wojnabohaterowKapitan Ameryka: Wojna bohaterów, to kolejny element misternego planu Marvela. Potentat komiksowy mozolnie zawadnia również światowym rynkiem filmów s/f i kina akcji.

Wojna bohaterów (w oryginale Civil War) luźno oparta jest na serii komiksów o tej samej nazwie. Przypadkowe ofiary podczas jednej z akcji superbohaterów są przyczyną dyskusji o wolności używania supermocy. W ten sposób część Avengers (na czele z Iron manem) stają po stronie rządu, wierząc, że działanie w ramach ONZ jest dobrym wyborem, a część schodzi do podziemia (tutaj Kapitan Ameryka), uważając, że wolność, to podstawowy wybór każdego, także osób z supermocami. W tle Zemo (jednak nie Baron) knujący misterny plan, a także mnóstwo bohaterów latających na ekranie – Czarna Wdowa, Zimowy Żołnierz, Falcon, War Machine, Hawkeye, Czarna Pantera, Ant-Man, Spider-Man (nastoletni), Vision i Scarlet Witch.

Od strony wizualnej nie ma o czym mówić – obecne możliwości techniczne są tak wysokie, a Marvel przyzwyczaił nas już do realizacji epickich przedsięwzięć, że całość wygląda praktycznie „ultrarealistycznie”. W sferze opowieści – w stosunku do oryginału jest dużo różnic i nieścisłości, jednak kto nie zna „crossoveru” nie powinien narzekać.

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to dość dobra rozrywka, jednak chwilami całość może się nużyć, za mało tu uszczypliwości i dowcipu, także efektownych scen walki, za dużo dywagacji plus jak zwykle nijaki Kapitan Ameryka. Jest to jednak zarzut, który stawiam każdemu filmowi z serii o Kapitanie, zdecydowanie mniej dynamicznej niż np. seria Avangers. Spodoba się każdemu, w mniejszym lub większym stopniu, kto lubi filmy z uniwersum Marvela. Dla innych to nieco egzotyczna podróż, w którą niekoniecznie należy wyruszyć.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pokoj
Pokój – recenzja
Juliusz – recenzja
paryznabosaka
Paryż na bosaka – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*