Kasia_Nosowska_HeyW ostatnią niedzielę lutego w Dekompresji zagrały trzy zespoły, które łączą dwie rzeczy: pierwsza to rock, który namiętnie grają, a druga to osoba Marcina Borsa, który wyprodukował ostatnie płyty kapel o których mowa. Na scenie w klubie przy Limanowskiego 200 od 19.00 można było usłyszeć Organizm, Muchy i gwiazdę wieczoru, czyli zespół Hey.

Wiele osób było zdziwionych, że zanim będzie im dane obejrzeć i wysłuchać występu Hey, na scenie pojawią się jeszcze dwa inne zespoły. Trudno się dziwić dezinformacji uczestników koncertu, bowiem na plakatach, biletach, czy chociażby na stronie klubu nie pojawiła się choćby wzmianka o tym, że występ gwiazdy wieczoru poprzedzą koncerty dwóch innych kapel.

Organizm
Dokładnie o 19.00 na scenie pojawił się support, czyli zespół Organizm. To rockowe trio wyróżnia osoba wokalisty, który jednocześnie gra na basie, co przecież nie tak często zdarza się w muzycznym światku. Otwarcie trzeba przyznać, że tego zespołu zdecydowanie lepiej słucha się w wersji live, niż z cd. Niestety z racji tego, że posiadają w swoim repertuarze piosenki, które liczą sobie grubo ponad cztery minuty, w secie trwającym ni mniej ni więcej pół godziny, na dobre nie zdążyli się rozkręcić. To dość ciekawy zespół i z niemałym potencjałem, warto więc byłoby się wybrać na ich pełnowymiarowy koncert.

Muchy
Poznaniacy zostali zaproszeni do Dekompresji przez zespół Hey, jako gość specjalny. Mieli grać trzy kwadranse, zagrali (nie)stety tylko nieco ponad pół godziny. W lutym ubiegłego roku Daniel Pielka zastapił Piotra Maciejewskiego na stanowisku gitarzysty Much. Łódzcy fani po raz pierwszy mogli ocenić, czy ów zmiana wyszła zespołowi na dobre. Jak na moje ucho nie jest ani lepiej, ani gorzej. Jest po prostu inaczej. Razem z osobą Maciejewskiego Muchy opuściły wygrywane przez niego partie klawiszowe, co spowodowało, że strona dźwiękowa zespołu nieco straciła na melodyjności, ale za to zyskała nowe, groźniejsze oblicze z pazurem.

joomplu:31771Łódzki występ Much zaczął się od najnowszego singla – Nie przeszkadzaj mi, bo tańczę –  zapowiadającego trzecią płytę grupy. Już od pierwszych dźwięków słychać było, że nagłośnieni są wyjątkowo dobrze i w równym stopniu można rozkoszować się brzmieniem każdego instrumentu. Set jaki zaprezentowali był niestety dość nierówny. Pojawiły się trzy zupełne premiery, jeden staroć – Nie mów, trzy powery z debiutanckiej płyty: Najważniejszy dzień, Brudny śnieg i mocno przearanżowany Zapach wrzątku oraz nastrojowe Rekwizyty, a wszystko zwieńczyło oczywiście Miasto Doznań, w mocniejszej wersji i bez klawiszy. Mimo krótkiego czasu na występ, zespół mógł nieco lepiej dobrać repertuar i dołożyć do setlisty choćby najbardziej przebojowy utwór z ostatniej płyty – Przesilenie.

Odbiór koncertu zakłócił wokalista Michał Wiraszko, który częściej krzyczał, aniżeli śpiewał. Ewidentnie nie był w zbyt dobrej dyspozycji wokalnej, za co zresztą przeprosił, tłumacząc się zimą i graniem trzeciego koncertu z rzędu. Jak zapowiedział Wiraszko „Nowy singiel Much ukaże się w połowie marca, płyta ukaże się jesienią, a słońce ukaże się latem”. A kolejna okazja do posłuchania Much na żywo w Łodzi już 24 marca. Grupa wystąpi w klubie DOM.

Hey
„Noo, to dziękujemy bardzo”. Jest tylko jedna artystka, która od lat, niezmiennie wypowiada to zdanie niemal po każdym zagranym na koncercie utworze. Skromna, zazwyczaj pojawiająca się na scenie w strojach przypominających czarne, bezkształtne worki. Kasia Nosowska.

Nie inaczej było w Łodzi. Standardowe kwestie wypowiadane przez wokalistkę i jej ubiór to drobne elementy bez których koncerty Hey straciłyby swój wyjątkowy urok. Łódzki występ Hey był więc przewidywalny. Nie tylko ze względu na wspomniane wyżej elementy, ale też ze względu na to, że muzycznie i wokalnie było perfekcyjnie. Jeśli można się czegoś czepiać, to repertuaru, który został ułożony pod tzw. fanów od święta, a nie najwierniejszych wielbicieli grupy. Pojawiło się wprawdzie kilka mniej znanych utworów, ale w porównaniu z bogatą reprezentacją przebojów, było ich jak na lekarstwo.

joomplu:31772Koncert Hey był więc występem z rodzaju „The best of”. Na żywo wybrzmiały m.in. Muka!, Umieraj stąd, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, [sic!], Cudzoziemka w raju kobiet, Mimo wszystko, Teksański. Co do tych mniej znanych, warto wspomnieć o piosence sprzed prawie osiemnastu lat – That’s a lie, a także bardziej smakowitych kąskach z ostatniej płyty – Vanitas i Piersi ćwierć.

Zespół miał bardzo dobre przyjęcie, nikt chyba zresztą nie przypuszczał, że mogłoby być inaczej. Standardowo z publiki pojawiło się kilka wyznań miłosnych zaadresowanych do Kasi Nosowskiej. Był również bis, wywołany przez rozochoconą publiczność. Mimo wszystko, z czasem tego typu koncerty mogą się słuchaczom „przejeść”. Od premiery ostatniej płyty Hey minęły już prawie trzy lata. Warto więc byłoby wprowadzić do koncertowego repertuaru nowości, żeby ciut odświeżyć setlistę.

Zapraszamy do obejrzenia obszernej fotorelacji z koncertu:

/fot. Przemek Sikora, muzyczneobrazki.pl

Zobacz także:

Hey w Dekompresji

Lao Che i Muchy otworzyły sezon koncertowy w Wytwórni

Muchy zagrały w Luce

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
10._FFSK_Hugh_Maskela_0604
Poza Łodzią: Warszawski Festiwal Skrzyżowanie Kultur (foto)
received_1709911285733646
Bednarek w Wytwórni (foto)
DSC_0008
Karen Edwards Trio w Wytwórni (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*