intruzRomans s-f oparty na powieści twórczyni sagi Zmierzch, Stephenie Meyer. Nie miejcie jakichkolwiek nadziei – Intruz jest tak samo cukierkowy i mdły, jak opowieść o zakochanych wampirach i wilkołakach.

Przyszłość. Świat jest cudowny. Brak wojen, konfliktów, problemów z głodem czy też z globalnym ociepleniem. Ziemia została podbita. Najeźdźcy przejęli nasze ciała. Pozostali przy życiu ziemianie chowają się w jaskiniach.

Historia Melanie (Saoirse Ronan) rozpoczyna się w chwili ucieczki przez kosmitami. Niestety dziewczynie nie udaje się i zostaje pojmana. Umierająca otrzymuje symbionta – intruza o trudnym do wypowiedzenia imieniu. Teraz to on rządzi ciałem nastolatki, jednak Melanie nie daje za wygraną – jako wewnętrzny głos prowadzi Wandę (bo tak z czasem zaczynają ją nazywać ziemianie) do ukochanego. Jednak sprawa nie jest trak prosta, bo Wanda zakochuje się w innym, również dość urodziwym chłopcu. Rozpoczyna się nie tylko konflikt międzygalaktyczny, a także uczuciowy.

Stephenie Meyer nazwać można Coelho dla nastolatek. To mistrzyni harlequinowskich oper mydlanych z jednej strony opartych na zużytych, często kiepskich schematach z opowieści „dla kucharek”, z drugiej wtłoczonych w kanwy popularnych gatunków. Zmierzch to opowieść o wampirach, Intruz o kosmitach. Tu i tu chodzi o miłość nastolatków, ich odosobnienie, niezrozumienie przez dorosłych. Także tu i tu filmy okazują się dość płytką, popkulturową papką. Wyłącznie dla wielbicieli gatunku i „artystycznych” umiejętności pani Meyer.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
internat
Internat – recenzja
sasiady
Sąsiady – recenzja
beattheworld
Beat the world. Taniec to moc – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*