lucy

Z najnowszym filmem Luc Besson należy obchodzić się ostrożnie i z dystansem. Na pierwszy rzut oka może razić, jednak z czasem widz powinien poczuć się usatysfakcjonowany.

Rzecz rozpoczyna się w Taipei. Niezbyt rozgarnięta Lucy (Scarlett Johansson) wpada w pułapkę zastawioną przez Pana Janga (Min-sik Choi). Jej chłopak zostaje zastrzelony, a ona sama zostaje zmuszona do bycia „mułem”. Ma przewieźć zagranicę zaszytą w sobie paczkę nowego typu narkotyku, który dosłownie daje kopa. Traf chce, że pigułki w dużej ilości dostają się do jej organizmu. Lucy z minuty na minutę staje się mądrzejsza i silniejsza. Wykorzystuje coraz więcej procent swojego mózgu. Jednak wie, że wkrótce umrze.

Lucy należy do gatunku fantastyki filozoficznej. Film porusza kwestie ontologiczne, prezentuje kilka ciekawych teorii związanych z wykorzystaniem mózgu przez gatunek ludzki czy też spojrzenie na podstawowe teorie istnienia świata. Niestety aby dojść do najciekawszych fragmentów trzeba przebrnąć przez pierwsze 40 minut – pełne banału i… bardzo słabego montażu (sceny wzięte żywcem z Discovery Chanel są tu zupełnie zbędne).

Mówi się, że Lucy to jeden z lepszych filmów Bessona i należy to potwierdzić. Gdyby jeszcze reżyser pozbył się niepotrzebnego patosu i było więcej scen komediowych – wtedy można by powiedzieć o bardzo dobrej produkcji. A tak mamy dość ciekawy produkt, który jednak, ze względu na tematykę, nie spodoba się zbyt wielu widzom.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
greenlantern
Green Lantern – recenzja
sontosong
Song to Song – recenzja
ave
Ave – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*