191044Ile właściwie istnieje prawd? Czy to możliwe, aby każdy miał swoją, a mimo wszystko twierdził, że prawda jest tylko jedna?

Człowiek, jako stworzenie, zdawałoby się, obdarzone inteligencją, uparcie stara się postrzegać świat w sposób tak subiektywny jak to tylko możliwe. Nie przypuszcza niemal nigdy racji innych, a nawet jeśli to nie inaczej jak pozornie, pozbawiony argumentów, zastraszony, czy pragnący wkraść się w łaskę silniejszych.

Dla każdego z nas nie ma innej prawdy niż nasza własna. Sami jesteśmy swoimi najlepszymi psychologami, gdyż i tak, rozmawiając o naszych problemach tak naprawdę nie szukamy w nich fundamentalnych przyczyn, zarzewia powstania sytuacji bez wyjścia, rodzenia się animozji. W rozmowie, konsultacji szukamy jedynie podpowiedzi rozwiązań, które możemy zastosować, nie obwiniając się, zrzucając ewentualne konsekwencje na innych.

Zapominamy czasem o naszym egoizmie i niekiedy rzeczywiście staramy się obserwować świat pozornie obiektywnie, stosując w swych zachowaniach litość, współczucie, czując cheć i potrzebę niesienia pomocy. Zapędzając się jednak w pułapkę własnej obłudy w końcu zauważamy jak bardzo mogliśmy się pomylić.

Pomagamy, gdyż boimy się, że i nam kiedyś, ktoś może nie udzielic pomocy. Litujemy się, bo obawiamy się braku litości w stosunku do nas, gdy sami nie będziemy mogli poradzić sobie z życiem. Współczujemy ot, dla poklasku, bo tego własnie się od nas wymaga. Czegoś na pokaz, czegoś subiektywnie szczerego i powszechnie akceptowalnego. Wymaga się od nas “normalności”.

Sadystyczne wręcz ograniczenia, które nakładamy na siebie sami i które nakłada na nas od najmłodszych lat społeczeństwo dają w dorosłym życiu współczesnego człowieka owoc niespełnienia, niedosytu, stłamszenia i frustracji. I… całe szczęście, bo co stałoby się, gdybyśmy poznali ogólną prawdę o sobie?

Gdyby nie ograniczenia moralne, etyczne, kagańce stworzone przez wielowiekowy dorobek filozoficzny, społeczny i kulturalny przez ludzkość sobie samej, nie moglibyśmy nazywac się przecież ludźmi. To właśnie jarzmo wymaganych zachowań, konwenansów i zasad świadczy o naszym humanitaryzmie, o naszym zrozumieniu potrzeby samodoskonalenia, wbrew podstawowym instynktom i wbrew samej naturze.

Coetzee, podobnie jak my, zdaje sobie sprawę z rys, pęknieć, okrutnych wycieków agresji, egoizmu, zezwierzęcenia, tworzących się na tak cienkiej jeszcze skorupie samoograniczeń, otaczającej czarne jądro natury współczesnej ludzkości. Ukazuje implikacje wojny takie, jakimi są. Ukazuje konsekwencje zerwania z przyjętymi normami i głębokie blizny, które pozostawiają one w świadomosci tych, którzy musieli tego zerwania doświadczyć.

“Ciemny kraj” to studium okrucieństw zadawanych nam przez nas samych. Okrucieństw o tyle gorszych od samokontroli i nałożenia na siebie konkretnych barier, o ile tylko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić…

Liberate tute me ex infernis.


John Maxwell Coetzee (ur. 1940 w Kapsztadzie) – pisarz południowoafrykański, obecnie obywatel i mieszkaniec Australii, laureat Literackiej Nagrody Nobla (2003). Autor prozy psychologicznej silnie inspirowanej egzystencjalizmem oraz prozą poetycką, nieraz porównywany z Josephem Conradem oraz Gabrielem Garcíą Márquezem. Oprócz Nagrody Nobla, jako pierwszy twórca otrzymał dwukrotnie najbardziej prestiżową nagrodę literacką dla literatury anglojęzycznej, Bookera – w 1985 i 1999.
Człowiek, jako stworzenie, zdawałoby się, obdarzone inteligencją, uparcie stara się

postrzegać świat w sposób tak subiektywny jak to tylko możliwe. Nie przypuszcza

niemal nigdy racji innych, a nawet jeśli to nie inaczej jak pozornie, pozbawiony

argumentów, zastraszony, czy pragnący wkraść się w łaskę silniejszych.

Dla każdego z nas nie ma innej prawdy niż nasza własna. Sami jesteśmy swoimi

najlepszymi psychologami, gdyż i tak, rozmawiając o naszych problemach tak naprawdę

nie szukamy w nich fundamentalnych przyczyn, zarzewia powstania sytuacji bez wyjścia,

rodzenia się animozji. W rozmowie, konsultacji szukamy jedynie podpowiedzi rozwiązań,

które możemy zastosować, nie obwiniając się, zrzucając ewentualne konsekwencje na

innych.

Zapominamy często o naszym egoizmie i niekiedy rzeczywiście staramy się obserwować

świat pozornie obiektywnie, stosując w swych zachowaniach litość, współczucie, czując

cheć i potrzebę niesienia pomocy. Zapędzając się jednak w pułapkę własnej obłudy w

końcu zauważamy jak bardzo mogliśmy się pomylić.

Pomagamy, gdyż boimy się, że i nam kiedyś, ktoś może nie udzielic pomocy. Litujemy

się, bo obawiamy się braku litości w stosunku do nas, gdy sami nie będziemy mogli

poradzić sobie z życiem. Współczujemy ot, dla poklasku, bo tego własnie się od nas

wymaga. Czegoś na pokaz, czegoś subiektywnie szczerego i powszechnie akceptowalnego.

Wymaga się od nas “normalności”.

Sadystyczne wręcz ograniczenia, które nakładamy na siebie sami i które nakłada na nas

od najmłodszych lat społeczeństwo dają w dorosłym życiu współczesnego człowieka owoc

niespełnienia, niedosytu, stłamszenia i frustracji. I… całe szczęście, bo co

stałoby się, gdybyśmy poznali ogólną prawdę o sobie?

Gdyby nie ograniczenia moralne, etyczne, kagańce stworzone przez wielowiekowy dorobek

filozoficzny, społeczny i kulturalny przez ludzkość sobie samej, nie moglibyśmy

nazywac się przecież ludźmi. To właśnie jarzmo wymaganych zachowań, konwenansów i

zasad świadczy o naszym humanitaryzmie, o naszym zrozumieniu potrzeby

samodoskonalenia, wbrew podstawowym instynktom i wbrew samej naturze.

Coetzee, podobnie jak my, zdaje sobie sprawę z rys, pęknieć, okrutnych wycieków

agresji, egoizmu, zezwierzęcenia na tak cienkiej jeszcze skorupie samoograniczeń

otaczającej czarne jądro natury współczesnej ludzkości. Ukazuje implikacje wojny

takie, jakimi są. Ukazuje konsekwencje zerwania z przyjętymi normami i głębokie

blizny, które pozostawiają one w świadomosci tych, którzy musieli tego zerwania

doświadczyć.

“Ciemny kraj” to studium okrucieństw zadawanych nam przez nas samych. Okrucieństw o

tyle gorszych od samokontroli i nałożenia na siebie konkretnych barier, o ile tylko

jesteśmy sobie w stanie wyobrazić…

Liberate tute me ex infernis.

John Maxwell Coetzee (ur. 1940 w Kapsztadzie) – pisarz południowoafrykański, obecnie

obywatel i mieszkaniec Australii, laureat Literackiej Nagrody Nobla (2003). Autor

prozy psychologicznej silnie inspirowanej egzystencjalizmem oraz prozą poetycką,

nieraz porównywany z Josephem Conradem oraz Gabrielem Garcíą Márquezem. Oprócz

Nagrody Nobla, jako pierwszy twórca otrzymał dwukrotnie najbardziej prestiżową

nagrodę literacką dla literatury anglojęzycznej, Bookera – w 1985 i 1999.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_0614
Spotkanie z Aleksandrem Kaczorowskim w Domu Literatury (foto)
jablonska_009
Kawiarnia Literacko-Muzyczna z Renatą Jabłońską (foto)
IMG_5642
Ewa Lipska laureatką Nagrody Tuwima 2017 (foto)
1 Komentarz
  • Agata Jędrzejewska
    7 stycznia 2010 at 20:25

    ja się od kilku dni zabieram za “Czekając na barbarzyńców”

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*