ideanlematkiNiezwykle ciężko wykrzesać jest z siebie jakiekolwiek słowa po obejrzeniu najnowszego filmu Anne Fontaine (reżyserki m.in. Coco Chanel), powstałego na podstawie prozy laureatki Literackiej Nagrody Nobla Doris Lessing — Idealne matki.

Widz zasiada wygodnie w kinowym fotelu, odpręża się przy jawiącym się przed jego oczami bezkresem oceanu, szumem fal, promieniami australijskiego słońca i czuje się komfortowo… do pewnego momentu. Chwila ta charakteryzuje się odczuwaną chęcią wyjścia z sali, świadomością zmarnowania dwóch godzin, nawet podenerwowaniem w skutek oglądanej historii, słyszanych słów bohaterów.

Głównymi postaciami filmu są Lil (Naomi Watts: King Kong, Ring, Niemożliwe) oraz Roz (Robin Wright: Forrest Gump, List w butelce), które są przyjaciółkami od najmłodszych lat. Wychowywane w sąsiedztwie nad pięknym brzegiem oceanu wspólnie wstępowały w dorosłość, zakładając rodziny, wychowując synów czy odczuwając stratę po śmierci męża jednej z nich. Życie matek i ich synów upływa na wspólnym pływaniu, spędzaniu wolnego czasu oraz beztrosce. Z pewnością ich relacje nie przypominają tych, które konwencjonalnie charakteryzują miłość miedzy matką a dzieckiem. Spostrzeżenie to zostaje potwierdzone kiedy syn Lil Ian (Xavier Samuel, znany z Sagi Zmierzch: Zaćmienie) rozpoczyna romans z Roz, zaś jej syn Tom (James Frecheville) z Lil. Aby nie zdradzać więcej szczegółów tak namiętnej, a zarazem niebezpiecznej historii napiszę jedynie: podjęcie tak ryzykownego związku zadecyduje na przyszłe życie młodych bohaterów, którzy nie będą w stanie wykreślić ani wymazać ze swoich umysłów przeszłych wydarzeń.

Film Fontaine jest niezwykle nużący poprzez zupełnie nieciekawą, w złym guście i absurdalną historię, która przypomina tę z amerykańskich oper mydlanych. Dialogów oraz wymian zdań jest niewiele, zaś jeśli są to frustrujące. Synowie charakteryzują się wysportowaną oraz wyrzeźbioną sylwetką (zresztą ich rodzicielki porównują ich do bogów), zaś czterdziestoletnie matki figurą modelek, której mogą pozazdrościć dwudziestolatki.

Niestety, w filmie tym nie widzę żadnych zalet, dzięki którym mogłabym go polecić. Nic wartościowego, nic ciekawego, żadnego humoru… Nic by zachęcić do obejrzenia. Cóż, może i takie filmy muszą powstawać?

Kino_CHARLIE_logo_kina

Seans obejrzany, dzięki uprzejmości Kina Charlie. Polecamy i zapraszamy!

                                                     Więcej recenzji na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
czasnamilosc
Czas na miłość – recenzja
elena
Elena – recenzja
Pozwól mi wejść – recenzja
2 komentarze
  • Agnieszka
    8 lutego 2014 at 13:11

    To gimnazjalne wypracowanie trudno nazwać recenzją. Jednak końcówka zachwyciła mnie najbardziej: recenzentka nie dopatrzyła się w filmie „żadnego humoru”, na co narzeka. Oj, co za niegrzeczny dramat, w ogóle nie był śmieszny…!

  • 27 sierpnia 2013 at 10:26

    Polecam. Film bardzo ciekawy i poruszający. A przy okazji można się pogrzać w ciepełku słońca i emocji.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*