hakerNa pewnym etapie swojego życia każdy twórca osiąga pewnego rodzaju apogeum – zdobywa szczyt możliwości. Może to mieć pozytywne efekty, jeśli tylko uda się podtrzymać dobrą passę i raczyć widzów nadzwyczajnymi obrazami przez kilka dekad. Z drugiej strony, co niestety przytrafia się częściej, można nieco obniżyć pułap swoich produkcji, a nawet diametralnie runąć w przepaść.

Nowy film Michaela Manna opowiada historię Nicholasa – jednego z najwybitniejszych hakerów na świecie. Znacie filmy o podobnej tematyce? Ponadto główny bohater jest pensjonariuszem więzienia, a to, co  może go z niego wyzwolić, to misja, do wykonania której potrzebny jest kowboj klawiatury. Znacie filmy o podobnej tematyce?? Jakby tego było mało, Nicholas jest specem od sztuk walki, bezbłędnie włada bronią, jest niezwykle uroczy i szarmancki. Ach, ci dzisiejsi hakerzy… Znacie filmy o podobnej tematyce?!

Michael Mann to jeden z moich ulubionych reżyserów. Na każdy Jego film wyczekiwałem z niecierpliwością. Swojego czasu kupowałem prasę – „Cinemę”, „Film”, „Cinemę Press Video” tylko dlatego, że były tam zdjęcia i krótkie opisy jakichś dzieł, które nakręcił. Pierwszy spadek formy zauważyłem wraz z premierą „Miami Vice”. Nie wiedziałem, czy traktować to jako film sensacyjny, czy melodramat. Jeszcze gorzej było przy okazji premiery „Public Enemies”. Pytałem moich kumpli: „Co jest z Michaelem Mannem?!”. Najgorsze jest to, że nikt nie stawał w Jego obronie. Czyżby się skończył?

„Haker” jest filmem niezwykle przewidywalnym. Brakuje w nim napięcia i tempa, jakimi powinny wyróżniać się tego typu produkcje. Nie licząc Chrisa Hemswortha, reszta obsady wydaje się być zagubiona, a czarny charakter pozostawia wiele do życzenia. Reżyser powraca stylistyką do wspomnianego wcześniej „Miami Vice”, to znaczy nie wie, czy zrobił kino akcji, thriller, czy melodramat. Na pewno nie stworzył nowego gatunku, który powinien być kopiowany przez młodych adeptów kina rozrywkowego.

https://www.youtube.com/watch?v=lMnAYvfm7UI

 Jedyne, co wyszło na plus, to sceny strzelanin, których montaż jest niezwykle dynamiczny, a udźwiękowienie po prostu kapitalne. Filmy Michaela Manna poznajesz z zamkniętymi oczami. Każda wystrzelona kula brzmi bardzo realistycznie. Nie potrzeba oczu, aby wiedzieć, że „ogląda się” właśnie Mannowską sensację. Niestety precyzja, z jaką reżyser zadbał o tę akurat kwestię to trochę za mało.
   
Trudno uwierzyć w to, że twórca TAKICH dzieł, jak „Gorączka”, „Informator”, „Ali”, czy „Zakładnik” nie jest w stanie zrobić filmu na podobnym poziomie, jak wyżej wymienione. Pomimo tego faktu polecam „Hakera” osobom, które cenią reżysera za wcześniejsze dokonania. Może przyjdzie dzień, w którym po wyjściu z kina powiemy: „Nie. Michael Mann wcale się nie skończył”. Na pocieszenie pozostaje mi stwierdzić, że nie mamy tu do czynienia z runięciem w przepaść, a jedynie z obniżeniem pułapu. Zawsze wierzyłem w Michaela Manna i wierzyć nie przestaję.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Schyłek dnia – recenzja
7308131.3
Harry Brown – recenzja
snowspiercer
Snowpiercer: Arka przyszłości – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*