lekcjaharmoniiOd kilku lat kinematografia kreuje kanon „typowego kina artystycznego” , do którego (niestety) trafiły również Lekcje harmonii. Silnie działające na emocje sceny poprzeplatane z długotrwałym „milczeniem” obrazu są już bardzo znanym chwytem reżyserów…

Lekcje harmonii rozpoczyna scena szczegółowo opowiadająca o procesie zabijania, obdzierania ze skóry i patroszenia owcy. Już na samym wstępie Baigazin z wątpliwą delikatnością informuje nas, że obraz ten na długo zagości w naszej głowie…

Reszta produkcji skupia się na problemach samego oprawcy biednej owieczki – jedenastoletniego Aslana, uosobienia ogromnej wrażliwości, kompleksów i nieśmiałości. Chłopiec, upokorzony przez rówieśników podczas szkolnych badań lekarskich, nękany przez obrzydzenie i postępującą kompulsję, zamyka się w sobie. Sprawca upodlenia, jak się nieszczęśliwie składa, to hegemon całej szkoły. Mając na uwadze obrzydliwą wpadkę kolegi, zabrania wszystkim swoim podwładnym jakiegokolwiek kontaktu z Aslanem. Pokrzywdzony chłopiec przelewa swoje cierpienia na bezbronne zwierzęta, nękając je wymyślnymi torturami. Doprowadza się do psychozy.

Motywem przewodnim całego filmu jest szeroko rozumiana przemoc, jej narodziny w młodym człowieku, geneza, symbolika. Zestawiana w kontraście ze szkolnymi naukami o wielkich ideałach, daje nam obraz zaślepienia i szablonowości początkowej edukacji jak i całego świata dorosłych. Nauczyciele ignorują wszelakie przejawy agresji i okrucieństwa, dając cichą aprobatę na tego typu patologie. Naturalistyczne sceny, surowa architektura i wręcz abstrakcyjnie piękny krajobraz, uwypuklają problem brzydkiej natury człowieka. Świetna gra aktorska głównego bohatera (aktor pochodzi z kazachskiego sierocińca) daje nam obraz naprawdę wiarygodny. A widz – ofiara bezsilności i zniecierpliwienia, sam imploduje bezwarunkową agresją.

Po obejrzeniu Lekcji harmonii można dojść do przykrej konkluzji, że to właśnie przemoc jest głównym środkiem komunikacji międzyludzkiej. Być może nigdy nie pomyślimy o tym filmie, jako „jednym z ulubionych”, ale na pewno „jednym z najważniejszych”. Warto wybrać się do kina, aby znaleźć najsłabsze ogniwo tego odwiecznego łańcucha niewzruszenia i pomóc w jego niszczeniu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dziendobrytv
Dzień Dobry TV – recenzja
Historia małżeńska – recenzja
kapitanameryka
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*