listydomKolejna polska komedia romantyczna? Kolejny filmik o prostych rzeczach i podstawowych wartościach? Kolejny obraz, który trochę rozśmieszy, a trochę wyciśnie łez? TAK! KOLEJNY.  Jednak mimo to inny od wcześniejszych.

Zasadnicza akcja „Listów do M”. rozgrywa się w jeden dość niezwykły dzień, bo w Wigilię. Ludzie się spieszą z wykonaniem swoich obowiązków, by zdążyć na ten najważniejszy moment w życiu każdego Polaka – wieczór i kolację wigilijną. Jednak o dziwo główni bohaterowie nie przeżywają już typowych staropolskich Wigilii w tłumie rodzinnym. Każdy z nich jest  sam, albo w bardzo ścisłym gronie dwóch trzech osób z najbliższego otoczenia. Niektórym szykują się wręcz święta pozbawione wszelkich oznak tradycji , bo przed TV z łzawymi filmami. Hm… może oni tego chcą, może im tak dobrze?

Zagubieni w codzienności, zapracowani, w pogoni za karierą, może stracili chęć do świętowania i potrzebują tylko odpoczynku, dłuższego snu  i ciszy w czterech ścianach? Nie, nic z tych rzeczy. Owszem pogoń za pieniądzem odebrała im najbliższych, ale oni tęsknią za ciepłem rodzinnym, ludźmi, a przed wszystkim za tą tytułową „M” – za  MIŁOŚCIĄ.  I to za miłością rozumianą na wszelkie sposoby: do partnera, do dziecka, do rodziców…  No i co? I oczywiście jak to w Wigilię bywa, cuda się zdarzają, marzenia spełniają, anioły i Bóg wysłuchują niemego krzyku ludzi o miłość.

„Listy do M” – to film, na którym można się pośmiać, bo gagi i teksty w wykonaniu Tomasza Karolaka, Piotr Adamczyka, Agnieszki  Dygant czy Katarzyny Bujakiewicz  są osadzone w dobrym stylu i dobrym aktorstwie. Bo to film, na którym łzy wycisną wam sceny zwłaszcza w wykonaniu Wojciecha Malajkata, Agnieszki Wagner, Macieja Sztura. Bo są chwile, gdzie w trzecioplanowych rolach zagrali nestorzy polskiego kina Beata Tyszkiewicz i Leonard Pietraszak pokazując  najwyższy kunszt aktorstwa i czyniąc ze swoich wejść na plan perełki. Bo w końcu po raz kolejny przekonamy się, że w natłoku obowiązków i serwowanego nam przesz media hedonistycznego wzoru życia, warto, a nawet należy zadbać o najbliższych, wyjść do ludzi, otworzyć się na innych i ich potrzeby, tylko po to, by poczuć radość dawania siebie.

Katharsis? Tak, to film, który to zapewni. Dziękuję scenarzystom – Marcinowi Baczyńskiemu i Karolinie Szblewskiej za pomysł i teksty. Dziękuję reżyserowi –Mitji Okornowi za wizję i jej realizację.

Może „Listy do M.” nie są, aż tak skomplikowane, by oglądać je milion razy jak „Va bank” czy „Seksmisję” , ale uważam, że trafiły w doskonały przedświąteczny moment, wywołując u widza jakże potrzebną refleksję o życiu, uczuciach, odpowiedzialności i tolerancji.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
laponskaodyseja
Lapońska odyseja – recenzja
wieladaline
Wiek Adaline – recenzja
podajmidlon
Podaj mi dłoń – recenzja
2 komentarze
  • patryk
    6 maja 2013 at 19:34

    Piękny film.
    Chociaż jestem chłopakiem ze szkoły podstawowej w kowali gm. sitkówka nowiny i chodzę do klasy szóstej to KOCHAM płakać na łzawych filmach takich jak ten :*

  • Filmoholiczka
    27 stycznia 2013 at 18:51

    W 100% się zgadzam z opinią 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*