kraul„Kraul” to nieśpieszne kino. Można to pojąć dwojako – w wersji optymistycznej reżyser daje mnóstwo czasu na oddech, na zachwyt nad pięknymi krajobrazami, zanucenie sobie gdzieś w głowie utworów Sigur Rós (grupy, która nasuwa się jako pierwsze muzyczne skojarzenie), czy zadumę nad postępowaniem bohaterów.

W wersji pesymistycznej to widzowi nigdzie nie jest spieszno, rozkłada się na kinowym fotelu, próbując znaleźć najwygodniejszą pozycję w której doczeka końca. Filmu, nie własnego życia, „Kraul” rozczarowuje, ale nie w aż takim stopniu, by targać się na swój żywot. A koniec nie taki daleki, wszak film trwa 1,5h. Jedno jest pewne, wszyscy entuzjaści hollywodzkich historii z dużego ekranu mogą wyjść z kina niezadowoleni.
Nie bez powodu „Kraul” wyświetlany jest tylko w kinach studyjnych.

 Fabuła ciągnie się powoli, dialogi są oszczędne, sceny mało dynamiczne. To mogą być wady, ale nie muszą – w przypadku rozbudowanego wątku psychologicznego czy zarysowanego portretu bohaterów, nagromadzenie zdarzeń nie jest potrzebne. Coś jednak zawiodło, jakiś potencjał nie został wykorzystany. Złapałam się na szukaniu wygodniejszej pozycji do siedzenia i rozważania te pochłonęły znaczną część mojej uwagi, która powinna być skupiona na obrazie. Nie wiem czy winy szukać w niewłaściwie poprowadzonej narracji, czy w nieprzekonującej grze pary głównych bohaterów. Bo to oni w całej tej historii powinni być na piedestale, ich osobowości zostały dość wyraźnie nakreślone. Martin to młody chłopak szukający swojego miejsca, nie potrafiący utrzymać jednej pracy przez dłuższy czas, popełniający drobne wykroczenia, kradzieże. Jego lekkomyślny stosunek do życia i ucieczka od odpowiedzialności będzie miała swój poważny skutek. Ale nawet ten jeden, ważniejszy zwrot akcji, nie doda filmu dynamiki, której zdecydowanie brakuje.

Glenn natomiast marzy by się wyrwać, łapie się każdego zajęcia, by zarobić na upragniony wyjazd do Meksyku. Nie jest do niczego przywiązana, nie ma zobowiązań, mieszka w przyczepie i oszczędza każdy grosz. Pływanie zdaje się być jedyną rzeczą, która pomaga jej zapomnieć, wyciszyć się. Regularna obsesja z dzieciństwa, kiedy w ten sposób radziła sobie ze wszystkim co złe.

Nakreślenie głównej fabuły wydaje się zbędne, na „Kraul” należy spojrzeć z perspektywy motywu wchodzenia w dorosłość i brania odpowiedzialności za swoje czyny. Do próby przeciwstawienia się światu, płynięciu pod prąd, czego dowodem jest Martin i Glenn. Próba ucieczki, a jednocześnie tęsknota za czymś stałym, niezmiennym.

Mam mieszane uczucia. Spodziewałam się emocji, wciągającej opowieści, dostałam w zamian piękne kadry, oceaniczne fale, chłodno wilgotny piasek bretońskich plaż, monumentalne skały i wzgórza. Wizualnie pięknie, reszta kuleje.

Kino_CHARLIE_logo_kina

Seans obejrzany, dzięki uprzejmości Kina Charlie. Polecamy i zapraszamy!

Więcej recenzji na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
unwiersytetpotworny
Uniwersytet potworny – recenzja
solziemi
Sól ziemi – recenzja
cygan
Cygan – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*