lincolnSkrojona na miarę największych nagród filmowych monumentalna opowieść o ostatnich miesiącach rządów Abrahama Lincolna. Niestety najnowsza produkcja Stevena Spielberga nie jest pozbawiona wad. W dodatku w wielu momentach z ekranu wieje nuda.

Lincolna ponownie wybrano na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wojna secesyjna trwa w najlepsze, jednak wydaje się powoli kończyć. To, co według Abrahama jednak najważniejsze, to „przepchnięcie” XIII poprawki do Konstytucji, która spowodowałaby  zniesienie niewolnictwa. Obiecał to czarnoskórym już w 1863 roku. Całe siły prezydent kieruje w przekonanie zarówno partnerów, jak i wrogów – przeciwników, aby zagłosowali za poprawką.

Najnowsze dzieło Spielberga to obraz monumentalny. Wielcy aktorzy w rolach głównych – Daniel Day-Lewis jako Lincoln, Sally Field jako Marry Todd Lincoln czy Tommy Lee Jones jako Thaddeus Stevens. Operatorem jak to u Spielberga  jest Janusz Kamiński, muzykę skomponował John Williams. Niestety brakuje tego „czegoś”. Czegoś, co spowodowałoby aby film zapadł w pamięci i po prostu bardziej podobał się.

Lincoln jest nierówny i często nużący. Poza początkowymi scenami wojna secesyjna, w tym walki na polach bitwy, pojawia się jedynie jako tło. Tak samo postać głównego bohatera – dobrego ojca bez skazy mającego w każdej chwili w zanadrzu jakąś anegdotę wydaje się zbyt płaska i nie do końca prawdziwa. Zwłaszcza w kontekście znanych ekscesów i syfilizmu na który chorował (o czym w produkcji w żaden sposób nie wspomniano). Całość w znaczny sposób ratują bohaterowie drugoplanowi i postacie tła. Najciekawiej prezentuje się sam mechanizm przekonywania przeciwników, zapewne stosowany do dziś, czyli po prostu kupczenie – głos za stanowisko.

Magia nazwiska Stevena Spielberga tym razem zawiodła, jednak nie można powiedzieć, że Lincoln to film zły. To obraz zdecydowanie zbyt przeciętny, aby widz mógł się nim zachwycać i zbyt monotonny, aby nie patrzeć co jakiś czas na zegarek. Zapewne gdyby akcenty rozłożono w inny sposób i najważniejszym byłoby pokazanie niejednoznaczności postaci Abrahama Lincolna, a nie walkę o poprawkę, powstałby produkcja zdecydowanie ciekawsza i głębsza. O której warto rozmawiać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
bogowie
Bogowie – recenzja
Ciemno, prawie noc – recenzja
wszystkoplynie
Wszystko płynie – recenzja
1 Komentarz
  • KlaudiaWiktoria
    4 lutego 2013 at 20:07

    Nie wiem jak to mozliwe ze zdobyl az 12 nominacji do Oskarow…. 😉

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*