karatekidNa początku lat 90. w Polsce pojawiły się tysiące VHS-ów. Młodsi i starsi oglądali co się da, zachwycając się nieznaną do tej pory kulturą. Jednym z klasyków dla młodzieży był „Karate Kid” z zadziornym Danielem i sympatycznym Miyagim w rolach głównych.

  
Dwadzieścia sześć lat po amerykańskiej premierze w kinach pojawił się kolejny produkt o tej samej nazwie. Niestety, to tzw. „nowe rozdanie”, czyli opowieść osnuta na kanwie pierwowzoru, nie będąca ani sequelem, ani prequelem wcześniejszej produkcji.

Dre (Jaden Smith), to młody Amerykanin, który z matką przeprowadza się do Chin. Tam rozpoczyna naukę w szkole, poznaje przyjaciela, zakochuje się i… bije się z tamtejszym „złym”. Niestety przeciwnik zna kung fu, toteż chłopak nie ma szans. Na szczęście pojawia się Pan Han (Jackie Chan), konserwator budynku, który, jak każdy szanujący się Chińczyk, zna sztuki walki. Po namyśle postanawia uczyć Dre kung fu przygotowując go do nadchodzącego turnieju.

Jak widać opowieść jest w dużej mierze podobna do pierwowzoru. Rolę starszego mikrusa, Moyagiego gra tym razem Han, także fajtłapowaty konserwator ubierający się jak przeciętny chiński robotnik. Zamiast „amerykańskiego pięknego chłopca” – Daniela, mamy Afroamerykanina Dre (na marginesie gra go syn Willa Smitha).

Nowy „Karate Kid” jest, jakby to ując, filmem dziwnym. Trwa ponad dwie godziny, przez pierwszą część produkcji praktycznie nic się nie dzieje. W tym czasie na ekranie Jackie Chan pojawia się trzy razy. Wcale nie jest zabawny, do czego nas wcześniej przyzwyczaił. Trochę to dziwne, zważywszy, ze produkcja przeznaczona jest dla młodego widza. Chyba po to, aby w połowie zasnął.

To jeszcze nie koniec. Chiny w filmie to idylla. Cudowna arkadia, do której przeprowadza się afroamerykańska rodzina ze „złej” Ameryki. To nowoczesny kraj łączący w sobie elementy przepięknej historii dawnej cywilizacji. Ba, większość Chińczyków zna język angielski, a w dodatku są oni kilka epok przed USA jeśli chodzi o m. in. ekologię, czy sztuki walki. Po prostu komunizm w formie utopijnej.

Jeśli jeszcze nie sądzicie, iż „Karate Kid” to projekt dziwaczny zadajcie sobie pytanie – dlaczego w filmie pod takim tytułem bohaterowie uczą się nie karate, a kung fu? Zna ktoś odpowiedź?

 
Przestrzegam wszystkich, którzy myślą, iż będzie to familijna komedia dla nastolatków. „Karate Kid” to nudnawy dramat, lepiej obejrzeć pierwowzór. Największy plus, dla dzieci, to polski dubbing, coraz rzadszy w polskich kinach.

{jumi [media/reklama.htm]}

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
W chmurach – recenzja
listydom
Listy do M – recenzja
hardkordisko
Hardkor Disko – recenzja
4 komentarze
  • jackie chan
    6 stycznia 2020 at 21:27

    to było po prostu exxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxtra.

  • jackie chan 2
    6 stycznia 2020 at 21:26

    po pierwsze bohater nie umarł więc to nie jest dramat,a po drugie film jest extra…

  • jackie chan
    6 stycznia 2020 at 21:16

    moim zdaniem film był faaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaajny
    a przy okazji napisali „karate” zamiast „kung fu” by zachęcić do oglądania.

  • maja
    4 października 2010 at 12:48

    słuchaj gościu ta recenzja jest nie poprawna bo film był suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper i ty masz poprostu wsiacki gust, nie ma krwi nie ma zabawy atam nie było krwi tam była walka bez krwi weż się ogaqrnij człowiekua tak pza tym to pozdro 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*