idymarcoweRozmowy o polityce to ostateczny temat pogaduszek towarzyskich. Ostatnia deska ratunku przed krępującą ciszą. Już lepiej jest gadać o pogodzie niż o szczegółach życia w demokracji. No chyba, że to spotkanie całej rodzinki. Wtedy zawsze ktoś zarzuci ten temat i spowoduje lawinę żali i wyrzutów do obecnej władzy. Ale ten temat na pewno jest zjadliwy w jednej formie – w filmach typu political-fiction.

Idy Marcowe to ekranizacja sztuki Farragut North autorstwa Beau Willimon. Głównym bohaterem jest Stephen Meyers (Ryan Gosling) młody specjalista od public relations zajmujący się kampanią starającego się o prezydenturę gubernatora Mike’a Morrisa (George Clooney), który jest politykiem idealnym, nadzieją USA na „lepsze jutro” i powrót na pierwsze miejsce na podium w oczach całego globu. Jest to bardzo mocno pokazywane widzowi poprzez nawiązywania hasłem wyborczym do kampanii Eisenhowera, a plakatami do wyścigu Barracka Obamy o Biały Dom. Wszyscy są zapatrzeni w kandydata demokratów. Tak samo jak postać grana przez Ryana Goslinga. Jednakże nikt nie jest idealny. Tak samo Mike Morris. Gdy młody pracownik sztabu wyborczego poznaje tą mroczną stronę swojego pracodawcy cały jego świat wywraca się do góry nogami.

Film w reżyserii George’a Clooneya to nie tylko opowieść o tym co trzeba zrobić żeby zdobyć władzę, ale także o tym, że jest duża różnica między politycznym imagiem, a prawdziwą twarzą danej osoby. Opowieść o zatraconych ideałach i wartościach. O tym co może zrobić człowiek ambitny, ale i pozbawiony skrupułów. O tym jak kilka wydarzeń może zmienić kogoś z pełnego życia energicznego młodzieńca w cynicznego gnojka. Świetnie jest to pokazane wizualnie poprzez przejście z jasnych i białych scenerii na początku do całkowicie czarnych i zaciemnionych w ostatniej scenie. Cała ta historia trzyma w napięciu i intryguje widza. Ja sam siedząc w kinie zdziwiłem się kiedy po godzinie i czterdziestu minutach zobaczyłem napisy końcowe. Moim zdaniem film był za krótki. Ale to ponoć wyznacznik dobrego filmu.

Początek filmu może wydawać się chaotyczny, ale miało to na celu pokazanie tempa pracy przy kampanii wyborczej i tego jak przeciętny stażysta jest ciągle bombardowany informacjami. Historia może czasami wydawać się przewidywalna dla kogoś kto już widział trochę filmów w swoim życiu, ale mimo to nawet tacy „wyjadacze” oglądali produkcję z zainteresowaniem.

Aktorsko film trzyma poziom każdej pseudo-oscarowej produkcji. Wielkie nazwiska grające na przyzwoitym dla siebie poziomie. Oprócz wspomnianych dwóch panów na ekranie zobaczymy Philipa Seymour Hoffmana jako mentora i współpracownika Ryna Gosliga, Paula Giamattiego jako szefa wrogiego sztabu, Evan Rachel Wood grającą stażystkę czy Marisa Tomei wcielającą się w rolę dziennikarki politycznej. Oni wszyscy grają na znanym dla siebie poziomie. Czyli bardzo, ale to bardzo przyzwoicie. Przyzwoicie, ale bez fajerwerków. Na kilka słów moim zdaniem zasługuje kreacja George’a Clooneya. W pewnym sensie gra on dwie role – idealnego polityka i jego mroczną stronę. Nie ma pomiędzy tymi dwoma „twarzami” wspólnego mianownika przez co może ta rola wydawać się nie spójna jak twierdzą niektórzy, ale ja uważam, że taki zabieg potęguje zaskoczenie i zawiedzenie utraceniem tego idealnej i wykrystalizowanej opinii jaką ma Mike Morris na początkach filmu.

Pod względem technicznym nie można nic zarzucić temu filmowi. Wszystko jest na wysokim poziomie do jakiego można się przyzwyczaić oglądając produkcje aspirujące do zdobywania nagród na przełomie stycznia i lutego danego roku.

Idy marcowe to jedna z tych wielu produkcji, które zaliczają się do grona kandydatów do przeróżnych statuetek pokroju Oskarów czy Złotych Globów. Ale nie jest to film wybitny, czemu najlepiej dowodzi ilość nominacji do właśnie Oskarów w postaci tylko jednej do nagrody za najlepszy scenariusz adaptowany. Ale nagrody nie są zawsze najlepszym wyznacznikiem jakości. Moim zdaniem ta produkcja to bardzo dobrze zrobiony film, który trzyma widza w napięciu i intryguje. A po to właśnie chodzimy do kina. By być zaintrygowani, a na pewno tak się stanie z widzem gdy usiądzie w kinie by oglądać kolejny film w reżyserii George’a  Clooneya.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
turysta
Turysta – recenzja
2dniwnowymjorku
2 dni w Nowym Jorku – recenzja
chciwosc
Chciwość – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*