Janis – recenzja

janisDopiero co na ekranach kin mogliśmy obejrzeć dokument o życiu i śmierci młodej, brytyjskiej wokalistki Amy Winehouse, a filmowcy znów serwują nam podobną produkcję. Amy Berg stworzyła film „Janis” opowiadający historię Janis Joplin – legendzie bluesa i soulu, której najlepszy czas przypadł na lata 60. ubiegłego wieku. Janis, tak jak i Amy, zmarła młodo – w wieku zaledwie 27 lat i również tragicznie wskutek przedawkowania używek. Ale  wspomniane dokumenty o obu paniach niewiele mają ze sobą wspólnego. O ile „Amy” Asifa Kapadii jest filmem uciekającym przed szablonem filmu dokumentalnego, o tyle „Janis” Amy Berg w stu procentach wpisuje się w schemat takiej produkcji.

Obraz „Janis” wręcz wzorowo odhacza kolejne punkty filmu biograficznego. W ciągu prawie dwóch godzin przewijamy się przez lata dzieciństwa i młodości artystki, jej pierwsze samodzielne kroki w zawodzie, rozwój kariery, aż po niespodziewaną śmierć. Wszystko to poznajemy dzięki bogatemu materiałowi archiwalnemu – zdjęciom, filmom z koncertów, sesji nagraniowych i wywiadów, listom pisanym przez wokalistkę do rodziców. Wiele o osobowości i tej bardziej prywatnej stronie Janis dowiadujemy się bezpośrednio z opowieści kolegów artystki z zespołu Big Brother and The Holding Company oraz jej rodzeństwa. Tym samym przez cały film przewija się trochę tzw. „gadających głów”, czego nie spotkamy w dokumencie o Winehouse. Nie jest to jednak zarzut w stronę reżysera, bo w gruncie rzeczy te „gadające głowy” dają nam świetny obraz tego kim była Janis Joplin.

A z produkcji Amy Berg wyłania nam się portret kolejnej gwiazdy, której talent szedł w parze z autodestrukcją. Joplin nigdy nie była uważana za świętą, bo i nigdy taka nie była, zwłaszcza, że lata największego rozwoju jej kariery przypadały na okres przemian społecznych, wolności seksualnej i eksperymentowania z używkami. Janis była charakterną, mimo młodego wieku doświadczoną przykrościami, trochę niespełnioną osobowością, która nieustannie szukała akceptacji innych. Tylko na scenie czując energię widowni czuła się wolna i szczęśliwa, zaś poza nią szukała wrażeń w alkoholu i narkotykach, które w końcu ją zabiły.

O dziwo, Amy Berg w swoim dokumencie nie szuka winnych jej śmierci (w przeciwieństwie do Asifa Kapadii w „Amy”), nie ustawia nam perspektywy, a jedynie przechodząc od jednego wątku do drugiego prezentuje nam osobowość artystki. I trzeba przyznać, że robi to całkiem zgrabnie.

Jej dokument to w dużej mierze spora kopalnia wiedzy o Janis Joplin, zwłaszcza dla laików (i za to plus dla niej), z której po pierwsze możemy poznać „kulisy sławy” artystki, po drugie natomiast od razu serwowana nam jest część jej twórczości, bo cały film opatrzony jest jej utworami. Jeśli zaś można coś zarzucić stronie realizacyjnej to to, że w polskiej dystrybucji część białych napisów prezentowana jest na białym tle, co tych nieznających języka angielskiego może skutecznie wybić z rytmu.

Poza tym, „Janis” Amy Berg jest kinem biograficznym, które nie uwiedzie Was niczym nowy, bo zwyczajnie czyni jedynie zadość wymaganym schematom. Nie ma się tu do czego przyczepić, ale te nie ma czego wychwalać. Dla fanów artystki zapewne to pozycja obowiązkowa, podobnie jak dla tych, którzy chcą się zapoznać z twórczością i przebiegiem kariery artystki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy