gra2012Dramat Gra, to zeszłoroczna koprodukcja duńsko-fińsko-szwedzka, która niedawno weszła na ekrany polskich kin. Jest to historia trójki chłopców z dobrego domu, których zaczyna śledzić piątka ich czarnoskórych rówieśników.

Starają się oni wmówić chłopcom, że jeden z nich ukradł telefon komórkowy bratu małego murzyna. Jednak na telefonie komórkowym się nie kończy. Trójka bezbronnych chłopców przeżywa w filmie szereg upokorzeń. Piątka czarnoskórych dzieci czerpie wyraźną przyjemność ze znęcania się nad nimi i postanawia bawić się ich kosztem, jak tylko długo może.

Od pierwszych minut widać, że reżyser Ruben Östlund chciał stworzyć film skierowany do widza inteligentnego, który w kinie szuka raczej doznań estetycznych, niż eskapistycznej rozrywki. Na początku rzeczywiście wygląda to bardzo interesująco. Mamy tutaj do czynienia z licznymi eksperymentami formalnymi. Östlund buduje dramaturgię swojego filmu, przede wszystkim, wykorzystując przestrzeń poza kadrową. Oko kamery jest najczęściej nakierowane na ten fragment fikcyjnego świata, który jest dla nas najmniej interesujący, np. jeśli ma miejsce bójka na zewnątrz tramwaju, to przez dłuższy czas widzimy jego wnętrze. Naszą ciekawość mają tu pobudzać głównie dźwięki dochodzące spoza kadru. Często widz chce zobaczyć to, czego reżyser ostentacyjnie nie ma mu zamiaru pokazać. W wyniku tego zabiegu po wielu scenach pozostaje nam pewien niedosyt, który wzmaga jednak zainteresowanie projekcją. Nie dzieje się tak niestety przez cały czas trwania filmu. Opisane zabiegi formalne zaczynają się powtarzać na tyle często, że stają się wręcz manieryczne. W rezultacie film przestaje zaskakiwać. Po godzinie seansu wiemy już, jak najprawdopodobniej będzie ustawiona kamera w następnej scenie oraz czego reżyser uparcie nie będzie nam pokazywał.

Podobnie niestety dzieje się z fabułą filmu. O ile przez pierwszą połowę seansu akcja potrafi utrzymać widza w napięciu, o tyle pod jego koniec dublują się sceny, które nie wnoszą do historii nic nowego. Potwierdzają one tylko konstatacje, do których widz mógł dojść już wielokrotnie wcześniej – są więc puste dramaturgicznie. Oczywiście jest możliwe, że umieszczenie w filmie takich scen jest chwytem celowym. Rodzi się jednak pytanie, na ile jest to chwyt sfunkcjonalizowany. Można, rzecz jasna, stwierdzić że widz ma się pod koniec filmu tak samo męczyć, jak i trójka dzieci, nad którymi znęca się piątka ich czarnoskórych rówieśników. Pytanie jednak, na ile owa nieprzyjemność odbiorcza zmusza do rozbudowanej refleksji, a na ile jest po prostu frustrująca.

https://www.youtube.com/watch?v=y_pR6NIypbY

Film porusza też w bardzo dwuznaczny sposób problem rasizmu. Warto podkreślić, że piątka czarnoskórych chłopaków znęca się nad dwoma białymi i jednym azjatą. Oprawcy są przy tym jednymi z niewielu czarnoskórych ukazanych w tej produkcji. Można wręcz odnieść wrażenie, że są to urodzeni złodzieje i bandyci, którzy sieją postrach w społeczeństwie. Z drugiej jednak strony, jedna z końcowych scen filmu stanowi przeciwwagę dla tego sposobu obrazowania czarnoskórych i sprawia, że Gry nie możemy nazwać produkcją rasistowską. Ojcowie poszkodowanych chłopców natrafiają bowiem przypadkiem, na jednego z oprawców swoich synów – tego najmłodszego. Szarpią go na ulicy, biją, lekceważą jego słowa (mówiące o tym, że jest biedny), kradną mu telefon komórkowy i na odchodne rzucają mu: „masz się poprawić”. Porada ta jest abstrakcyjna i rodzi się z braku zrozumienia dla trudnej sytuacji imigrantów, takich jak ów chłopiec. Jeden z ojców tłumacząc się mówi wręcz, że o to nie dba – dla niego liczy się tylko krzywda jego syna.

Rekapitulując, Gra to film skonstruowany na bazie interesującego pomysłu – zarówno fabularnego, jak i formalnego – jego twórcą zabrakło jednak swego rodzaju wstrzemięźliwości i umiejętności selekcji istotnych dla akcji wydarzeń. Gdyby nie te mankamenty mielibyśmy do czynienia z produkcją bardzo dobrą. Niestety jednak, otrzymujemy – kandydujący do miana europejskiego dzieła filmowego – przeciętny i manieryczny dramat, jakich wiele zalewa ostatnimi czasy nasze kina.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
niceguys
Nice guys. Równi goscie – recenzja
Brzdąc w opałach – z muzyką na żywo
transcendencja
Transcendencja – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*