25072013_033Feministyczna bojówka skrzyżowana ze stereotypem pokrzywdzonej Matki Polki poprzekładana dla niepoznaki polską literaturą romantyczną – tak w skrócie nakreślić można przedstawienie Być jak Maria Janion Teatru Proteus w Gdyni.

Po powyższym zdaniu należałoby postawić kropkę i nie dodawać nic więcej, godzina spektaklu była wystarczającym marnotrawstwem czasu. Krytyka jednak nie może pozostać nieuzasadniona, tym bardziej krytyka pełną gębą pejoratywnego znaczenia tego terminu. Bo choć chciałoby się chwalić, nie bardzo jest co.

Zasłyszana opinia po przedstawieniu: „do pośmiania się”. Widocznie moje poczucie humoru jest zupełnie odmienne, pretenduje do uzyskiwania pobudek nieco bardziej szlachetnych, trudno, zdarza się. Ale co poza tym? Choć w teatrze najbardziej cenię sobie uderzenia i wstrząsy, mieszanie w trzewiach, to nie neguję komedii, nie podważam sensu ich bytowania. Komedie bowiem, czy też choćby fragmenty, motywy żartobliwe, tak naprawdę skonstruować niezwykle trudno; tak, by widza śmieszyć w sposób właściwy, inteligentny, przekorny. Tutaj mamy zaś gagi najniższych lotów, kabareton z telewizji śniadaniowej. Nie sądzę, że proste dowcipy są skazane na niepowodzenie, oszczędność potrafi zdziałać cuda. Nie chodzi o to, by farsę wypełniać patosem czy też na każdym kroku silić się na wyrafinowanie, jednak choć krzta finezji, smaku nie zaszkodzi. Poza tym – żart to tylko forma płaszczyka, dobudówki, dnem, fundamentem jest zawsze jakaś istota, myśl, sens. W tym przypadku tego zabrakło.

joomplu:58574

Nie wiem, czy Marcin Grota posiadał jakiekolwiek przesłanie, jeśli tak, strzegł go bardzo mocno, pilnując, by widzowie się o nim nie dowiedzieli. Agnieszka Skawińska w tym monodramie też nie uzasadnia swojej obecności, odbija się od scen i słabej scenografii, by ostatecznie zejść bez puenty, zniknąć z pola widzenia tak samo szybko jak z pamięci. Zakończenie jest rozmyte, mdłe jak całość, nie przynosi upragnionej kulminacji ani esencji.

Szkoda tylko mieszania w te banialuki Mickiewicza czy tytułowej Janion. Spektakl sili się, by posiadać intelektualne zaplecze, w rzeczywistości jednak porównać można go do wielkiego kotła, w którym dusi się quasi-codzienne życie, garść nużących problemów a wszystko przyprawione jest sporą dawką złoto-naciąganej rady, która w zasadzie do niczego nie prowadzi. Przegadany twór, który już wedle początkowych opisów ambicji nie posiadał zbyt wielkich, ostatecznie potwierdzając swoją nieciekawą nieprzystępność.

/fot. Marcin Bałczewski

Zobacz także:

Letnia Scena 2013: Wściek – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Moja droga B. – recenzja (foto)

Letnia Scena 2013: Iwona, księżniczka Burgunda (foto)

Letnia Scena 2013 – program, informacje

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
_1970749
Kamień w Teatrze Studyjnym – recenzja
MFSPiN: K. – recenzja
IMG_3165
LS 2015: Być jak Charlie Chaplin (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*