Hiszpanskie_fascynacje_11Każda premiera to dla teatru święto i tym większe budzi emocje, jeśli odbywa się w nietypowych dla artystów okolicznościach. W ostatni weekend w Teatrze Wielkim, który na czas remontu korzysta z gościny Teatru Jaracza,  było owszem odświętnie i elegancko, ale i niesamowicie nudno.

Wiele się mówiło o zbliżającej się pierwszej w tym roku premierze pod szyldem Teatru Wielkiego, przede wszystkim ze względu na tymczasową przeprowadzkę do Teatru Jaracza. Na łamach lokalnych mediów dyskutowano o tym, czy zespoły obydwu teatrów będą potrafiły zgodnie podzielić się zarówno zapleczem, jak i scenami, kto na tej gościnie traci, a kto chce zyskać, któremu teatrowi dyrektor Nowicki poświęca więcej uwagi… I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o premierowe   ekscytacje i fascynacje, bo choć gorąca Hiszpania w tytule i karnawał w pełni, to ze sceny wiało nudą.

Po pierwsze rozczarowuje wybór utworów, trudno jest się oprzeć wrażeniu, że jest to składanka „the very best of” najbardziej oczywistych skojarzeń z kulturą iberyjską. W pierwszej, bardziej podniosłej i dramatycznej części, można było m. in. usłyszeć fragmenty „Don Carlosa” Verdiego”, „Carmen” Bizeta i „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego, w drugiej zdecydowanie lżejszej i bardziej energiczniej słychać kompozycje takich twórców jak: Manuel de Falla, José Serrano czy Joaquin Rodrigo.  Choreografia i reżyseria to dzieło Janiny Niesobskiej. Choć staranności w przygotowaniu tej pierwszej Niesobskiej odmówić nie można, to jednak użycie wyrażenie „reżyseria” w przypadku „Hiszpańskich fascynacji” wydaje się być sporym nadużyciem. Artyści bowiem jedynie po kolei wychodzą do odśpiewania swojego „kawałka”, po czym równie uroczystym krokiem schodzą ze sceny. Przez co poszczególne elementy tej hiszpańskiej układanki nijak nie dają się złożyć w jednolitą opowieść.

joomplu:31358

Warto za to docenić minimalistyczną scenografię autorstwa Waldemara Zawodzińskiego – rozmieszczone wzdłuż bocznych kulis  rzędy monumentalnych białych prostopadłościanów, z których co drugi był ruchomy i w razie potrzeby opuszczany był nad scenę różnych konfiguracjach i oświetleniu, może jest odrobinę przytłaczająca jak na tak małą przestrzeń i na jak tak duży zespół, ale jednak robi wrażenie. Doskonale prezentują się również kostiumy, nie dosłowne, choć jednoznacznie odwołujące się do hiszpańskich klimatów, eleganckie ale i uwodzicielskie Za ich przygotowanie odpowiedzialna była Maria Balcerek. Słowa uznania należą się również samym występującym: Nozomi Inoue i Sergiejowi Oberemokowi za pas des deux z „Don Kichota” Minkusa, Joannie Woś za wykonanie „Nieszporów sycylijskich” Verdiego i finałowej „Bachianas Brasileiras” Villi-Lobosa, Adamowi Szerszeniowi, który wspaniale odśpiewał „Granadąe” Lary, Bernardetcie Grabias za „Et nino judio” Luny i gitarzyście Albinowi Brzezińskiemu za „Concierto de Aranjuez” Joaquina Rodrigo. 

Kiedy już było wiadomo, że na scenie nie wydarzy się nic zaskakującego spora część widzów zaczęła rozglądać się na boki, a dokładniej zaglądać do pierwszych lóż, w których zasiadała część muzyków. Kanał Teatru Jaracza nie jest bowiem w stanie pomieścić całej orkiestry z Wielkiego i dlatego maestro dyrygował do umieszczonej na brzegu sceny kamery, a obraz z niej przekazywany był do monitorów siedzących po bokach muzyków – naprawdę wciągające. Uznanie dla dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego, za to, że udało mu się utrzymać to wszystko w ryzach.

PRZECZYTAJ INNE RECENZJE TEATRALNE


PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
15listopada_088
Teatr Wewnętrzna Emigracja – Warhol też (foto)
IMG_3926a
DekAmore w Teatrze Arlekin – recenzja
Leonce_i_Lena
Leonce i Lena w Teatrze Studyjnym – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*