zaczęło po prostu nudzić. Film godny polecenia tym, którzy mają dość polskiej błazenady i hollywoodzkiego patosu, jednak rekomendowanego arcydzieła nie uświadczą.
   
W „Macondo” moją ulubioną sceną jest ta, w której Ramasan dostaje zegarek po ojcu. Isa przy użyciu noża dziurkuje pasek zegarka, ponieważ ten jest na chłopca za duży. Chyba jestem ignorantem za małym na takie produkcje, a jeśli nie, to proszę – kupcie mi zegarek w odpowiednim rozmiarze.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
terminator5
Terminator: Genisys – recenzja
kowbojeobcy
Kowboje i obcy – recenzja
sekret
Sekret afrykańskiego dziecka – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*