BIEL0219Najnowszy spektakl wystawiany na deskach Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi jest próbą przeniesienia dramatu Alberta Camus do współczesnych realiów. Anna Augustynowicz, dyrektorka Teatru Współczesnego w Szczecinie, przy współpracy z łódzką placówką stworzyła sztukę opartą przede wszystkim na słowach i przestrzeni.

Nie ma tu muzyki, zbędnych dekoracji. Rzymskie szaty zostały zastąpione czarnymi jeansami i golfami. Jedynie niektóre rekwizyty (a jest ich tu dosłownie garstka) przypominają o prawdziwych czasach, w których żył tytułowy Kaligula, a i to ma prawdopodobnie znaczenie symboliczne – pokazuje uniwersalność podjętego tematu. Wszystko w scenografii ma skupić widza na samym bohaterze: na jego szaleństwie, dramacie, próbie doświadczenia wolności.

Kaligula (Wojciech Brzeziński), bo taki miał przydomek jeden z cesarzy rzymskich, to postać kontrowersyjna, w historii osławiona szaleńczymi popędami, przedziwnymi decyzjami. Znany ze swoich chimerycznych zachcianek, uchodzi za okrutnego szaleńca, kierującego się bardzo nieracjonalnymi i impulsywnymi pobudkami. Camus, a za nim Augustynowicz, skupiają się na obrazie bohatera tuż po śmierci jego ukochanej (też fizycznie) siostry, Drusilli.

Zrozpaczony po stracie, próbuje zbudować świat według własnych reguł, terroryzuje poddanych. Mordy kolejnych patrycjuszy, wprowadzanie niepopularnych wśród elit zmian, to tylko część zachcianek Gajusza. Jego szaleństwo objawia się również w bardziej metafizyczny sposób. Podczas bezsennych nocy próbuje dosięgnąć księżyca (la lune), który ciągle mu się wymyka. Chce dosięgnąć niemożliwego, szuka złotego środka, lekarstwa na ból. Widzi swoje występki, widzi całe zło, które czyni, lecz jednocześnie nie może się mu oprzeć. Próba przeistoczenia swoich najczarniejszych, najpodlejszych myśli w czyny jest dla Kaliguli pewnego rodzaju buntem. Ukazuje on paradoks istnienia – człowiek nie może być całkowicie wolny, swobodny w wyrażaniu siebie, ponieważ są pewne powszechnie akceptowane zasady moralne, które tego zakazują. Człowiek nie może być do końca wolny, przez prawa, które sam ustanowił. Gajusz każdą cząstką siebie przeżywa dramat, w którym przeciwstawia sobie dążenie do absolutu, do spełnienia z ograniczeniami, których nie można przeskoczyć.

W spektaklu mamy „szalonego” (bo czy naprawdę jest taki szalony w tym, co robi…?) władcę, lecz mamy również spiskujących przeciwko niemu podwładnych. Chcą oni zabić Kaligulę, nie tylko w ramach zemsty za śmierć najbliższych, lecz również w obawie o swoje przywileje. Patrycjusze, widząc kierunek, w jakim zmierzają zmiany autorytarnie wdrażane przez Gajusza, za wszelką cenę chcą temu przeciwdziałać. Dramat Camus obnaża egoistyczne pobudki elit, tak samo, jak Augustynowicz obnażyła czterech występujących w spektaklu patrycjuszy. W pewnej scenie występują oni nago – ukazując tym samym, jak bardzo fałszywi są w swoich poczynaniach.

BIEL0030

Oprócz oczywistych zdrajców, w sztuce występują również postaci, które w pewien sposób są bliskie tytułowemu bohaterowi. Jest to przede wszystkim Cezonia (Iwona Dróżdż-Rybińska), żona jednego z patrycjuszy. Poprzez swą miłość i troskę stara się ukazać władcy pozytywny sens życia. Są to również poeci, których cesarz poważa za podobną sobie wrażliwość odbierania i postrzegania świata. Mówi o nich, jako o jedynych osobach, które są w stanie zrozumieć logikę, według której działa. Cherea (dotąd wierny władcy; w tej roli Adam Kuzycz-Berezowski), mimo iż widzi obłudę patrycjuszy, wybiera spisek. W opozycji do Kaliguli staje również Scypion (Marcin Łukczak), w którym chęć pomszczenia śmierci ojca jest silniejsza od akceptacji terroru. Co ciekawe, nie jest on do końca oślepiony przez żądzę zemsty. Dostrzega tok myślenia Gajusza, a fakt ten zmusza go do refleksji nad kondycją człowieka w świecie – dochodzi do kluczowych w dramacie wniosków, iż każdy z nas jest podobny w swych popędach do Kaliguli.

Camus w swej twórczości podejmuje przede wszystkim motyw człowieka, jako istoty, która rodzi się i umiera naznaczona złem. Zło jest w każdym z nas, a metaforą tegoż jest postać Kaliguli. Na ile odnajdziemy w sobie popędy destrukcyjne, niszczycielskie?  Augustynowicz w swoim spektaklu dość sugestywnie podpowiada widzom: Gajusz w pierwszej scenie wstał z pierwszego rzędu i na to miejsce w ciągu całego dramatu powraca. Aktorzy wiele razy zwracają się bezpośrednio do widowni, wplatając ich w swoje przeżycia, tragedie. Cały spektakl wymaga od widza skupienia, lecz jednocześnie przyciąga. W swej istocie jest niesamowicie przejmujący: dramat Kaliguli porusza swoją powszechnością i uniwersalnością.

Wielkie brawa należą się Wojciechowi Brzezińskiemu, gościnnie występującemu w łódzko-szczecińskim projekcie. Jako główny bohater elektryzuje, przeraża, świetnie wprowadza w szaleńczy świat Gajusza. Na uwagę zasługuje również Iwona Dróżdż-Rybińska, która nie do końca przekonała mnie w roli Cezonii, lecz jednak nie mogę odmówić jej hipnotyzującej, pozornej wyniosłości, jak też ciekawego kreowania postaci. Spektakl zdecydowania godny polecenia!

/fot. mat.pras.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
slubdoskonaly
Ślub doskonały w Teatrze Muzycznym – recenzja
Aj_waj_fot._Piotr_Nadolski_12
Aj Waj! Czyli historie z cynamonem… – recenzja
laweczxka-nowy1
Ławeczka na Piotrkowskiej – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*