kwiatwisniZ potrawami jest jak z ludźmi – oceniamy po tym, co widzimy, a wnętrze odkrywamy dopiero wtedy, gdy pokusimy się na głębsze poznanie. Często odrzucamy kogoś, bo nie spełnia naszych oczekiwań. W przypadku potraw zdarza się, że coś, co wygląda mało atrakcyjnie, smakuje najlepiej na świecie. Podobnie ma się sprawa z „Kwiatem wiśni i czerwoną fasolą” w reżyserii Naomi Kawase – niby nic nadzwyczajnego, a jednak zaskakuje bogactwem smaków.

Głównymi bohaterami filmu są szef restauracji – Sentaro, kucharka w podeszłym wieku – Tokue i uczennica szkoły podstawowej – Wakana. Los połączył ich drogi, a za miejsce spotkań wybrał lokal, którego specjalnością jest dorayaki – pomiędzy dwa naleśniki wkłada się pastę o słodkim nadzieniu.

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” jest jak dorayaki. Zanim dotrzemy do serca słodyczy, musimy przebić się przez dwie, równie smaczne warstwy naleśnika. Pierwsza z nich (bardziej namacalna) mówi o sztuce gotowania, jednak nie w stylu kuchennych talk show, a w sposób metafizyczny. Kuchnia jest świątynią, a ludzkie dłonie służą do podtrzymania aury świętości. Gotowanie bowiem jest nie tylko ciężką pracą, ale przede wszystkim mentalnym poświęceniem.



   
Druga z warstw (bardziej gorzka i mniej oczywista) mówi o umieraniu i odrodzeniu. Tokue – duch restauracji – cierpi na chorobę Hansena, powszechnie nazywaną trądem. Jej dłonie – nieestetyczne i zniszczone przez czas – pomimo niepodważalnego talentu, są jej największym mankamentem. Jej umysł jest jednak na tyle piękny i czysty, że żadna fizyczna wada nie jest w stanie odebrać jej godności i dumy. Postaci Sentaro i Wakany również kryją pewne skazy, jednak z uwagi na ich wewnętrzny charakter nie są narażeni na szykany ze strony ogółu.
   
Odrębną, ale równie ważną rolę w filmie odgrywa, ubóstwiany przez Japończyków, kwiat wiśni. Kiedy drzewo jest w pełni rozkwitu, jego jasno różowe płatki oświetlają ulice japońskich miast. Przypomina to dotyk Boga. Naomi Kawase wykorzystuje ten element do opowiedzenia najważniejszej historii – odrodzenia. Natura tak naprawdę gra najistotniejszą z ról, a Sentaro, Tokue i Wakana są pośrednikami pomiędzy tym, co piękne, a tym, co przemijające i bezpowrotne.
   
Pomimo świetnych kreacji aktorskich, smakowitych zwrotów akcji i metafizycznej aury, „Kwiat wiśni i czerwona fasola” nie jest filmem dla każdego. Jeśli Twoja wrażliwość zatrzymała się na etapie „Walecznego serca”, a dobór współkompanów uzależniony jest od ich wyglądu, możesz śmiało udać się na pokaz mody albo mniej wymagające mordobicie. Na japońskich przedmieściach bowiem nie ma miejsca na półprodukty i zupki w proszku. Dla ignorantów hamburger, a dla mnie dokładka dorayaki.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
panlazhar
Pan Lazhar – recenzja
moon
Moon – recenzja
oceanprzygod
Ocean Przygód 3D – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*